Rzut oka za barykadę: frytki konspiracji, gnosis-cola i lemingo-barany końca świata (1)

Dzisiaj będzie o teorii konspiracji ;-). Tak, wiemy… mocny kaliber. I dobrze, bo przecież nudno być nie może, prawda? Czemu jednak teoria konspiracji a nie, dajmy na to: pogoda? Przyczyn jest kilka.

Nim zagłębicie się w lekturę tekstu – o ile, rzecz jasna, to uczynicie – należy się Wam wyjaśnienie.

Po pierwsze: nie, nie jesteśmy zwolennikami teorii konspiracji.

Po drugie: przeciwnikami też nie jesteśmy. A przynajmniej nie staramy się jej zwalczać, choć w trakcie lektury niniejszego felietonu bez trudności spostrzeżecie, że bliżej nam do contras. Tak  to już jest, człowiek się rodzi ze skłonnościami i z nimi umiera, a starego psa nowych sztuczek nauczyć się nie da…

Naszym zamierzeniem jest lajtowy bieg na przełaj, nie będziemy nikomu – za przeproszeniem – dawali w mordę. Lepiej jest się trochę pośmiać ;-). To co dobre musi być dawkowane, więc dyskusję podzieliliśmy na kilka etapów. Na początek odrobina wprowadzenia i temat pierwszy: chematrails.

Czemu unikamy jednoznacznego określenia swojej przynależności w dyskusji? Cóż, prawda jest prosta: zarówno do bycia zwolennikiem jak i przeciwnikiem teorii konspiracji brakuje nam wiedzy. Niby coś tam się wie, ale zdecydowanie za mało, aby jednoznacznie rzucić kamieniem w któryś z odważników. Wiedza, w gruncie rzeczy, stanowi najważniejszy oręż w batalii pro/contra. A może nie tyle wiedza, co jej brak, bowiem obie strony starcia z uporem godnym lepszej sprawy eksploatują braki w swojej wiedzy, pokrywając czerwoną, oczojebną farbą dziury w fasadzie. I właśnie to nas interesuje: jak przebiega dyskusja, jak się kształtuje filozofia poparcia teorii konspiracji. I co takiego stało się z ludźmi, że gotowi są oddać na przechowanie własną rękę czy nogę w imię czegoś, co z dystansu pachnie wątpliwościami (by nie powiedzieć, że kichą). Fascynuje nas proces, w trakcie którego biała plama na mapie pokryta zostaje wymyślną plątaniną znaków, które w czyimś zamyśle są precyzyjną mapą świata, którego nie widać.

Pomysł na niniejszy artykuł wyrósł z przemyśleń narastających podczas przeglądania rozmaitych blogów i wpisów. Niedawna rocznica (11/09) okazała się dobrym momentem na wybudzenie teoriowiczów z letargu. Po lekturze kilkunastu tekstów i paru setek komentarzy uświadomiliśmy sobie, że dyskusja nie może być ostrzejsza, a limes absurdu i kultury osobistej został przekroczony dawno temu.

Tym co w oczy rzuca się najbardziej, jest całkowity brak tolerancji dla osób myślących inaczej. Na jednym tylko blogu, we wpisie głównym i komentarzach których było nie więcej jak dwadzieścia, próbowaliśmy zliczyć ile razy pojawiały się określenia typu „barany”, „głupcy”, „ślepcy”, „idioci”, „manekiny”, „manipulacja” i… last but not least, nasze ulubione: „lemingi”. Było ich mnogo, praktycznie konkurowały z przecinkami i innymi znakami interpunkcyjnymi. Kogo dotyczyły wspomniane określenia? W tym akurat przypadku przeciwników teorii konspiracji. Autor wpisu i osoby komentujące doszły do porozumienia co do konstrukcji świata i była to konstrukcja bardzo prosta: new world order, chemtrails i oczywiście CIA stojąca za zamachami na WTC. Zresztą, jak się okazuje, CIA od dawna jest wewnętrzną służbą światowego rządu, WSI zapewne też, o CBA, CBŚ i – dajmy na to – NBA nie wspominając.

Tutaj dochodzimy do ważnego punktu: teoria konspiracji jest w gruncie rzeczy teorią konwergencji. Jest nadteorią łączącą w sobie wszystko co alternatywne. Osoby wypowiadające się na ten temat w charakterze pro nie mają zahamowań przed łączeniem w jednej wypowiedzi problematyki chemtrails, nwo i… kalendarza majów. Wszystko się łączy, także wysyp grzybów na Mazurach i coraz częstsze powodzie. Zastanawiacie się kto za nimi stoi? Naprawdę nie wiecie? Oczywiście światowy rząd. Ewentualnie rząd polski, który jest oddziałem nwo w terenie. Uważny czytelnik łatwo także odkryje w tym wszystkim ślady UFO – przecież światowy rząd skądś te wszystkie cuda musi brać (bezgłośne śmigłowce, chemikalia powodujące efekt prania mózgów itd).

Rozbijmy rzecz na drobne.

Czym są chemtrails? Nazwę tę stosuje się do identyfikowania teorii konspiracji głoszącej, że smugi kondensacyjne ciągnięte za samolotami są w rzeczywistości substancjami chemicznymi rozpylanymi celowo nad zamieszkanymi przez ludzi obszarami celem… tutaj są pewne różnice zdań: jedni zwolennicy teorii twierdzą, że chemtrails powodują bezpłodność, inni że mutacje genetyczne, jeszcze inni upierają się przy wpływie chemtrails na epidemię raka, cukrzycy i czego tam jeszcze. Listę uzupełnia pranie mózgów czy wręcz stricte uśmiercanie ludzi i niszczenie życia. Koncepcja chemtrails ma pewne podstawy. W Wietnamie armia amerykańska rozpylała nad dżunglą defolianty, które powodowały obumieranie roślinności w ekspresowym tempie, a służyło to odsłonięciu szlaków używanych przez Vietcong. Nawiązania do Wietnamu przewijają się dość często przez szpalty artykułów popierających koncepcję chemtrails. Drugim, ciekawym dowodem jest projekt, w którym palce maczał sam Edward Teller, twórca bomby termojądrowej. Teller i kumple z Lawrence Livemore Labolatory zaproponowali ongiś rozpylanie w atmosferze cząstek aluminium celem obniżenia temperatur globalnych. Atmosferyczna zawiesina miała odbijać promieniowanie UV i powodować, że Ziemia by się mniej nagrzewała.

Czy jest możliwość powiązania obu powyższych teorii z chemtrails? Zwolennicy koncepcji twierdzą, że tak. Posiłkują się dowodami. Najprostszym dowodem jest… ilość smug kondensacyjnych na niebie. Tutaj, przyznajemy, jesteśmy nieco ogłupieni. Nam się zawsze zdawało, że ilość smug kondensacyjnych jest wprost proporcjonalna do ilości rejsów samolotów. Wiadomo: jeden przelot na określonej wysokości i w określonych warunkach (temperatura, wilgotność) równa się jednej smudze. Zwolennicy chemtrails niby z tym nie dyskutują, ale jednocześnie uważają, że w smug jest za dużo. Że powstawać nie powinny. Nie spotkaliśmy się jeszcze z dowodem naukowym, bo do zbierania potwierdzeń używane są aparaty fotograficzne przedstawiające niebo pokryte smugami. Czy zaistniały warunki przeciwne powstawaniu klasycznych smug? Tego nie wiemy (to znaczy: tego nie wiemy my, ale zwolennicy wiedzą że tak). Rzecz nie została udowodniona, ale to nie koniec. Chemtrails opiera się na jeszcze jednym dowodzie: obniżeniu temperatur globalnych. Luźno cytując „poważny” artykuł z jednej z konspiracyjnych stron: jest coraz zimniej, jest coraz mniej dni słonecznych co jest dowodem wprost na rozpylanie w atmosferze substancji odbijających UV.

Po kolei. Zainteresowało nas fizyczne źródło powstawania smug… czyli przeloty samolotów. Nie chciało się nam głębiej grzebać w statystykach, więc sięgnęliśmy po pierwszą z brzegu (Urząd Lotnictwa Cywilnego w Polsce – http://www.ulc.gov.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=324&Itemid=466). Krótka analiza danych potwierdza prawidłowość teoretycznie oczywistą dla każdego: ruch lotniczy w Polsce rośnie. W roku 2011 przewidzianych jest obsłużenie w Polsce ok 20 milionów pasażerów (statystyka ruchu pasażerskiego w portach lotniczych, bez uwzględnienia tranzytów i ruchu wewnętrznego). W roku 2010 już… 37 milionów. To całkiem sporo, prawda? Polska jest krajem o ciągle jeszcze nie zagospodarowanym potencjale i można się spodziewać, że ruch lotniczy będzie rósł, w miarę jak grubieć będą nasze portfele, ale na świecie latanie samolotem to standard. Zresztą, po co pisać, skoro można to… zobaczyć 😉

Ten filmik ukazuje to całkiem ciekawie:

Wróćmy jednak do meritum (dla przypomnienia: zastanawiamy się, czy chemtrails to rozyplonwe w powietrzu aluminium). Czy rzeczywiście jest zimniej? Nawet jeśli tak, to nic nie wskazuje na mniejszą ilość promieniowania UV. Wręcz przeciwnie, gołym okiem widać, ze słońce jest bardziej agresywne. Częstsze są uczulenia słoneczne ale i częściej dochodzi do oparzeń. To akurat wiemy z własnego doświadczenia. Z jednych wczasów przywiozłem fajną pamiątkę: jasny pasek na skórze w miejscu, w którym miałem przewieszony aparat. W ciągu piętnastu minut spaceru, przy zastosowaniu filtrów słonecznych, moja skóra nie tylko ściemniała, ale wręcz się spaliła i późniejsze opalanie nie zlikwidowało jaśniejszej partii chronionej przez zawieszkę aparatu. W praktyce, jest to dowód żaden. Ale… w tych okolicznościach, czemu nie?

Nie znaleźliśmy twardych dowodów na wpływ chemtrails na ludzkie zachowania czy wzrost śmiertelności. Zresztą, sam wzrost śmiertelności jest swego rodzaju ciekawym skrótem myślowym. Wskazując na częste i coraz częstsze przypadki śmierci z powodu raka zapominamy, że systematycznie i regularnie wydłuża się spodziewana długość życia. W USA wynosi ona 78 lat, w Polsce 75. Na długość życia ma wpływ wiele czynników. Amerykanie częściej od nas umierają z powodu nadwagi czy niezdrowego trybu życia, ale lepsze warunki – także dostęp do lepszej medycyny – powodują, że wyprzedzają nas o kilka lat. Co ciekawe, koncepcja chemtrails mocno akcentuje korelację pomiędzy ilością smug a wpływem na świat. Gdzie jak gdzie, ale w USA smug nie brakuje bo i lotnictwo jest tam rozwinięte najsilniej. A z pewnością silniej niż w Polsce.

Celowo nie podajemy źródeł – nie mamy na celu dyskutowanie z konkretnymi autorami i prowokowanie zamieszek, ale pozwolimy sobie zacytować fenomenalne zakończenie pewnego przeczytanego tekstu: „Powyżej wykazaliśmy niezbicie, iż główni światowi naukowcy są od wielu lat zaangażowani w planowanie i realizacje programów geoinżynieryjnych, mających na celu globalną modulację pogody i ochładzanie klimatu, oraz że główne instytucje amerykańskie i angielskie, są w nie także zaangażowane. Czy istnieje jeszcze ktoś aż tak uparty aby mimo to twierdzić, iż zjawisko chemtrails ma pochodzenie naturalne?”. Na podstawie tego tekstu można by wnioskować, iż zawartość artykułu ociekała danymi i informacjami, prawda? Wręcz przeciwnie. Dowodzenie polegało na wspomnieniu o projekcie Tellera, a samo jego istnienie potraktowano jako… dowód w sprawie. Cóż, to dość ciekawe podejście. Pamiętam, jak w dawnych czasach poznałem założenia tzw. Navy Basic Plan Red, doktryny operacyjnej Marynarki Wojennej USA przewidującej uderzenie na… siły brytyjskie. Był to jeden z tzw. Planów kolorowych, które traktuje się jako warianty operacyjne możliwe do rozwinięcia w sytuacji wojny, ale kierując się logiką przeciekającą z forów „teoriowych” należałoby stwierdzić, że USA nie tylko się szykowały do wojny z Wielką Brytanią, ale wręcz ją zaatakowały. No, skoro mają plan, to pewnie tak…

Autorzy koncepcji chemtrails nie słyszeli zapewne o tym, że półtora wieku temu przez Bałtyk dało się przejść suchą nogą podczas zimy. O pokryciu połowy świata przez lodowce pewnie też nie. Dla nich dowodem na celowe ochładzenie klimatu jest metrowa zaspa przed domem (powaga! Takie komentarze również wyczytaliśmy na forach internetowych, oczywiście traktuje się je jako materiały dowodowe). Zjawisko kondensacji smug nie przemawia do nich… bo nie. Czemu? Niby wynika to wprost z artykułu, ale nam jakoś korelacja umknęła. Strach pomyśleć jaka koncepcja powstanie, kiedy jeden z tych obywateli – spędzających zdecydowanie za dużo czasu w domu – zauważy zorzę polarną lub rój leonidów…

Faktem jest, że na niebie smug kondensacyjnych nie brakuje. Bez specjalistycznych i długotrwałych badań po prostu nie sposób udowodnić jakiegokolwiek ich wpływu na cokolwiek. W chwili obecnej nie ma pewności nawet co do tego, czy klimat się ochładza czy ogrzewa, po prostu mamy zbyt wąską perspektywę badawczą. O fakcie będzie można mówić za pół wieku, może później. Starając się ocenić rzeczywistość na podstawie kilku lat i to z perspektywy własnego podwórka, musimy ugrzęznąć w martwej strefie.

Ale może coś przemawia za chemtrails? Największą zaletą koncepcji jest jej pozorna logika. Rzeczywiście, gdybyśmy chcieli coś rozpylić – niepostrzeżenie, ale w wielkich dawkach nad całym zamieszkanym przez ludzi światem – to czy byłaby lepsza metoda niż chemtrails? Z drugiej strony, gdybyśmy rzeczywiście chcieli coś takiego zrobić, czy byłoby to możliwe? Tutaj brakuje wiedzy: ile substancji chemicznych byłoby potrzebnych do wytworzenia chemtrails? Na ile wpłynęłyby na masę samolotu? O ile skróciłyby jego zasięg? Jaka byłaby ich rzeczywista skuteczność? Jaki wpływ na nie miałyby wiatry? Wątpliwości można mnożyć, ale kluczową zdaje się być ta najważniejsza: kto i po co chciałby coś takiego robić? Zabawa w chemtrails w skali światowej to ogromne koszty i gigantyczna konspiracja. Uwzględniając fakt, że USA nie potrafiły ustrzec się przed utratą danych na temat najnowocześniejszego myśliwca wielozadaniowego (pozdrawiamy niniejszym wikileaks!), czy jest możliwe zachowanie czegoś takiego w tajemnicy? Oczywiście, że nie. Ale czy jest mowa o jakiejś tajemnicy? Przecież o chemtrails słyszeli praktycznie wszyscy.

A skoro już podjęliśmy temat pod tytułem „kto”, to jest to dobry moment aby podjąć kwestię pewnego mitycznego, wszędobylskiego, wszystkowiedzącego i wszystkomogącego podmiotu, jakim jest… oczywiście, zgadliście: światowy rząd. O tym właśnie skrobniemy za jakiś czas 😉

Reklamy

8 thoughts on “Rzut oka za barykadę: frytki konspiracji, gnosis-cola i lemingo-barany końca świata (1)

  1. Teorie spiskowe zwłaszcza poparte naukowymi dowodami są jak zagadki kryminalne albo sensacyjne. Czasami wywołują emocje graniczące ze strachem i obawą , że tak naprawdę jesteśmy tylko marnym pyłkiem a nasz byt zależny jest od wielkich gigantów .

    • tyle, że w przypadku zagadek kryminalnych jest jakieś rozwiązanie. Ktoś zabił, ukradł, zniknął. Teorie konspiracji nie udowadniają nawet, że problem istnieje, o jego rozwiązaniach już nie wspominając ;-). Ale gwoli uczciwości – taka jest nasza nauka, w końcu nie ma pewności czy teoria ewolucji jest prawdziwa, więc czego oczekujemy od bardziej subtelnych spraw? 😉

      • Onibe
        brak rozwiązania pobudza ciekawość , pomyśl ile byłoby rozczarowania gdybyśmy unieśli monitory do góry i spojrzeli w oczy nickom ;)) oczywiście niektórym.

        • no tak, ciekawość jest. I dobrze, że jest. Lepiej być ciekawym niż impregnowanym na wątpliwości. Ale za dużo tej ciekawości czasami, za mało zaś twardych odpowiedzi 😉

  2. Ja rozdzielam teorie spiskowe na „miękkie” i „twarde”. Te miękkie nikogo nie interesują, bo są miękkie ale czasem potrafią pokazać drugie dno. Pierwszy przykład z brzegu: wiedza rządu USA na temat ataku na Pearl Harbor, czy też wspomniany Agent Purple i jego wpływ na ludzi. Twarde przytoczone są w tekście.
    Nie widzę nic złego w zadawaniu pytań dotyczących luk w informacjach ale poszukiwanie „teorii” udowadniających „naszą rację” jest tak głupie, że nawet nie czytam takich wypocin.
    Za parę dni pewnie przeczytam, że blog Onibe to tuba propagandowa koalicji rozbiorowej naszego biednego państewka siejąca propagandę przeciw jedynym prawdziwym wierzącym obywatelom naszego nadwiślańskiego kraju 😉

    • atak na Pearl to ciekawa sprawa, teoretycznie dobrze już udokumentowana, ale nadal pełna wątpliwości. W praktyce nie wiadomo czy rzeczywiście wiedziano o japońskim uderzeniu przed czasem, a nawet jeśli wiedziano to… nie wiadomo kto wiedział. W historii wojen takie przypadki zdarzały się często. Weźmy chociaż bitwę jutlandzką w czasie pierwszej wojny światowej – obie strony dysponowały dość dobrym wywiadem, ale wnioski wywiadu przekazano w błędny sposób, w dodatku zostały błędnie odczytane przez dowództwo i błędnie przekazane do flot. Efektem była jedna z najdziwniejszych bitew w dziejach (przez większość trwania bitwy obu stronom wydawało się, że zakładają właśnie pułapkę na przeciwnika). Można by tutaj szukać teorii spiskowej, ale w praktyce, zamieszaniu winne były błędy czynnika ludzkiego. Z perspektywy kilkudziesięciu lat łatwo powiedzieć, że informacja o czymś była dostępna. Ale na bieżąco wyglądało to inaczej: trzeba było ją ocenić czy jest wiarygodna czy nie, odpowiednio wykorzystać a wszystko to pod presją czasu i wobec nadmiaru tysiąca innych, wzajemnie wykluczających się wiadomości. To spora trudność, o której historycy zapominają…

      zadawanie pytań jest zawsze słuszne ale lepiej nie narzucać samemu sobie odpowiedzi. Większość zwolenników teorii spiskowych stoi na straconej pozycji dlatego, że najpierw przyjmują wnioski, a później starają się je udowodnić i – jak to zwykle bywa w takich okolicznościach – czynią to poprzez selekcję faktów. Mamy nadzieję, że się nam nie dostanie za te teksty… ale na szczęście jesteśmy raczej kameralnym blogiem odwiedzanym głównie przez niewielką grupę zaprzyjaźnionych blogowiczów, więc jest szansa że będzie dobrze 😉

  3. Na pewno teorie spiskowe, konspiracje i wszelkie tajemnice – są pociągające, temu nikt z nas nie zaprzeczy, choć w większości przypadków, wg mnie, osadzają się one na tym, że masy nie znają konkretnych faktów etc. Prywatnie mam do tego zdrowy dystans i nie mówię, że czegoś nie ma lub jest, bo jestem tym typem człowieka, który zanim nie zbierze dowodów i informacji nie otwiera paszczęki. Choć trudno dziś nie myśleć o tym, że na świecie nie istnieją grupy wzajemnych interesów, które uprawiają swoją „politykę”…. czy firm prowadzących tajne badania (tutaj przed oczami stanęła mi wizja projektu „Umbrella” z filmu „Resident Evil” :d ).
    Odnośnie badań nad manipulowaniem zjawiskami pogodowymi. „21.wiek” w jednym ze swoich dodatków wydrukował artykuł zatytułowany „Pogoda na usługach wojska?”. Mowa była o dwóch projektach. Autor wyszedł od projektu Popeye, z czasów wojny amerykańsko – wietnamskiej (przedłużenie okresu monsunowego poprzez wywołanie chmur), a dalej skoncentrował się na projekcie HAARP (Program Aktywnego Badania Zorzy przy pomocy wysokich częstotliwości) – projekt dotyczy podgrzewania jonosfery. Prof. Eastlunda mówi o ty projekcie jako o czymś, co ma być wzorem do zmian pogody i wywoływania zakłóceń komunikacyjnych i radarowych. Natomiast prof. Chossodovsky (dyrektor Badań nad Globalizacją) mówi o tym jako o generacji tajnej broni elektromagnetycznej. Temat frapujący, i na pewno na czasie!

    • hehe, fajny przykład z Umbrellą 😉

      problem polega rzeczywiście na tym, że – po pierwsze – brak nam wiedzy, a jesteśmy ludźmi, którzy mają szacunek do tego, czego nie wiedzą – po drugie – w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Ale ziarnko to jeszcze nie pustynia. Bombardowani jesteśmy milionami teorii, zbyt często wybieramy je losowo. Wydaje mi się, że w tym ujęciu racjonalizm i empiryzm ulegają jakiejś atrofii, koślawieją, podlegają mutacjom… Co z tego wyjdzie? Nowe średniowiecze? 😉

      z manipulacją pogodą to niby coś tam wiadomo. Weź choćby związki srebra rozpylane nad chmurami celem opuszczenia deszczy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s