Wywiad z Ewą Ostrowską

9 września na Gildii Literatury ukazał się nasz wywiad z Ewą Ostrowską (dostępny jest poniżej w pełnej wersji, ale gdybyście chcieli odwiedzić Gildię to także TUTAJ).

Ewa Ostrowska zaciekawiła nas dwukrotnie. Pierwszy raz natknęliśmy się na nią w wydanym przez Oficynkę bardzo ciekawym zbiorku opowiadań kryminalnych „Mogliby w końcu kogoś zabić„. Drugi raz – również za pośrednictwem Oficynki – z okazji lektury jej pełnowymiarowej powieści pt „Kamuflaż” (recenzja TUTAJ). Uznaliśmy, że z Panią Ewą pogadać warto. Poniżej efekty naszej krótkiej rozmowy:

Iza „Zunia” Grzelak-Barczewska: Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać?

Ewa Ostrowska: Bardzo trudne pytanie… Wychowałam się w domu o tradycjach humanistycznych. Książki „pochłaniałam” namiętnie od dziecka. Moja polonistka w liceum mówiła: „Ty, Ewa, na pewno zostaniesz pisarką”. Mając dwadzieścia lat, napisałam swój pierwszy w życiu reportaż i tak się rozpoczęła moja dziennikarska przygoda, trwająca zresztą długie, długie lata. Gdyby nie ten pierwszy reportaż, kto wie, jak potoczyłoby się moje dalsze życie. W pięć lat później debiutowałam tomem reportaży właśnie, „Tort urodzinowy”. Postanowiłam napisać powieść. Napisałam. Wydano ją. No i tak się to zaczęło…

Od reportaży do powieści to jednak spory przeskok. Czy nie sprawiło Pani trudności wymyślenie pierwszej fabuły?

Istnieje kilka rodzajów reportaży. Są takie, w jakich trzeba się trzymać ściśle określonych standardów; np. reportaż śledczy czy typowo dziennikarski, powiedzmy w typie: „Idź, Ostrowska, do Urzędu Pracy i pogadaj z ludźmi, którzy jej szukają”. Pisałam, oczywiście, i takie, lecz niechętnie. W czasach mego debiutu reporterskiego istniał gatunek nazywany literackim. Reportaż przyjmował formę opowiadania. Mógł być nawet pisany w pierwszej osobie. Moje zainteresowania były ściśle sprecyzowane. Interesował mnie los człowieka skrzywdzonego przez system lub przez grupę społeczną, lub przez drugiego człowieka. Stąd mój tomik reportaży wielu krytyków potraktowało jako zbiór opowiadań. Te ludzkie losy, ludzkie sprawy dostarczyły mi potem tematów do powieści. Fikcja, proszę pani, jest często w wielu moich książkach jedynie dodatkiem.

Pisuje Pani dla czytelników w różnym wieku: młodych i tych nieco bardziej dojrzałych. Czym różni się praca nad książką dla dzieci lub / i młodzieży od tej nad thrillerem czy kryminałem?

Piszę dla dzieciaków, dla nastolatków, dla młodzieży, dla dorosłych. Dla dorosłych nie tylko kryminały czy thrillery. Obyczajowe również. Nie chcę zamykać się w jednym gatunku literackim. A czym się różni praca nad książką dla dzieci i młodzieży od pracy nad „kryminałem”? Właściwie niczym. W każdej formie literackiej obowiązuje zachowanie prawdy psychologicznej, logiki zdarzeń, przyczyn i skutków.

Co szczególnie Panią pociąga, jako autorkę i czytelniczkę, w literaturze kryminalnej?

Psychologia zbrodni.

A propos, skąd pomysł na „Kamuflaż”?

Od początku do końca z głowy. Czyli z wyobraźni.

Jakaś zewnętrzna inspiracja?

Nie było takiej. Po prostu postanowiłam napisać klasyczny, w amerykańskim stylu, thriller.

„Kamuflaż” podejmuje trudną tematykę – m.in. wyjątkowo okrutne zbrodnie na dzieciach – i charakteryzuje się specyficznym stylem. Szczególnie na początku miałam problem z niezwykle emocjonalnymi reakcjami śledczych. Dlaczego Pani bohaterowie tak bardzo przeżywają kolejne etapy śledztwa?

Bo są po prostu nie tylko śledczymi, lecz również ludźmi. Kiedyś robiłam wywiad z doświadczonym policjantem, który odnalazł zmasakrowane ciało sześcioletniego chłopczyka. Opowiadając, płakał.

Podobny, olbrzymi, ładunek emocjonalny niosła w sobie Pani wcześniejsza książka, „Gra ze śmiercią w tle”. Którą powieść się Pani lepiej pisało?

„Kamuflaż” jest standardowym thrillerem kryminalnym, „Gra ze śmiercią w tle” wyłącznie thrillerem psychologicznym. I muszę przyznać, że o wiele lepiej pisało mi się „Grę” niż „Kamuflaż”, chociaż do pisania „ Gry” przez ponad trzy miesiące zbierałam materiały, natomiast podczas pisania „Kamuflażu” brakującą wiedzę oraz konsultacje ze specjalistami „ robiłam” na bieżąco, w trakcie pracy nad książką.

Które klimaty, te napoczęte w „Grze ze śmiercią” czy te w „Kamuflażu”, planuje Pani w przyszłości kontynuować?

W ogóle nie wiem, czy jeszcze napiszę jakikolwiek kryminał. Panuje powszechne przekonanie, że pisanie tego typu powieści to łatwizna. Jest przeciwnie. Kryminał wymaga wiedzy specjalistycznej z wielu dziedzin, choćby na przykład z kryminalistyki. Wymaga najrozmaitszych konsultacji z wieloma specjalistami. Czasem chodzi o zupełny drobiazg, którego jednak ominąć nie sposób, np. znalezienie specjalisty od opon przypisanych do marki samochodu.. I na taki drobiazg traci się kilka dni w poszukiwaniu kompetentnej osoby. Niestety, żywy człowiek wie o wiele więcej niż wyszukiwarka w Internecie.

Jakie są Pani najbliższe plany literackie?

Plany są, ale na razie odpoczywam.

To aż nie mogę nie zapytać, w jaki sposób Pani odpoczywa? Co Pani najbardziej lubi robić?

Łowić ryby, zbierać grzyby.

Tego zatem życzymy i… czekamy na Pani kolejną powieść. Dziękuję za rozmowę! 

Reklamy

3 thoughts on “Wywiad z Ewą Ostrowską

  1. u mnie w domu kryminały czytało się tonami, ojciec znosił całe ich reklamówki i czytaliśmy na zmianę, a jak któryś drugiego zdenerwował to padał tekst: bo powiem jak się skończyło! potem u sąsiada dorwałam „kioskową” „Saga o ludziach lodu” zaczytałam się do którejś części bo więcej nie miał zakupionych i nie wiem jak się skończyło do dziś 🙂
    matuchno, przypomniało mi się, że chciałam być reżyserem! organizowałam jakieś przedstawienia wg utworów mi znanych jak na ten przykład „Szła dzieweczka do laseczka”.. haha…teraz jak nic bym reżyserowała Kiepskich :P:D.

    • hehe, dobrze 😉

      u nas niestety kryminały uchodziły za ten gorszy typ literatury i czytywane nie były. A szkoda, teraz jest dużo do nadrabiania ;-). Ostatnio chętnie także piszemy opowiadania kryminalne, ale tutaj już masakra totalna: mało kto na rynku jest zainteresowany czymś takim, lepiej pisać fantastykę ;-). Swoją drogą, może coś się wrzuci za jakiś czas 😉

      właśnie rzuciliśmy okiem na wiki – okazuje się, że Saga o ludziach lodu ma – bagatela – 47 tomów ;-). Respect!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s