Felieton: Morda Wyborcza, czyli jak przetrwać do elekcji

Jak zapewne zauważyliście, jedynie umiarkowanie ciągnie nas do tematów politycznych, ale co tam… Od czasu do czasu pogadać nie zaszkodzi. Końcówka roku obfituje w okazje – a to rocznica WTC, a to zbliżające się wybory… I właśnie o tym drugim temacie chcieliśmy pomarudzić dzisiaj. Ale od razu zaznaczamy, nie będzie to gadka pod tytułem: „Na kogo głosować, a na kogo nie”. Wręcz naprzeciwko, nie o konkretnych politykach gadać będziemy, lecz o przedwyborczej schizie.

Sezon przedwyborczy jest szczególnie ciężki dla polityków. Mają miesiąc lub dwa na – po pierwsze – obudzenie się z letargu, po drugie – zamaskowanie swoich dotychczasowych poczynań (lub ich braku) oraz – po trzecie – przypomnienie wyborcom o swoim istnieniu. Najwięksi szczęśliwcy (w dalszej części artykułu zwać ich będziemy sadystami) nie dali nam o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Sadyści to istoty humanoidalne o bardzo wąskiej specjalizacji. Jako, że narodziły się z szeregiem dysfunkcji intelektualno-organicznych (bezwład kończyn uniemożliwiający normalną pracę, selektywna skleroza, bezwzględne przekonanie o własnej wartości, częściowa ślepota pozwalająca widzieć tylko jasny, bardzo odległy punkt gdzieś tam, z przodu), aby pobierały pokarm, wodę i tlen, konieczne są im światła jupiterów, szeregi asystentów i ogólnie rzecz biorąc: pompa. Takich elitarnych bojowników o dobro wszystkich i wszystkiego mamy w kraju kilkunastu. Wypowiadają się przy każdej możliwej okazji a często i z okazji braku okazji. Naturalnym biegiem rzeczy grawitują ku rozmaitym katastrofom i nic tak nie ożywia ich smutnych twarzy jak drobne trzęsienie ziemi, umiarkowanie rozległa powódź lub choćby atak jądrowy na nieznane im uprzednio miasto / rejon świata. Sadyści męczą nas na co dzień, więc okres przedwyborczy nie stymuluje ich do żadnej dodatkowej aktywności. Choć i w ich przypadku zauważalne są pewne przetasowania funkcji. Oto bowiem, sadyści nawet z wierzchołka piramidy sprawiedliwości społecznej zaczynają się uśmiechać do tak zwanych zwykłych ludzi, poklepywać ich po plecach i powtarzać, że to oni – Kowalscy i Fąfarowie są najważniejsi. Zamierają prace w sejmie, komisje, specgrupy i inne komórki rakowe obrastające nieruchawy organizm państwowej administracji ulegają hibernacji, a nawet liofizacji (przez te parę tygodni nie wypada pić, bo a nuż ktoś zobaczy…). Sadyści ruszają w teren, by razem z pechowcami uświadomić ludowi, że są z nim, dla niego a nawet przeciwko niemu.

Jednak to nie o sadystach pisać chcieliśmy. Interesuje nas reszta politycznego planktonu. W tym przypadku, poprzez resztę rozumiemy posłów, senatorów i innych wybrańców narodu, którzy w poprzednich wyborach zdołali kogoś przekonać o swojej przydatności, ale przez kolejne lata skutecznie ukrywali ponure facjaty przez owym narodem (za co właściwie należałoby im podziękować, ale do tego jeszcze wrócimy). Do grupy tej zaliczamy też komórki totipotencjalne, które dopiero mają zamiar planktonem się stać. Wybory to ich pierwsza szansa na sukces. Sadyści, plankton i przyszły plankton nadają właściwie na tej samej częstotliwości. Mają te same cele – chcą nam zrobić dobrze. Metody osiągnięcia swojego celu mają również zbliżone: atak na nasze nerwy przeprowadzają w sposób skoncentrowany i metodyczny, wykorzystując każdy możliwy kanał i kilka niemożliwych.

Szczególną formą grania na naszych zmysłach są plakaty wyborcze. Dzięki nim wzrasta w kraju produkcja papieru i niejedno stuletnie drzewo uzyskuje jedyną (i ostatnią) w swoim zdrzewniałym życiu szansę na poświęcenie się dla dobra demokracji. Kiedy już mamy papier, a uśmiechnięty od ucha do ucha drukarz ściska rękę kandydata-klienta, nadchodzi czas na Sztukę. Co bowiem zrobić z ową kartką papieru – symboliczną, bo przecież kartce tej Milion na imię! – aby przysłużyła się kandydatowi?

Na sam przód należy kandydata sfotografować. Jeśli to jest facet, to obowiązkowo w marynarce i z krawatem. Młodym kandydatom uchodzi koszula, czasami nawet z zawadiacko podwiniętymi rękawami (że niby zakasane do pracy…). Kobietom łatwiej, bo te z natury rzeczy ubierają się gustownie. Większość kandydatów płci żeńskiej wygląda… normalnie, gorzej z facetami. Przypatrzcie się plakatom wyborczym w waszej okolicy. Co zobaczycie? Milion wersji zdjęcia pod tytułem „uwaga! ptaszek!”. Politycy pchają się do roli celebrytów i niby doceniają znaczenie marketingu, ale mordek swoich sprzedać nie potrafią. Oto bowiem patrzą na nas twarze surowe, srogie o spojrzeniach błędnych a pustych. Nie wiem jak Was, ale nas zdecydowana większość wyborczych zdjęć przekonuje o jednym: że dany kandydat chciałby być gdzieś indziej. Na przykład wrócić do pługa, od którego go oderwano by mógł nieść w świat swoje przesłanie okolone dumnie podwiniętymi wąsami.

Zdarzają się czasami foto-cuda i bynajmniej nie chodzi nam o dyskretne (fotoszopowe) podkreślenie krągłości, usunięcie worów pod oczami czy nawet nadawanie spojrzeniom blasku inteligencji. Nie, to nie jest ciekawe, bo spowszedniało już dawno temu. Cuda prawdziwe dzieją się wtedy, kiedy kandydat płci dowolnej zaczyna na zdjęciu grać. W tym roku cudów nie było zbyt wiele. Ot, jeden z bojowników o dobro wszystkich i swoje własne, zdecydował się sfotografować z półprofilu, z rękami złożonymi jednocześnie na brzuchu ale i z jedną dłonią skierowaną ku nam w uniwersalnym zawołaniu gestykularnym „dołącz do mnie!”. Pewna kandydatka pojechała po bandzie – na jej portrecie wyborczym widać zęby. Myślicie, że drobiazg? Mylicie się, bo zęby to sprawa poważna, o czym powie Wam każdy stomatolog. Teoretycznie, człowiek jest jedynym zwierzęciem, u którego pokazanie zębów nie jest oznaką agresji, ale odkąd polityką zajęli się spece od PI-AR-u uznano, że lepsze będą zwyczaje naszych braci mniejszych. Istnieje niepisana reguła, że zębów się nie pokazuje! I dobrze, podejrzewam, że niejeden z silących się na dramatyczne portrety przedstawicieli naszego narodu nie miałby się czym pochwalić w tej dziedzinie. Brzuszek można ukryć, fałdki zamaskować ale wybielanie zębów w fotoszopie to już pakiet luksusowy, a więc konieczność wybulenia dodatkowych denarów i ojro.

Nie da się ukryć, że na zdjęciach dominuje banalność. Gdyby coca-cola postawiła kiedyś na tego typu fotografie, to pepsi zostałoby władcą naszych lodówek. Gdyby na podobnych zdjęciach przyłapano Britney Spears to wyszłoby wreszcie na jaw, że śpiewać jednak nie potrafi. Ale plakat wyborczy to nie samo zdjęcie, ale i… hasło.

Co na froncie haseł? Nuda łamane przez masakra. Oczywiście, jak co roku, plakaty krzyczą, że „człowiek jest najważniejszy”, że „razem dla Polski”… Dowiemy się z nich, że „Polacy zasługują na więcej” (zapewne kijów lub polityków… w sumie, na jedno wychodzi), a nawet, że pewni politycy są najlepsi na trudne czasy (co jest wbrew logice – najlepszy jest mimo wszystko brak polityków).

Plakaty nie stanowią jedynego oręża polityków w walce o ludzką miłość, wspomagają ich spoty telewizyjne, audycje radiowe, reklamy w internecie oraz… szczególnie denerwująca forma propagacji własnej osoby: poprzez megafony. I tak, nawet szczęśliwi ludzie, którzy w jakiś sposób uniknęli telewizyjnych debat i słuchowisk, mogą się któregoś dnia zdziwić, kiedy przed ich oknem przejedzie autko z megafonami, a ryk trąb jerychońskich oznajmi wszem i wobec, że należy oddać krzyżyk lub ptaszka na tego lub owego.

Czy nie dałoby się tego całego cyrku trochę ograniczyć? Czy nie moglibyśmy uznać, że nie cała przestrzeń publiczna może służyć politycznemu marketingowi? Mamy słupy wyborcze – niech na nich zawisną żałosne mądrości polityków, ściany domów i płoty zostawmy młodzieży. Naprawdę, najgłupsze hasło sprayem nabazgrane przerasta o sto długości nudne, nie mające sensu i koślawe na wszelkie strony dywagacje polityków. Czytanie o przewagach Widzewa nad ŁKS’em lub vice versa, czy też Legii nad Polonią (tudzież vice versa) jest przynajmniej elementem codzienności. Kibice nie oszukują: oni naprawdę chcą zaorać boisko drużyny przeciwnej, a ziemię posypać solą (zaraz po pochowaniu wrogich sobie kibiców). Politycy zaś… kłamią, kombinują, manipulują. I nawet ok, ale czemu robią to w tak kiepskim stylu? Czy nie zasługujemy na lepszych manipulatorów? Czy rzeczywiście jesteśmy odbiorcami tak niskiego sortu, że w walce o nasze serca wystarcza reklamowe badziewie? Czy zatem Coca-Cola przepłaca za reklamę? Może i w świecie wielkich koncernów wystarczy parę durnych min, masakryczne hasło i odrobina nieszczerych chęci?

Raz jeszcze wróćmy do naszej petycji: zabierzmy mury budynków i płoty politykom. Niech się odfajkują od autobusów. Nie potrzebujemy ich facjat rozklonowanych w tysiącach egzemplarzy, do nieszczęścia wystarczy nam kilka dostępnych na najbliższym słupie. Skoro chcą płacić za reklamę, niechaj reklamują się w telewizji, radiu, na szpaltach gazet. A przestrzeń publiczna niechaj należy do tych, którzy w niej przebywają nie tylko przez te kilka tygodni przed wyborami…

Reklamy

15 thoughts on “Felieton: Morda Wyborcza, czyli jak przetrwać do elekcji

  1. I rośnie sobie taka sosna przez sto lat. Rośnie i myśli, że jak ją zetną to może biurko z niej zrobią, albo ołówki. Choćby nawet wykałaczki, przynajmniej uchroni coniektórych przed próchnicą. Ale nie! Sosna ma pecha, przerabiają ją na papier i drukują na niej idiotycznie uśmiechnięte mordy polityków. I nie pójdzie sosna do drewnianego nieba, oj nie pójdzie.

    Ileż to hektarów lasu pada na próżno przed wyborami.
    Wniosek – wybory nie są ekologiczne. 😉

  2. Roman – faktem jest, że przeznaczenie na plakat wyborczy nie stanowi pewnie tej wymarzonej roli przeciętnego drzewka 😉

    i faktycznie, wybory w ogóle nie są logiczne, jako i polityka. Czego przykładem jest to, o czym R gada: nie dość, że nas to wkurza, to jeszcze musimy zabulić… ;-(

    co zrobić? Komu odebrać dowód aby żyło się lepiej?

      • bo teraz w modzie jest chyba „tutejszość”, że niby jak się z wawy przyjedzie teren zdobywać, to trzeba udowodnić, że w wawie się ino przejazdem było 😉

        • -tutaj ludzie nie głosują spadachroniarzy,tylko na tych ,których znają,tak było i będzie,słyszę co mówi ulica………..
          🙂
          a nawet pomieszanie w tak dużym skupisku ludzi w okręgach zostało wyśmiane…
          😉

          • też niezbyt dobrze: głosowanie z przyzwyczajenia niekoniecznie służy czemukolwiek poza utrwalaniu sytuacji. Tak źle i tak niedobrze…

  3. -tu nie ma głosowania z przyzwyczajenia tu ludzie głosują na tych ,których znają i cenią za pracę i nie ma to znaczenia z jakiej opcji to jest kabdydat-liczy się człowiek(dosłownie)i jego dokonania,tu też jest najmniej ludzi ,którzy głosują.Głosuje się wtedy gdy ma się pełne przekonanie …..

    • to dobrze, ale jak sama mówisz: frekwencja niewielka…
      w sumie, najlepiej widzieć co się dzieje i znać polityków nim nakleją pierwszy plakat… ale nie zawsze tak się da

  4. Odnośnie twojego komentarza: nie pisałem o tobie. Pisałem o ludziach, którzy nie mają określonego światopoglądu i raz sobie są lewicowi, innym razem prawicowi, jak im pasuje. Ty jakieś poglądy polityczne masz, jakie nie wiem, ale skoro głosujesz na PO to chyba niezbyt wyraziste. Ale jeśli ci to odpowiada, możesz się podpiąć pod definicję 🙂

    • to fakt, poglądy mam mało wyraziste. Szczytem mojego szczęścia będzie jak państwo sobie zrobi urlop, a wszyscy politycy wezmą przykład z lemingów i skoczą do morza z odpowiednio wysokiej skarpy. Moja codzienność to praca. Praca daje utrzymanie i jakąś satysfakcję. Polityka to hobby, bo ględzenie to przyjemne sprawa ale mało użyteczna 😉

    • Czy każdy musi się deklarować politycznie? Może wystarczy gdy opowie się za opcją, która mu obecnie odpowiada. Gdyby wszyscy ludzie w kraju byli „żelaznym elektoratem” to kampania:
      a) toczyła się wyłącznie wokół młodzieży
      b) toczyła się na siekiery i maczety
      bo jak inaczej zmienić równowagę polityczną?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s