Felieton: alfabet kryminalny. Część trzynasta (szczęśliwa) – „N”

Trzynastka bywa szczęśliwa. Musi być, skoro akurat pod tym numerem wypadło hasło dla kryminału niezwykle wprost zasłużone. Hasło kultowe, dodajmy.

N” jak NOIR

NOIR

Choć wszystko zaczęło się tak naprawdę od filmowego gatunku, w czytelniczej świadomości określenie noir rozciągnęło się także na literaturę. A właściwie powinno być odwrotnie: najpierw, w latach 30., powstawały powieści kryminalne ukazujące przygody detektywów, którzy nie stronili od alkoholu, papierosów i kłopotów (ich zwiastunkami były najczęściej piękne i niebezpieczne kobiety); detektywów, którzy znali trudy życia i doceniali jego ironię. Dopiero później, w latach 40. i 50., nadeszły obrazy filmowe. Zazwyczaj oparte na tworach papierowych, których sztandarowym twórcą był Chandler, ojciec nieśmiertelnego Philipa Marlowe’a.

Ja osobiście wolę Sama Spade’a, bohatera „Sokoła Maltańskiego”… i zawsze mnie dziwi, jak to się stało, że Marlowe stał się bardziej sławny? A przecież Sam urodził się cztery lata wcześniej… Gdybyście jednak zapytali, dlaczego wolę Sama od Philipa… cóż, nie wiem 😉 Może z wrodzonej przekory? Tym bardziej, że tak na dobrą sprawę, z powodzeniem mogliby udawać bliźniaków… W pewnym sensie nawet udawali: w ekranizacji „Sokoła…” i „Wielkiego snu” (na podstawie powieści Chandlera) obu detektywów grał… jeden i ten sam aktor, wielki Humphrey Bogart. Hmmm…

 

 

Reklamy

2 thoughts on “Felieton: alfabet kryminalny. Część trzynasta (szczęśliwa) – „N”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s