Reflektorem w mrok. Część jedenasta. Cienie i klakierki?

Reflektorem w mrok, kolejne starcie. Dwa tygodnie temu, w ramach pogaduszek o literaturze kryminalnej, czytaliście o Cieniach i klakierach, dzisiaj poczytacie o Cieniach i… klakierkach ;-). Odcinek dostępny jest także na stronach QfantaTUTAJ.

Zapraszamy do czytania i wyrażania opinii!

Cienie i klakierki

Jakkolwiek każdy (niemal) detektyw ma pod ręką przyjaciela lub współpracownika, który jest dla niego oparciem, spowiednikiem związanych ze śledztwem refleksji, a przy tym wszystkim godzi się pełnić względem geniusza funkcję całkowicie drugorzędną, to nie każdy ma to szczęście, że jego cieniem jest przedstawicielka płci piękniejszej. Czy jednak kobietom łatwo wychodzi to „cieniowanie”? Czy pisarze powierzają im jedynie role podrzędne względem błyskotliwych śledczych? Zaraz się o tym przekonamy na kilku, zupełnie różnych, przykładach.

Della Street, sekretarka wziętego detektywa i adwokata Perry’ego Masona (stworzonego przez amerykańskiego pisarza i prawnika Erle’a Stanleya Gardnera), może i sprawia wrażenie niewidocznej, z pewnością jednak jest niezastąpiona. O tym, że Perry darzy ją bezgranicznym zaufaniem świadczy fakt, że jedynie ona (i prywatny detektyw, szef agencji detektywistycznej, Paul Drake) zna jego zastrzeżony numer.

To z nią Mason omawia szczegóły spraw, to jej zleca drobne prace, takie jak zdobycie niezbędnych informacji (od grubszych zleceń ma Drake’a). To ona dodaje mu otuchy i to ona, wreszcie, bierze na siebie robotę szczególnie niewdzięczną, taką jak choćby przekonywanie policji czy klientów, że „pana Masona” nie ma lub że jest zbyt zajęty, by z kimkolwiek się widzieć. Z pewnością talentami nie dorównuje swojemu szefowi, lecz bez niej zginąłby on marnie pod stertą papierzysk, masy nieumówionych spotkań czy ciągłych telefonów.

Della istnieje zresztą dla swojego pracodawcy jedynie jako mózg i pomocna dłoń, z czego zdarza się żartować zarówno jej, jak i Drake’owi:

– Twoje nogi świetnie wyglądają pod światło, Dello.

– Jak kiedyś będziesz miał chwilę czasu, powiedz o tym Perry’emu, dobrze, Paul? (…)

Drake uśmiechnął się szeroko.

– Przyjrzałeś się kiedyś nogom własnej sekretarki?

– Przestań, do cholery! Mam dla ciebie robotę – powiedział Mason[1].

Zupełnie inną rolę mają do spełnienia w życiu genialnych śledczych ich ukochane, takie jak Robin Castagna. Robin, mimo że nie ma z pracą Alexa Delaware’a (psychologa, bohatera powieści Jonathana Kellermana) nic wspólnego – jest bowiem rzeźbiarką – chętnie służy mu radą i pomocą. Przede wszystkim wysłuchuje jego problemów z pacjentami i z rozwiązywaniem spraw. Delaware szczegółowo omawia z nią co bardziej nurtujące go aspekty śledztw, a ponieważ Castagna jest niezwykle inteligenta, stanowi też dla niego równorzędną partnerkę do rozmowy.

Wydaje się zresztą, że Alexowi pomaga sama obecność Robin – to, że po powrocie z pracy może się do niej przytulić, pocałować ją. Luba jest dlań azylem – daje mu siłę i wytchnienie. Mimo że robi karierę zawodową, zawsze ma dla swojego mężczyzny czas. Czy można przecenić taką, nawet jeśli nie do końca merytoryczną, pomoc? Jako kobieta odpowiadam – oczywiście całkowicie obiektywnie – że nie. Ponieważ sprzeciwów nie widzę, proponuję przejść do następnego punktu.

Amelię Sachs można by uznać za połączenie Delli i Robin. Z jednej strony jest pomocniczką – w każdym praktycznie aspekcie – znamienitego kryminalistyka Lincolna Rhyme’a (postaci stworzonej przez Jeffery’ego Deavera), z drugiej zaś jego życiową partnerką. Piękna, odważna i wierna Rhyme’owi asystentka: jego nogi, oczy i uszy (mimo kalectwa Lincolna mamy pewność, że parę tę łączy także związek seksualny)[2].

Pomimo że Amelia sama jest błyskotliwą policjantką, nie sposób w pełni traktować ją jako niezależną od Rhyme’a jednostkę. W dużej mierze stanowi raczej połowę tandemu. Choć w tym przypadku, to jednak detektyw zyskuje jakby więcej. Będąc manifestacją „czystego rozumu”[3], to w duecie z Sachs tworzy pełnoprawną ikonę[4].

Pomocnice genialnych detektywów w powieściach kryminalnych raczej nie bywają Watsonami w spódnicy. Zdają się pełnić ważniejszą funkcję niż jedynie cieni: albo jako profesjonalne asystentki, albo ukochane, którym można się zwierzyć, albo równie błyskotliwe (no, może minimalnie mniej…) współpracownice. Są jeszcze panie detektyw, które same rzucają cień na innych. O nich za dwa tygodnie.

[1] E. S. Gardner, Sprawa haczyka z przynętą, przeł. B. Madejski, Wrocław 2007, s. 111.

[2] W. J. Bursza, M. Czubaj, Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych, Warszawa 2007, s. 139.

[3] http://www.portalkryminalny.pl/content/view/27/1/.

[4] Tamże.

Reklamy

7 thoughts on “Reflektorem w mrok. Część jedenasta. Cienie i klakierki?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s