Felieton Miesięcznik Literacki # 02 – wrzesień

Na Qfancie pojawił się już drugi odcinek naszego felietonu Miesięcznik Literacki, a w nim literackie podsumowanie września. Zapraszamy do lektury:

MIESIĘCZNIK LITERACKI – WRZESIEŃ  

Za oknami ciągle piękna pogoda: ptaszki śpiewają, kolorowe listki zaściełają ziemię, słonko przygrzewa. Czy w literackim mikroświecie w minionym miesiącu było równie barwnie i optymistycznie? A jakże! Kilka perełek znalazło się bez trudu.

Po pierwsze, pojawiły się informacje o ciekawych gościach. Może to kwestia naszych nadwiślańskich kompleksów, a może szeroko pojętego kosmopolityzmu, ale sławne osobowości odwiedzające nasz piękny kraj zawsze cieszą się estymą i wywołują uśmiechy na wszystkich niemal twarzach. We wrześniu mogliśmy przeczytać, że w najbliższym czasie zawitają do nas między innymi Mario Vargas Llosa i Maj Sjöwall.

Tego pierwszego chyba przedstawiać nikomu nie trzeba: pisarz (jeden z tych, których albo się kocha, albo… nie), były polityk, Peruwiańczyk, skandalista. Znany szerszemu gronu, od kiedy… otrzymał literacką Nagrodę Nobla – a więc od zeszłego roku (wówczas to wydawnictwo Znak nie mogło się wyrobić z dostarczeniem do księgarń wznowień jego powieści – tylu czytelników chciało nadrobić zaległości w lekturze Llosy). Autor wpadnie do nas na chwilkę (jedynie do Warszawy i Krakowa) w ramach promocji najnowszej książki, „Marzenie Celta”[1].

Z kolei Maj Sjöwall to postać bliska głównie miłośnikom kryminałów. Jako pisarka zasłynęła dzięki współpracy ze swoim życiowym partnerem, Pero Wahlöö. Razem postanowili stworzyć w ciągu dziesięciu lat cykl dziesięciu powieści kryminalnych. Wspólnie tworzyli główną intrygę i zbierali informacje (bardzo dokładnie: sprawdzali na przykład, którędy będzie podróżował główny bohater i ile czasu mu to zajmie), rozdziały pisali na zmianę. W ten sposób powstały książki o Martinie Becku[2]. Doskonała dokumentacja, detaliczność, wierne oddanie żmudnych procedur policyjnych – to główne cechy tych powieści, w których akcji jest czasami niewiele. Bo i intryga kryminalna jest w nich tylko pretekstem. Jak tłumaczy sama Sjöwall, ich głównym celem był opis społeczeństwa z lewicowego punktu widzenia. Autorzy chcieli pokazać, że Szwecja, pozornie kraj dobrobytu, w rzeczywistości jest pełna biedy, przestępstw i brutalności; ujawnić, że szwedzkie społeczeństwo powoli przekształca się w kapitalistyczne, zimne i nieludzkie, gdzie bogaty się bogaci, a biedny biednieje. Wykorzystywali przy tym często tematy z pierwszych stron gazet: pedofilię, seryjnych morderców, przemoc seksualną czy samobójstwa[3].

Właśnie za to – za nowatorskie podejście do powieści kryminalnej, za umiejętność tworzenia prawdziwych, nie papierowych bohaterów, za to, że obok intrygi liczyło się dla nich tło społeczne, za to wreszcie, że przetarli szlaki takim twórcom, jak Larsson czy Mankell – nazywa się ich rodzicami nowoczesnego szwedzkiego kryminału. Nic więc dziwnego, że Maj będzie w tym roku gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2011, podczas którego odbierze Honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru.

Niektórym pisarzom zdarzają się przygody rodem z powieści przygodowych bądź kryminalnych. Taki Michel Houellebecq, dla przykładu, parę tygodni temu… zaginął[4]. Sprawa odbiła się szerokim echem po całym świecie, gdyż pisarz nie dotarł na spotkania autorskie w Holandii i Belgii. Szukali go współpracownicy i wydawcy – telefonowali, wysyłali maile… i nic. Po tygodniu bezowocnych poszukiwań zaczęły pojawiać się doniesienia, że Houellebecq mógł zostać porwany przez Al-Kaidę. Na szczęście okazało się, że literat przebywał w swoim domu w Hiszpanii i… najzwyczajniej w świecie zapomniał o tournee. Ufff! Swoją drogą, czy nie przypomina Wam się historia innego zaginięcia: Agaty Christie? Królowej wyszło to jednak lepiej – do tej pory nie wiemy, co się z nią wówczas działo, ale z pewnością przyczyna jej zniknięcia przebiłaby w kategorii dramatyzmu banalną niedyspozycję pamięci twórcy „Cząstek elementarnych”.

Z nieco bardziej lokalnych informacji, niedawno minęła 117. rocznica urodzin Juliana Tuwima[5]. Jako że nie każdy wie, gdzie mieszkał Tuwim (mimo tabliczki na kamienicy… i wskazówek poety: Do dzisiaj stoi ten słynny dom:
Andrzeja, numer czterdziesty[6]; dodam jeszcze, gwoli ścisłości, że chodzi o Łódź) ani które miejsca najchętniej odwiedzał (biblioteka, z której korzystał, niestety, ładnych parę lat temu przestała pełnić swą zaszczytną funkcję), organizatorzy postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym, zapraszając wielbicieli jego twórczości, między innymi do wzięcia udziału w wycieczkach śladami poety. Nie obyło się, rzecz jasna, bez odwiedzenia „Ławeczki Tuwima” i… pogłaskania Julkowego nosa – na szczęście!

I ja tam (…) byłem…[7]

[1] http://ksiazki.wp.pl/tytul,Mario-Vargas-Llosa-przyjedzie-do-Polski,wid,18315,wiadomosc.html?ticaid=1d1f5&_ticrsn=3.

[2] Pierwsza z nich, „Roseanna”, ukazała się w 1965 roku (w Polsce dopiero w 2009).

[3] http://www.ksiazka.net.pl/index.php?id=4&tx_ttnews%5Btt_news%5D=9703.

[4] http://ksiazki.wp.pl/tytul,Michel-Houellebecq-odnaleziony-we-wlasnym-domu,wid,18353,wiadomosc.html.

[5] http://ksiazki.wp.pl/tytul,Urodziny-Tuwima-w-piatek-w-Lodzi,wid,18337,wiadomosc.html.

[6] http://www.poema.art.pl/site/itm_141615_lodz.html. Niegdysiejsza ulica św. Andrzeja nosi dziś nazwę Andrzeja Struga, choć potocznie ciągle zwana jest, po prostu, ulicą Andrzeja.

[7] http://ampantadeusz.w.interia.pl/ksiega12.htm.

Artykuł dostępny jest na Qfancie – możecie go przeczytać TUTAJ

Reklamy

6 thoughts on “Felieton Miesięcznik Literacki # 02 – wrzesień

  1. nie dziwota… 😉

    to jeden z tych „pewniaków”, którzy sprzedają się dobrze zarówno w wersji papierowej jak i ociałowanej 😉

  2. Nigdy mnie nie ciągnęło do kryminałów, ale aż zajrzę do książek Maj Sjöwall, aby się przekonać czy to dobra robota.
    A propos, skoro przy Skandynawach jestem, z tych pozycji, które miała w rękach, do mnie przemawia to, że oni tam już od dłuższego czasu piszą bez żadnej koloryzacji o życiu, nie okłamują się w wielu sprawach – i to mi u nich się podoba.
    Mam właśnie myślotok;d widzieliście może ten film (norweski, inspiracja „teksańską masakrą piłą mechaniczną”):”Manhunt – Polowanie” (Norwegia, 2008)?

    • Skandynawowie trochę się przejedli ostatnio, bo jest ich jakby za dużo. Aż strach zajrzeć do lodówki ;-). Ale naprawdę warto poznać tą prozę, choćby dla odmiany wobec klasycznego, amerykańskiego mainstreamu, który jest bardziej bezpłciowy i neutralny. Maj to ciekawa propozycja, ale nie idealna, tym niemniej fajnie go znać. „Manhuntu” nie widzieliśmy. Dobre?

      • Dobre z tą lodówką;) Niemniej mam tak, że ilekroć pójdę do kina na jakiś niszowy film skandynawski, ilekroć kupię sobie płytę czy w tv obejrzę coś skandynawskiej produkcji, bo książek za dużoO skandynawskich nie czytam, to jest u nich coś takiego „klimatycznego”, osobliwego i dotykającego duszy, że potem to na długo siedzi w środku. No, ale może miałam szczęście z tym, co skandynawskiego „przechwyciłam”;)
        „Manhunt. Polowanie” – powiem tak, to po prostu norweska wersja teksańskiej masakry piłą mechaniczną, ale „norweska”, jest ich ten klimacik i takie niejasne zakończenie. Ale przede wszystkim dobry sygnał, że niedaleko nas można zrobić sprawny i zjadliwy horror.

        • owszem, jest u nic coś klimatycznego – fajne jest m.in. to, że piszą po swojemu, bez pozowania.

          a Manhunt trafia na listę życzeń 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s