Felieton: alfabet kryminalny. Część dwunasta – „M”

Jakoś tak wyszło, że odcinek dwunasty – liczba symboliczna! – naszego cyklu mini-felietonów przypada na literę „M”. A litera „M” jest również wysoce symboliczna wszędzie tam, gdzie kryminał jest ceniony, lubiony a nawet kochany.

M” jak MORDERCA

MORDERCA

… powinnam wziąć w cudzysłów, bo to przy okazji tytuł kultowego filmu z 1931 roku. „M – Morderca” (tytuł oryginalny po prostu „M”) był pierwszym obrazem dźwiękowym Fritza Langa i przedstawiał autentyczną historię zabójcy dzieci. Z tego właśnie dzieła pochodzi jedna z najbardziej charakterystycznych scen, stanowiąca dowód na to, że nie potrzeba wymyślnych zabiegów, by zbudować napięcie i wywołać grozę: widzimy małego chłopca, a obok sukcesywnie powiększający się cień mężczyzny; mężczyzny, który, jak możemy mniemać, zbliża się do dziecka w celach… wiadomych. W tle rozbrzmiewa muzyka Edvarda Griega, a konkretnie cudowny, ale i mrożący krew w żyłach (zwłaszcza w takim kontekście…) fragment pierwszej suity „Peer Gynta”, „W grocie Króla Gór”. Aż ciarki przechodzą po plecach… Jeśli nie mieliście okazji obejrzeć, polecam serdecznie! A w ostateczności… posłuchajcie chociaż Griega, wrażenia murowane ;-).

Ale… przechodząc do właściwego tematu, o tym, że bez mordercy nie ma powieści kryminalnej, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Bez zabójcy nie ma morderstwa, a bez morderstwa nie ma fabuły powieści kryminalnej… Sprawcą całego zamieszania okazuje się zwykle jeden z głównych bohaterów, ktoś z otoczenia ofiary. Motywację może mieć różną: miłość, zazdrość, pieniądze… Jak to w życiu… i literaturze czy filmie bywa ;-). Korzystając z cytatu z niezastąpionego w takich przypadkach Joe Alexa: „Każda zbrodnia ma jakiś podstawowy motyw. Niszcząc kogoś, morderca zyskuje coś: skarby, miłość, zaspokojenie instynktu zemsty. Czasem jest to zbyt daleko posunięta samoobrona, czasem pasja. Ale każdy z tych motywów może być przedstawiony przez mordercę jako absolutna konieczność”1.

1 J. Alex, Śmierć mówi w moim imieniu, Wrocław 2011, s. 14-15.

Reklamy

12 thoughts on “Felieton: alfabet kryminalny. Część dwunasta – „M”

  1. Co by tu jeszcze na M…. mmmm….. może…. milczenie? Brak owego jest głównym powodem dla którego zbrodnia nigdy nie jest doskonała (przynajmniej w mediach rozrywkowych). Zawsze jeden z drugim muszą się komuś pochwalić, a to wiadomo jak się skończy. Kaput.
    :-))

    • milczenie będzie pod „z” jak złoto 😉
      no i z milczenia żaden kryminał by nie wyszedł, jako sam wspomniałeś 😉

  2. Joe Alex! Coś podobnego…
    Czytałem „Śmierć mówi w moim imieniu” wieki temu.
    Muszę przyznać bez bicia, że Joe Alex zaistniał w mojej świadomości wcześniej jako „kryminalista”, niż autor znakomitego przekładu „Ulissesa” 🙂

    • ha! czyżbyśmy mogli zaryzykować stwierdzenie, że należysz do tego nielicznego grona czytelników, którzy przez „U” przebrnęli? 😉

      Nam „Ulysses” pasuje, owszem, ale ten… Tennysona. Dzieło Joyce’a ciągle czeka na poznanie… brakuje klimatu, czasu, skupienia. Tyle łatwych książek dookoła, ciężko się przestawić. Ale czas na niego nadejdzie…

    • dobry ciąg, zdecydowanie 😉
      ale jeden z kilku możliwych 😉

      a Wallander trochę jakby kojarzył się z Morderstwami w Midsomer…

  3. Jak zwykle świetnie tyle, że dotychczas „W grocie Króla Gór” wyobrażałem sobie jako idealny podkład do przygody z nutką thrillera, no chyba, że w wykonaniu Apokaliptyki 😉

    • piękno muzyki klasycznej polega na tym, że pasuje ona do czasami bardzo zaskakujących motywów… jakby zebrać do kupy różne skojarzenia muzyczne, czyli co się komu z czym kojarzy… hehe, mogłoby to być ciekawe, nawet jako artykuł… tylko kto by się tego podjął 😉

      nam na przykład doskonała „Habanera” z „Carmen” ciągle jeszcze kojarzy się z Ajaxem 😉

      i

      lub

      polskiej nie znaleźliśmy, ta wersja emitowana u nas była bardziej klasyczna 😉

      • Dobrze 🙂 To teraz ja puszczę swoje wodze fantazji dla Carmen 😉
        Zaniedbany amerykański dom z lat 60-tych. Z okien wydobywa się dość donośnie aria Carmen, jednak wyczuwalne jest źródło, to płyta winylowa. Tylko kolekcjoner uwielbia słuchać takiej wersji. We wnętrzu domu panuje typowy dla rodziny ład chodź warstwy kurzu, zalegające na pólkach budzą u mnie drobny niepokój, tak jakby życie umarło tu lata temu. Podążając za muzyką wychodzę z kuchni i podążam przedpokojem. Dźwięki stają się wyraźniejsze. Gramofon stoi w pomieszczeniu po prawej, gdy wchodzę to ukazuje się mym oczom sypialnia małżeńska, jest także zaniedbana. Oczy przebijają się przez półmrok i odczytują kształty, to jest ten głośny gramofon, powoli spoglądam na resztę pomieszczenia. Gdy spostrzegam łóżko, zastanawiam się co na nim leży. To ona przywiązana i zakneblowana. W jej oczach widać nadzieję przedzierającą się przez przerażenie, łzy spływają po policzkach, na których widać ślady silnych uderzeń. Nagle jej źrenice rozszerzyły się. Chyba straciłem czujność gdyż teraz i ja poczułem oddech za swoimi plecami. Strach sparaliżował mnie i nakazuje stać prosto, jednak ciekawość kieruje mą głowę powoli ku dołowi. Widzę męskie robotnicze bury i końcówkę tandetnej peleryny. Pomiędzy końcowymi taktami arii wyłapuję ostry, stłumiony, metaliczny dźwięk. Mój umysł przestał przetwarzać obrazy dostarczone przez oczy, teraz staram się przypomnieć czy kabura przypięta na mym lewym biodrze jest odpięta, czy mój Glock jest odbezpieczony. Tak, zawsze staram się być gotowy na wszystko. Słucham muzyki i czekam na mocne uderzenie, ktoś kto wielbi taką muzykę będzie odczuwał dreszcz podniecenia w takim momencie, a ja go bezwzględnie wykorzystam. Nastał ten moment, jako leworęczny, szybko odwracam się przez prawe ramię. Tak jak przewidywałem zaskakuję napastnika, jest niski…. to Jane! Palec cofa się ze spustu, nogi się uginają, słabo mi.
        Jane bezwzględnie unosi młot. Pytam się szeptem „Czemu ty?”.
        Słychać brawa wydobywające się z gramofonu, ona się nie waha…

        • niezłe, naprawdę niezłe… ciągnie Cię do pisania kryminałów?

          Carmen dobrze się przysłużyła ;-). Pomyślimy nad ripostą… daj nam trochę czasu 😉

          • Dzięki 🙂
            Mam bujną wyobraźnię ale napisać książkę to bym nie potrafił. Nawet nie wiem jak do tego się zabrać.
            Z chęcią poczekam na ripostę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s