Reflektorem w mrok. Część dwunasta i prawie ostatnia. Detektywi w spódnicy

Nasz cykl Reflektorem w mrok zmierza powoli do finału. Nim ten jednak nastąpi, zrekapitulujmy. Byli Cienie i klakierzy, były Cienie i klakierki… Czas na pełnowymiarowych Detektywów w spódnicy.  Odcinek dostępny jest także na stronach QfantaTUTAJ.

Zapraszamy do czytania i wyrażania opinii!

Detektywi w spódnicy

Pań detektyw w literaturze nie ma dużo, choć… nie jest znowu tak źle. Może się mylę, ale tak na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że więcej pojawia się ich w różnej maści serialach kryminalnych. Z drugiej strony, zazwyczaj występują wówczas u boku detektywa-mężczyzny. Lub mają jakiegoś samca-pomocnika u boku. Klasycznym przykładem takiej konfiguracji był bardzo sympatyczny „Detektyw Remington Steele”. Nie wiem, czy pamiętacie, ale Steele w rzeczywistości nie istniał! Musiała go wymyślić Laura Holt, prywatny detektyw. Czemu? Gdyż nikt jej, jako kobiecie, nie chciał powierzyć żadnych spraw! Nic dodać, nic ująć.

W powieściach „detektywki” mają jakby większe szczęście do samodzielności. Czy to jednak przypadek, że te, które przychodzą mi do głowy – głównie dlatego, że polubiłam je najmocniej – zostały stworzone przez kobiety? Pewnie nie… Tak więc, dziwnym trafem, ten tekst poświęcony będzie nie tylko śledczym w spódnicy, ale i wykreowanym przez pisarki. Daruję sobie może te, które powołała do papierowego życia Agata Christie – o pannie Marple już parokrotnie pisałam, a Tuppence poświęcę odrobinę miejsca za dwa tygodnie – a skupię się na najnowszych ulubienicach.

Jednym z moich ostatnich odkryć – trudno, nie będę specjalnie obiektywna – jest niewątpliwie bardzo sympatyczna Lily Bard, postać Charlaine Harris (tej samej, dzięki której możemy oglądać „Czystą krew”). Lily jest kompletną amatorką, która z wymiarem sprawiedliwości miała pierwotnie do czynienia jedynie jako… ofiara. Po tym jak niemal zginęła z rąk zbirów, którzy najpierw wypożyczyli ją od porywaczy (tak!), a później zgwałcili i pocięli nożem, postanowiła wszystko w swoim życiu odmienić. Przeprowadziła się do, wybranego losowo, Shakespeare, z uporem zaczęła trenować karate, a zawodowo została… pomocą domową.

Pewnie w tym miejscu macie ochotę zapytać, co sprzątaczka ma wspólnego z detektywem, choćby nawet zupełnie nieprofesjonalnym? Ano, ma! Lily niczym magnes przyciąga kłopoty i nawet pozorny spokój maleńkiej mieściny o literackiej nazwie nie przynosi w tym temacie odmiany. A to znajduje trupa, a to stając w obronie nastolatka, bierze udział w bójce. Do tego, sprzątając w domach sąsiadów (potencjalnych podejrzanych), ma okazję zajrzeć pod łóżka i do szaf i odkryć niejedną brudną tajemnicę. Przy tym jest bohaterką niezmiernie złożoną: samotną przeciętniaczką i superwoman w jednym. A może ani jednym, ani drugim, tylko czymś pomiędzy? Z pewnością możemy ją określić jako self-made-woman z jajami, a przynajmniej ich żeńskim odpowiednikiem!

Kolejną panią detektyw (właściwie „detektyw”…) jest bohaterka najnowszego cyklu pióra Elly Griffiths, otwieranego powieścią „Szlak kości”, Ruth Galloway. Ruth jest półamatorką, w każdym razie jeśli chodzi o prowadzenie policyjnych dochodzeń. Ociera się o nie w sposób cokolwiek niezwykły: jako archeolog sądowy rozwiązuje zagadki kryminalne sprzed tysięcy lat! Bierze udział w rozmaitych wykopaliskach, a na co dzień wykłada archeologię na nowo powstałym Uniwersytecie Północnego Norfolku.

Jak to się więc dzieje, że zamieszana jest w policyjne dochodzenie? Po tym jak na okolicznych Słonych Błotach znaleziono kości dziecka, prowadzący sprawę inspektor Harry Nelson, mając nadzieję, że należą one do poszukiwanej od dziesięciu lat dziewczynki, zwraca się na Uniwersytet z prośbą o wstępną ekspertyzę. Wydelegowana zostaje, jako specjalistka, właśnie Ruth: Wolno sięga po kielnię. Nie może działać pochopnie. Nieraz już widziała, jak prace wykopaliskowe ostatecznie zakończyły się fiaskiem z powodu jednego nieprzemyślanego ruchu. Dlatego, nie zwracając uwagi na zgrzytającego zębami Nelsona, delikatnie usuwa warstwy rozmokłej ziemi. Ich oczom ukazuje się ręka. Jest lekko zaciśnięta, a na przegubie widać coś, co przypomina bransoletę wykonaną z trzciny.[1]

I bransoletka z trzciny, i znaleziona przy dziewczynce ozdoba, i – wreszcie! – stan kości, świadczą o tym, że nie może to być Lucy. Dla Nelsona jest to powód do zmartwień, dla Ruth wprost przeciwnie. Szkielet nie należy do Lucy, ale… do dziecka z epoki żelaza, co wyznacza nową ścieżkę w jej zawodowych badaniach. To nie wszystko! Jak się okazuje, sprawa zaginionej Lucy Downey ma wiele wątków archeologicznych, Ruth poprowadzi więc dwa dochodzenia: jedno samodzielnie, a w drugim stając się głównym konsultantem i bez mała pełnoprawnym członkiem policyjnej ekipy.

Jeśli wciąż wątpicie, że kobiety mogą zawojować niejedno śledztwo i doprowadzić do ujęcia sprawcy, na szalę rzucę argument ostateczny: Kay Scarpetta. Tej pani chyba nie muszę specjalnie przedstawiać – z przedstawionego tu grona jest niemalże celebrytką. Stworzona przez Patricię Cornwell, jest lekarką sądową, a więc profesjonalistką w każdym calu. To dzięki jej skrupulatnej pracy – odkrytej przyczynie śmierci, śladom (choćby mikroskopijnym) pozostawionym przez mordercę, stanie zdrowia denata/-tki (które mówi więcej niż o zmarłym wiedzą rodzina czy przyjaciele) – sprawiedliwości staje się zadość.

Kay ma poczucie misji – uważa, że swoim „pacjentom” jest winna odkrycie prawdy lub, przynajmniej, doprowadzenie do jej odkrycia. Przez to praca staje się jej obsesją, utrudniając nawiązanie względnie normalnych stosunków międzyludzkich, a także doprowadzając na skraj psychicznej wytrzymałości. Scarpetta może i wydaje się twarda, ale głęboko współczuje ofiarom, którymi się zajmuje. Do tego stopnia, że jakże często nie może przestać o nich myśleć poza pracą. Empatyczna pracoholiczka – z mnóstwem sukcesów na koncie.

Ech, te kobiety…

Coby trochę przywrócić do łask płeć męską, za dwa tygodnie będzie tylko jedna pani i aż pięciu facetów. A wszyscy… w duetach!

[1] E. Griffiths, Szlak kości, Kraków 2011, s. 29-30.

Reklamy

5 thoughts on “Reflektorem w mrok. Część dwunasta i prawie ostatnia. Detektywi w spódnicy

    • niestety, seria się wyczerpała, przynajmniej w tym kształcie, ale obiecujemy Was męczyć innymi tekstami ;-). Dzięki za konsekwentne wsparcie 😉

  1. No ja mam nadzieję, że po całej serii wrócimy do początku i rozwałkujemy każdy odcinek na elementarne czynniki 🙂

  2. Jestem bardzo ciekaw co będzie w ostatnim odcinku. Jak finał to powinien być spektakularny! :-))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s