Wywiad z Iwoną Majewską-Opiełką

Na początku sierpnia ukazał się na Gildii (tutaj) nasz wywiad przeprowadzony z Iwoną Majewską-Opiełką. Dzisiaj publikujemy go także na blogu, coby dołączył do swoich rosnących w siłę braci i sióstr ;-).

Zapraszamy do lektury krótkiej rozmowy z autorką popularnych poradników psychologicznych, w tym Siły kobiecości, którą również mieliśmy przyjemność recenzować. Wydaje się nam, że była to dyskusja ciekawa, zwłaszcza że poprowadziła nas przez tematy damsko-męskie. Miłego czytania!

Niejako przy okazji, zachęcamy Was także do odwiedzania bloga Autorki: http://www.majewska-opielka.pl/blog/

Iza „Zunia” Grzelak-Barczewska: Nie uważa się Pani za feministkę, ale gdyby miała Pani zdefiniować, czym jest feminizm, jak by go Pani określiła? Gdzie przebiega granica pomiędzy feminizmem w szerokim tego słowa znaczeniu a międzypłciową uczciwością i sprawiedliwością?

Iwona Majewska-Opiełka: Feminizmem nazywa się zwykle szeroko pojętą ideologię, ale także ruch społeczny, związane z równouprawnieniem kobiet. Jestem zwolenniczką równouprawnienia kobiet i mężczyzn, i w sytuacjach, w których mogę się za tym opowiedzieć, robię to. Gdyby zatem chodziło jedynie o pozytywny stosunek do równouprawnienia obu płci, byłabym feministką. Feminizm ma jednak wiele odmian teoretycznych, zaś sposoby manifestowania poglądów związane są z danym krajem i etnicznymi wyzwaniami. O ile rozumiem, ruch w obronie praw kobiet w kulturze islamskiej, o tyle już nie rozumiem go w Polsce. Jestem przeciwniczką walki skierowanej niejako przeciw mężczyznom oraz stwierdzenia „kobiety są dyskryminowane”. Paradoksalnie to właśnie jest przedmiotowe traktowanie kobiet! Czy my jesteśmy jakimś bezwolnymi istotami, żebyśmy mogły być „dyskryminowane”? I kto nas dyskryminuje w wolnym, demokratycznym społeczeństwie? Nie uważam również, co postuluje część feministek, że tradycyjne role wykonywane przez kobiety, czy też stereotyp „kobiecego podejścia” „zniewala” kogokolwiek. A tak sądzą niektóre feministyczne trendy. Istnieje wolność wyboru, a tak zwane „kobiece podejście” jest dziś tym, czego potrzebuje najbardziej nasz świat. Nie sądzę też, by obserwowane różnice pomiędzy płciami były jedynie efektem wychowania i aby w taki sam sposób można je było zniwelować. One są wrodzone i… niech zostaną. Ruchy feministyczne, choć skupiają się wokół równouprawnienia, często domagają się więcej praw dla kobiet, zapominając o prawie mężczyzn. Jestem też pod wrażeniem, że wiele zachowań, które obserwuje się w ruchach feministycznych, odbywa się według męskich wzorów. A ja jestem za kobiecością kobiet. Potrzebna jest nam sprawiedliwość i uczciwość pomiędzy płciami. Tego raczej się nie wywalczy, to się buduje. Żeby była jasność: jestem wdzięczna sufrażystkom, emancypantkom i feministkom za to, czego dokonały. Były potrzebne i doprowadziły do stworzenia prawa, które pozwala kobiecie wybierać. Jednak teraz nie ma już o co walczyć, trzeba raczej umacniać swoją wewnętrzną siłę i współpracować dla dobra świata.

Dlaczego wielu ludziom feminizm kojarzy się negatywnie?

Czasami z niewiedzy. Pewno niektórzy z tych, co im się tak feminizm kojarzy, nawet nie wiedzą dokładnie, co to jest. Myślę, że to zależy również w dużym stopniu od zachowania osób, które go firmują czy wypowiadają się w imieniu kobiet. Jeśli te osoby zachowują się w sposób niebudzący pozytywnych skojarzeń, a raczej negatywne… Jeśli są agresywne, tak w tonie wypowiedzi, jak i w treści, to budzą podobne uczucia. Szkoda. Dziś już nie ma potrzeby, by pobudzać agresję potrzebną do walki; dziś trzeba budować siłę kobiecości.

No właśnie, w czym tkwi Pani zdaniem, tytułowa, siła kobiecości?

Właśnie w tym, co nas odróżnia od mężczyzn, a co dziś jest bardzo potrzebne światu. Świat zachodniej cywilizacji doszedł do poziomu, gdzie w biznesie, w polityce, a także w codziennym życiu potrzeba więcej empatii, miłości dla drugiego człowieka i współpracy, wręcz współdziałania na wszelkich polach. Podczas kiedy mężczyźni przez lata – w czasie wojen i pokoju – ćwiczyli się w rywalizacji, ryzykownych działaniach oraz realizacji celów na zasadzie szeregu sekwencyjnych zadań, kobiety współpracowały i współdziałały w różnych obszarach, podchodząc do życia raczej jak do wielopłaszczyznowego projektu. Skupione w spokojny sposób na ludziach, troszcząc się o nich i dbając o ich potrzeby, uwrażliwiały się i wzmacniały inteligencję emocjonalną. Kobiety są jednocześnie bardzo przedsiębiorcze, wszak niejednokrotnie zastępowały mężczyzn i przejmowały stery gospodarstwa, a także utrzymywały rodzinę. Jeśli jeszcze dodamy, że uczymy się chętniej, częściej i lepiej, dostaniemy wspaniały portret pożądanego współcześnie lidera. To, co dziś powszechnie lansuje się jako właściwy sposób prowadzenia zespołów czy firm, kobieta w sposób naturalny ma we krwi. Trzeba tylko żeby w to uwierzyła. Liderowanie, jakiego dziś szkoleniowcy chcą nauczyć mężczyzn, dla kobiety jest od dawna normą. Zupełnie niepotrzebnie niektóre z nas naśladują mężczyzn.

A jak to jest z językiem, w którym odbicie znalazła w końcu historia i tradycja? Pewne formy, mimo że z językowego punktu widzenia poprawne, brzmią… dziwnie. Przykładem psycholożka, adwokatka… Kobieta, która w ten sposób się określa, zwłaszcza przez mężczyzn (ale przecież nie tylko) zostanie na tej podstawie zaklasyfikowana jako wojująca feministka! Jaki jest Pani stosunek względem takich żeńskich form? Czy jest sens je forsować?

Ja mówię o sobie psycholog i jeśli nawet ktoś mnie nazywa psycholożką, prostuję. Sądzę, że jeśli jedne osoby mają prawo uważać, że potrzebna jest nowa (dziwna) forma, to inne mają prawo bronić tych starych, swojsko brzmiących. Nie, nie widzę sensu w zmienianiu starych dobrych nazw, według mnie to są pozorowane działania i zwykła strata energii. Nie widzę też sensu wprowadzania angielskich określeń tam, gdzie istnieje polskie słowo, ale tutaj mechanizm powodowany jest raczej lenistwem…

To prawda. Pisze Pani, że nadszedł „nasz czas”. Jaki konkretny moment wskazałaby Pani jako początek kobiecej ery?

Ha, ciekawe pytanie. Nie potrafię podać jednej, konkretnej daty, jednak rola kobiet wzrasta systematycznie od końca drugiej wojny światowej. Nie ulega wątpliwości, że dostęp kobiet do szkół każdego stopnia spowodował rozbudzenie w nas ambicji poznawczych, chęci realizowania się w życiu w wymiarze zawodowym. Myślę jednak, że ostatnie lata, czas nowego millennium, to szczególnie intensywny wzrost kobiecego znaczenia i z każdym rokiem nabiera on mocy.

I pomyśleć, że jeszcze sto lat temu większość naszych prapra(…)babek była jedynie żonami swoich mężów, i to pod warunkiem, że miały szczęście i tego męża, który zapewniał im byt, posiadały. A czy dzisiaj możemy czuć się wreszcie spełnione?

Spełnienie to indywidualna sprawa każdej kobiety, każdego człowieka. Nie wystarczy ludziom dać możliwości, by czuli się spełnieni. Trzeba jeszcze chcieć sięgać po to, co możliwe, i wiedzieć, kim się naprawdę jest. Paradoksalnie takie otwarcie świata dla kobiet niektórym utrudniło spełnienie, wprowadziło w ich życie chaos, zmusiło do dokonywania wyborów, których przedtem dokonywać nie musiały. To tak, jak niektórym zbyt duża ilość towarów na półkach utrudnia podjęcie decyzji, tak samo jest z niektórymi kobietami. A jeszcze niepotrzebnie wbija im się do głowy, że muszą wybierać pomiędzy życiem rodzinnym a karierą zawodową.

A nie muszą?

Nie! Znakomicie można połączyć karierę zawodową z życiem osobistym, w tym z byciem matką. Nie wiem, dlaczego tyle dziś histerii na temat macierzyństwa. To w końcu normalna sprawa i znana kobiecie od wieków. Trzeba tylko zrozumieć właściwie dwie sprawy: na wszystko jest czas, zdążymy w nim mieć dzieci, wychować je i zrealizować się w wybranym zawodzie, tylko trzeba cierpliwości i stawiania rozsądnych celów. I druga sprawa: kto powiedział, że dzieci maja być przez cały czas z matką. Nigdy tak nie było. Kobiety bogate miały pomoc, a biedne pracowały, choćby na polu. Dziecku zresztą też jest potrzebny czas z kimś innym, a nawet kontrolowane chwile samotności. Moim zdaniem wiele problemów i kobiet, i dzieci bierze się z braku tej świadomości. A dodatkowo wiele spraw utrudnia nam jeszcze brak poczucia własnej wartości, który między innymi każe nam być doskonałą we wszystkim, co robimy, bez „odpuszczania sobie” czegokolwiek.

Dlaczego brakuje nam poczucia własnej wartości?

Kulturowo, wiadomo – potępiona Ewa, winna gorszego losu człowieka i nieposłuszna, która w pewnym okresie funkcjonowania chrześcijaństwa nie posiadała nawet duszy. Historycznie, cóż, mężczyźni byli bardziej mobilni (nie chodzili w ciąży i nie karmili piersią), zatem rządzili światem i układali sobie prawa tak, by świat kręcił się według ich pomysłu. Oni rządzili, zatem byli ważniejsi – mieli siłę. A tak naprawdę to mężczyźni, czując się słabi wobec kobiety i jej wdzięków, potrzebując jej i pragnąc, chcieli jakoś wytłumaczyć sobie tę słabość i zwalić winę na grzeszną kobietę, a także być pewnymi, że są ojcami dzieci swoich kobiet, stąd nakładali na nie szereg restrykcyjnych nakazów, które krepowały im wolność i obniżały poczucie własnej wartości. A do tego jeszcze historia Polski i sposób wychowywania dzieci, które spowodowały, że obie płcie tego poczucia własnej wartości zostały pozbawione. Ale jest dobra wiadomość: nadrabiamy ten czas. Kobiety coraz częściej świadomie odbudowują swoje poczucie własnej wartości, mężczyźni pracują nad tym rzadziej. Cóż, może za sto lat będziemy się zastanawiać, dlaczego mężczyźni nie mają poczucia własnej wartości…

Oby nie… A na wszelki wypadek, dla mężczyzn za sto lat i współczesnych kobiet, jak zdobyć/odzyskać poczucie własnej wartości?

Tego nie da się streścić w jednym akapicie. Prowadzę jednodniowe, czasem dwudniowe szkolenia na ten temat i jest o czym mówić. Generalnie mogę powiedzieć, że trzeba bardzo uważać na język, na to, co mówi się o sobie, a nawet myśli, trzeba wkładać do swojej podświadomości pozytywne informacje na własny temat, trzeba dojść do tego, kim się jest, czego się pragnie, i dążyć do tego. Warto się chwalić, wtedy, kiedy robi się coś dobrze i z wdzięcznością przyjmować pochwały. Trzeba dbać o siebie z miłością, w tym także o ciało, tak, jak dba się o kochane dziecko. I nie pozwalać, by ktoś próbował niszczyć naszą godność czy prawo do wolnego wyboru, oczywiście w granicach prawa i tak, by nie krzywdzić innych..

Jak się ma Pani zdaniem poczucie własnej wartości do wpajanej nam od lat cnoty… skromności?

Ludzie z poczuciem własnej wartości są skromni. Skromność to jedynie niewywyższanie się ponad innych. Kiedy mówię, że napisałam dobrą książkę, nie wywyższam się, nie mówię, że jest najlepsza czy lepsza od jakiejś tam. Dziwne byłoby gdybym uważała, że ona nie jest dobra… Musiałabym zatem być nieuczciwa, skoro zawracałam głowę wydawnictwu, a ono teraz zawraca ją czytelnikom. Skoro ludzie kupują chętnie moje książki, piszą do mnie, że im się podobają, to chyba mam prawo uznać, że moje książki SĄ dobre. Ja jestem za skromnością, ale nie za niedocenianiem swojej wartości czy wręcz deprecjonowaniem jej. A poza tym pewne stwierdzenia są oczywiste. Jeśli powiem, że mam niebieskie oczy to w porządku, a jeśli powiem, że jestem inteligentna, to już nie? Kolor oczu mam wpisany w dowodzie, a wynik testu na inteligencję na końcowym arkuszu testu. To są takie same fakty.

Zapytam przekornie: czy planuje Pani w bliższej lub dalszej przyszłości poświęcić odrobinę swojego daru obserwacyjnego także mężczyznom? Czego my, jako kobiety, a Pani jako specjalistka w szczególności, możemy nauczyć przedstawicieli „brzydszej” płci?

Ja im poświęcam bardzo dużo uwagi! Pracuję z kadrą kierowniczą, handlowcami, zatem mam z nimi wiele do czynienia. Lubię mężczyzn i jest mi ich trochę szkoda, ponieważ trudniej niż my odnajdują się we współczesnym świecie. Starają się, ale nie wszyscy rozumieją, że trzeba się trochę pouczyć życia. Ci, co to rozumieją, radzą sobie znacznie lepiej. Właśnie tej otwartości na pracę nad sobą, na kontakt z własną intuicją, na kierowanie się w życiu sercem i częstsze otwarte komunikowanie możemy mężczyzn uczyć. Liderskie podejście do życia to podejście miękkie, emocjonalne, intuicyjne, no cóż, trzeba to głośno powiedzieć… kobiece. I tego jeszcze, żeby okazywali uczucia – nie bali się płakać, potrafili przyznać do bólu, frustracji. W ten sposób możemy im dołożyć dodatkowo parę lat życia, a sobie załatwić to, że będą nas cieplej kochać.

Jakie są Pani bliższe i dalsze plany zawodowe?

Rozwijam firmę. Wyszkoliłam grupę wspaniałych trenerów, którzy są często w niektórych dziedzinach lepsi niż ja. O to mi chodziło. W ramach mojej teorii – logodydaktyki – jesteśmy w tej chwili w stanie obsłużyć więcej klientów niż mogłam to robić sama. Możemy obejmować opieką trenerską jednocześnie kilka firm i mamy szeroki wachlarz propozycji, wszystko w ramach spójnej koncepcji. Nie wiem, czy jest taka druga firma szkoleniowa w Polsce. No i spuściznę zostawię. Pracuję nad kolejną książką, co jest standardem. Zawsze nad jakąś pracuję. I marzy mi się program telewizyjny, taki, w którym mogłabym szerzej propagować ideę samodoskonalenia i autokreacji. A tak całkiem dalej? Cóż? Myślę, że wciąż to samo, tylko na coraz wyższym, doskonalszym poziomie.

Czego jak najserdeczniej Pani życzę. Dziękuję za rozmowę!!!

Advertisements

2 thoughts on “Wywiad z Iwoną Majewską-Opiełką

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s