Inna forma parlamentaryzmu ;-)

Do czego nas przyzwyczaił Polski sejm? Do nudy, napuszonej, bezsensownej, nieciekawej. Przyglądając się pracy elicie naszego narodu, czyli błyskotliwym politykom, zapominamy, że polityka może być zabawna. Między innymi ;-). Do powstania tego postu przyłożył się Romskey, który przytoczył ważne słowa Lecha „Noblisty” Wałęsy: „jak nie ma zadymy na górze robi się zadyma na ulicy„. Coś w tym jest, prawda?

Poniżej kilka scenek z parlamentów całego świata. Uczmy się 😉

Na początek Anglia. Tutaj akurat starcie Browna z Cameronem. Ten drugi jest przy okazji obecnie urzędującym premierem Wielkiej Brytanii, a więc szychą niczego sobie (wtedy jednak był zaledwie liderem Partii Konserwatywnej), pierwszy natomiast premierem był w trakcie debaty:

Dobra, pośmialiśmy się. Teraz pora na coś prawdziwego:

Jeśli krótka kompilacja Wam nie wystarcza, to tutaj jest jeszcze kilka co smaczniejszych kawałków. Na początek Korea, który jest naszą ulubioną demokracją ;-). Zadowoleni powinni być zwolennicy równouprawnienia, bowiem płeć piękna jest dobrze reprezentowana w niniejszym starciu:

Ostrzej, ale z wdziękiem politycznymi argumentami przerzucają się bodajże w Japonii, a więc prawie po sąsiedzku. Zwróćcie uwagę na fakt, że dyskusja jest bardzo… technicznie poprawna:

Wsparcie w dziedzinie techniki przydałoby się kolegom z Tajwanu. Chęci im nie brakuje, ale umiejętności formułowania argumentów nieco szwankują:

Za kałużą, w Boliwii, temperament nie gorszy:

Rzut kamieniem na północ. Meksyk.

Przenieśmy się do Europy. Cywilizowanej dyskusji próbują Czesi:

ale lepsi w temacie są nasi bracia Ukraińcy. Zwróćcie uwagę na zaawansowaną skłonność do załatwiania problemów w kuluarach, a przynajmniej poza główną areną. Naszym zdaniem to świadczy o dojrzałości politycznej państwa i jego elit:

Nie są im jednak obce także taktyki typowo ofensywne, zwłaszcza przygotowanie artyleryjskie przed szturmem na umocnione pozycje wroga:

Nauczyli się pewnych rozwiązań od towarzyszy z Moskwy:

A skoro już przy Moskwie jesteśmy, to czy pamiętacie głosowanie na dwie ręce? Pamiętacie? To zapomnijcie. Są od nas lepsi…:

Zobaczymy w którą stronę drgnie polska rzeczywistość po wyborach…

Reklamy

25 thoughts on “Inna forma parlamentaryzmu ;-)

  1. Napracowałeś się;)

    Pozwolę sobie na małą psychoanalizę;) Dlaczego otwarty bój na górze uspokaja wyborców? Dlatego iż widzą zaangażowanie swoich faworytów. Tak jak na meczu oczekujemy od swoich wybranków zwycięstw i skrajnego zaangażowania tak od polityków oczekujemy twardej walki o nasza sprawę. Być może właśnie z powodu miałkości przedstawień na murawach zadymy wylewają się także na trybuny i poza stadiony.

    Na naszej scenie – walczy jeden (pis) a drugi go ignoruje lub stara się nie reagować (PO) . Gawiedź chce walki, postępu, efektów a mamy coś w rodzaju ‚jednostronnego patu’. Nie potrafię rozwiązać jednaj zagadki : wydawałoby się że to właśnie wyborcy PO powinni manifestować swój sprzeciw wobec bierności swoich przedstawicieli gdy na ulicach rządzi Gazeta Polska i kibole.

    Z drugiej strony pewne tendencje wyborcze ukazują wzrost zainteresowania RP który oferuje postawę adekwatną do stylu PiS i wszystko właściwie sprawdza się. Pozostaje pytanie : czy otwarta walka może przynieść coś korzystnego? Praktycznie tak. Związanie walką PiS przez RP odciążyłoby PO.

    • w dawnych czasach, na staropolskich sejmikach, nie wahano się „bigosować” przeciwników. A dzisiaj? Jeden Palikot nam został… źle się dzieje, oj źle ;-). Zaskoczę Cię, ale moim zdaniem zarówno debata w Londynie, jak i te z Tajwanu czy Korei, bardzo mi się podobają: widać zaangażowanie, to przede wszystkim. U Angoli spokojniej, ale z jajem. U Azjatów jaja są jeszcze większe ale spokoju brakuje. Porównuję to czasami z niemieckim bundestagiem czy szeregiem parlamentów, których erupcje tego typu się nie zdarzają. Póki produkują dobre prawo nikomu to nie przeszkadza, ale jak możemy ocenić naszych? Trochę mi brakuje bójek pomiędzy posłami. To byłaby jakaś szansa na udowodnienie, że rzeczywiście angażują się w sprawy, które przykleiły się im do ust. Ale nie, tego nie ma. Hasło jedno, hasło drugi, szpila przeciwnikowi w plecy (najlepiej jak go nie ma w pobliżu), a później bratanie nad wódeczką. Mamy aktorów, marnych aktorów. Przydaliby się ludzie z pasją, gotowi rozbijać sobie łby. Czy nie tak się dzieje na forach politycznych? Czy nie miałeś nigdy ochoty rozbijać łbów ludziom, którzy wpadają do Ciebie na bloga? Czy nie taka powinna być zaangażowana polityka? Czy nadmierny spokój w polityce nie jest oznakiem swego rodzaju zdrady?

      tak trochę przekornie… 😉

      a z rolę RP to bym się wstrzymał, coraz bardziej obawiam się obstawiać wyniku wyborów i ich konsekwencji. Robi się wyjątkowo ciekawie 😉

      • Czasem wydaje się mi że jestem pacyfista. Tworząc bloga zadymiarskiego zapewne święciłbym tryumfy oglądalności ale piszę trochę z innych powodów. Chcę coś ludziom przekazać, podzielić się swoimi i nie tylko swoimi spostrzeżeniami.

        Miałem kilka sytuacji z których mogłem skorzystać i powoli przekształcać się w niewielkiego sieciowego magnata ale po co kiedy to co jest nie jest takie złe. „Lepiej zrozumieć mało ale dobrze niż dużo i źle” – czy jakoś tak.

        Zadymy są piękne, ale żyjemy w kraju … uwaga nie będzie miło : tchórzy, wazeliniarzy, cwaniaków i hipokrytów. To co wymieniłem jako ostatnie sprawia iż bardziej nam zależy na kroju garnituru niż personalnej zawartości. Zamiast walki na pięści wolimy kogoś obsmarować, podkablować, splunąć za jego plecami itd. Jaka statystyczna mentalność taka też polityka.

        • mam problem z pacyfizmem – kojarzę go przez pryzmat zimnej wojny. Pacyfiści byli wtedy „pożytecznymi głupcami” pracującymi dla ZSRR: protestowali przeciwko amerykańskiej broni jądrowej, lotniskom wojskowym, manewrom itd, natomiast kłaniali się zbrodniczemu, totalitarnemu reżimowi. Pacyfizm – moim zdaniem – jeszcze się z tego nie podniósł. Jeszcze nie ma ruchu, który udowodniłby, że pacyfizm może być siłą, a nie głupotą i słabością. Co nie zmienia faktu, że cenię ludzi dostrzegających rozwiązania nie siłowe. Kurcze… bądźmy szczerzy. Jestem niemalże typowym intelektualistą: okularki, metr siedemdziesiat wzorstu, komarze mięśnie: dzięki pacyfizmowi otaczającego mnie świata mogę funkcjonować. W hobbesowskim świecie zginąłbym od razu 😉

          ale do rzeczy: ja nie chcę zadym. Ale jeśli nie ma zadym, nie ma zaangażowania to… po co utrzymywać tą klasę próżniaczą? 😉 A hipokryzja to problem bez dna… nasza narodowa przywara ;-(. Wolałbym, aby jeden polityk z drugim dali sobie po mordzie a później spotkali się w parlamencie jak tamci Angole i pogadali tak, żeby przynajmniej chciało się ich słuchać. Obserwując dyskusje naszych polityków staram się zwalczyć ziewanie i zażenowanie. Nudni, bylejacy, nieciekawi, utalitarni aparatczykowie, doskonale przystosowani do przeskakiwania z partii w partię ;-(

          • Pacyfizm traktuję wyłącznie jako wewnętrzną chęć zastępowania destrukcyjnego konfliktu dialogiem. W „dzieci kwiaty” nigdy nie bawiłem się odnajdując się raczej w nurtach o specyfice „Hells Angels”;) Uzbrojony anioł to kwintesencja pokoju;)

            Nie sądzę abyś miał powód by ubolewać z powodu swoich gabarytów. W walce zazwyczaj zwycięża duch a nie ciało choć Adamek vs Kliczko trochę ten pogląd podważyli;) Mimo wszystko istnieje możliwość wejście w komitywę z kilkoma bardzo szybkimi kolegami (ich ilość zależy od pojemności magazynka;).

            Polska klasa polityczna to kurduple i udawacze. Ludzie nie mający pojęcia o wiązaniu butów a kreujący się na intelektualistów i mężów stanu. Społeczeństwo jest nadal trochę ‚do tyłu’ więc jeszcze nie reaguje ale to zapewne zmieni się. Jestem dobrej myśli.

          • ha, taki pacyfizm to ja rozumiem. Si vis pacem, para bellum 😉

            o gabarytach pisałem tak ogólnie, coby wyjaśnić, że żaden ze mnie mocarz, ale prawdę mówiąc, jestem niemal doskonale pogodzony ze swoim losem i nie narzekam ;-). Zwłaszcza, że zbyt wiele razy widziałem już osiłków trzęsących się ze strachu by przykładać wagę do rozmiarów… ;-D

          • Mam przyjaciół o dość niepozornym wyglądzie ale dysponujących uderzeniem o sile końskiego kopnięcia. Ich sposób na sukces ma trzy podstawy : brak zahamowań, walenie w czułe punkty i z całej siły. Ja kwalifikuję się do klasy średniej. Z tym zgodzić się trudniej choć są i plusy.

          • na to też już wpadłem. Dawno temu nauczyłem się, że jeśli nie chcę być kopany po tyłku, to muszę wyglądać na wariata, bo wariatów ludzie się boją ;-). I wiem jeszcze jedno – zgodne z Twoją wypowiedzią – jeśli mały bije się z dużym, to mały nie ma wyjścia: musi wygrać w pierwszym podejściu. Duży może się bawić. Mały musi zabić. Trochę przesadnie piszę, ale idea jest ;-). Mówi się, że psy, konie i inne zwierzęta wyczuwają słabość człowieka. Z moich obserwacji wynika, że ludzie też wyczuwają, ale podświadomie. Są skłonniejsi do atakowania ludzi, których podświadomość ocenia jako tchórzy i słabeuszy. A z podświadomością nie wygrasz, bo ona czyta wszystko: ona widzi, czy drżą ręce, czy załamuje się głos, czy napięte są mięśnie itd.

  2. Napracowales sie Onibe solidnie i wlasciwie wszystko mozna skwitowac w nasteoujacy sposob.
    Tam w Parlamentach daj sobie w morde, gdzie ma miejsce autentyczna walka interesow opcji politycznych.Podejrzewam ze Ci Parlamentarzysci nie podpoczywaja wspolnie w sasiednyuch apartamentach na Teneryfie, nie prowadza wspolnych pewnych interesow z tzw. pieniedzmi na stole i pod stolem. Chce powiedziec, ze kumoterstwo i korupcja w Polsce siegnely szczytow.Maja miejsce owszem dosc niewybredne ataki, ale to juz bardziej wynika z interpersonalnych relacji niz podloza wlaki polityczno-programowej.
    Lobbowanie nad glosowanie okreslonych ustaw wlasnie dorpowadzilo do tego ze w Polsce przyjeto i przyjmuje sie niejednokrotnie absurdalne ustawy i wlasnie dlatego pod wieloma wzgledami Polska jako wyspa do robienia interesow plasuje sie gdzies w poczatku miejsc siedemdziesiatych.
    Czy najblizsze wybory cos zmienia?
    Moge z ogromnym prawdopodobienstwem zblizonym do jednosci powiedziec ze NIE!

    • czasami – wbrew sobie – zastanawiam się, czy ja tej zmiany w ogóle chcę. Bo zmiana może być na gorsze… a teraz mamy przynajmniej jakieś zło znane, przywykliśmy do niego. Z drugiej strony, spadamy po równi pochyłej. Niby nie widać przechyłu, ale on jest. Sukcesy gospodarki polskiej to łabędzi śpiew ginącego smoka. Więc, mimo wszystko, zmiana jest potrzebna. Choćby miało do niej dojść poprzez łomotanie się polityków po mordzie… zresztą, nie mam nic przeciwko temu, aby narażali swoje ciałka na taką niewygodę 😉

  3. -będziemy mieli nową,nowe ugrupowanie,więc ten nowy sejm będzie inną jakością.Do tej pory było spokojnie,czsami wiało nudą….

    • nie wiem czy z tą nową jakością to nie przesada. Co się naprawdę zmieni? Jedne mordy zostaną zastąpione przez inne, ale i tak przy mikrofonie będą ciągle ci sami ludzie. Po prostu – przepraszam za niecenzuralne wyrażenie – zmienią się ci, którzy im liżą tyłki i składają pokłony. Polska polityka to kilka mocnych postaci, kilkanaście wymienialnych średniaków o pewnej sile przebicia i parę setek „niewidzialnych”. Praktyka pokazuje, że nawet zmiana partii nic nie rozwiązuje, bowiem do nowych partii podpinają się starzy siłacze…

  4. Dorzucę jeszcze mały temat ku refleksjom :
    Skoro zadyma na górze minimalizuje tarcia na dole to czym skończyłoby się ‚jednowładztwo”?

    • i tutaj wychodzimy poza obrazek, bowiem pojawienie się jednowładztwa zmienia reguły zabawy. Jednowładcy mają możliwość zminimalizować tarcia na dole, bowiem dysponują władzą pełną i nie ograniczoną przez prawo, opozycję, intstytucje itd. Z drugiej strony, praktyka i historia uczą, że nawet monowładcy doceniają znaczenie porządnych podziałów na dole. To dlatego carowie od czasu do czasu urządzali pogromy Żydom, a chińscy komuniści np. wytępili wróble ;-). Reign and rule: znajdź wroga, wskaż wroga, poświęć wroga. I tak to się kręci 😉

      • Sprawdza się tutaj reguła że wszystkim nie sposób dogodzić. Poszukiwanie a raczej przelewanie wątpliwości społecznych z władzy na wrogów wewnętrznych dobry temat.

  5. Genialna kompilacja 🙂
    Ostatnio zaśmiałem się, że wybory można było by rozegrać na dwie tury w Koloseum:
    1 – eliminacje z lwami
    2 – dogrywka na miecze
    To by były wybory, frekwencja przed tv 100%
    Idąc dalej nutą humoru, przypomniał mi się dowcip:
    Przyjeżdża prezydent Rosji do Polski i mówi:
    „No za tydzien macie wybory, a wy jeszcze nie wiecie kto bedzie rządzic, to co wy za demokracje macie?”

    • dzięx 😉

      ja do Twojej propozycji dorzuciłbym jeszcze punkt 3: pretorianie wbiegają na arenę i przerabiają zwycięzcę na mielone, dzięki czemu wszystko pozostaje bez zmian i na czele republiki stoi ten pan co ostatnio ;-). Ale, swoją drogą, marzę o takich wyborach w których politycy idą na ostre… i nie chodzi mi o słowa ;-). Ależ to byłoby piękne, gdyby się wyrzynali 😉

      dowcip dobry, nawet bardzo ;-D

  6. Jak widać są lepsi od Nas. Miło …

    Dlaczego na zajęciach ściśle związanych z ww.tematem nie mówią tak fajnie i nie puszczają nam takich filmików. Chyba w tym roku muszę przy jednej z prezentacji multimedialnych zaszaleć . Może nie będą krzyczeć 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s