Reflektorem w mrok. Część dziesiąta. Cienie i klakierzy

Dwa tygodnie temu dziesiąty odcinek naszego cyklu Reflektorem w mrok stał się faktem. Dzisiaj publikujemy go na Onibe i oczywiście, zapraszamy do lektury. Jak zwykle, odcinek dostępny jest także na stronach QfantaTUTAJ.

Zapraszamy do czytania i wyrażania opinii!

Cienie i klakierzy

Niemal każdy detektyw potrzebuje wsparcia kogoś, kto go wysłucha czy zada odpowiednie pytania, kiedy zdarzy mu się utknąć w martwym punkcie dochodzenia. Taki towarzysz może zresztą pełnić różne funkcje w powieści detektywistycznej. Może być przyjacielem i powiernikiem naszego bohatera lub… jego współpracownikiem. Jednak jest niemalże regułą, że… jest tym gorszym. To na jego tle genialność detektywa ma szansę błyszczeć, to on dziwi się i zachwyca umiejętnościami swego kompana. To on, wreszcie, mobilizuje geniusza do pracy. Tyle zadań dla jednej skromnej – i jakże niedocenianej – postaci! Niedocenianej zresztą także (głównie?) przez pisarzy. Ale od początku…

Archetypem takiego cienia jest bez wątpienia doktor Watson. Z Holmesem zaprzyjaźnił się w wyniku wspólnego zamieszkania na Baker Street 221b. Jako sublokator oraz obserwator pracy Sherlocka (przeprowadzanych doświadczeń chemicznych, przyjmowania klientów, prowadzenia – krok po kroku – kolejnych spraw) stał się także wielkim zwolennikiem i bezapelacyjnym wyznawcą jego zdolności analitycznych (mimo że początkowo był względem nich sceptycznie nastawiony – coby jeszcze bardziej w oczach czytelników je podkreślić i wyolbrzymić), a w efekcie… kronikarzem co ciekawszych przypadków, które rozwiązał. Co, tak na marginesie, pozbawiło Holmesa komfortu działania i zmusiło do stosowania przebrań – wszystko przez popularność, jakiej przysporzyły mu teksty Watsona!

Lepszego przyjaciela Sherlock Holmes nie mógłby sobie wymarzyć. Któż inny tolerowałby wszystkie jego przywary, w tym słynne stosowanie substancji dożylnych w chwilach marazmu i bezczynności? Któż inny martwiłby się o niego i próbował wpłynąć na to, by bardziej o siebie dbał? Któż inny, wreszcie, wiedziałby, kiedy odpuścić i milczeć?

A jednak Watson potrzebny był raczej Conan Doyle’owi z formalnego punktu widzenia. Nade wszystko był niezbędny jako narrator i adresat przemyśleń wielkiego detektywa. O tym, że sir Artur traktował go raczej instrumentalnie, świadczy dość zabawny fakt. Imię doktora pojawia się bowiem we wszystkich utworach o Holmesie… trzykrotnie. Dwa razy Watson występuje jako John, a raz jako… James (co było zapewne pomyłką ze strony Conan Doyle’a)[1].

Właściwie to samo mogłabym napisać o Arturze Hastingsie, postaci, która powstała w wyniku inspiracji Christie doktorem Johnem Watsonem. Po pierwsze Hastings – jak i Watson – jest przyjacielem i byłym współlokatorem genialnego detektywa. Tym, co go jednak wyróżnia, jest stosunek do Poirota. Artur bywa ironicznie doń nastawiony i potrafi, rzecz jasna dobrodusznie, wyśmiewać jego wady. Choćby tę najbardziej drażniącą, pychę: Na jego miejscu nie mówiłbym o skromności. Uważam, że egocentryzm mojego przyjaciela bynajmniej nie zmniejsza się z wiekiem. Siedział teraz wygodnie rozłożony w fotelu, gładził swoje wąsy i niemal mruczał jak zadowolony z siebie kot[2].

Po drugie Hastings pełni funkcję kronikarza poczynań Herkulesa (zazwyczaj jest narratorem jego przygód). Po trzecie, i ostatnie, pisarka traktowała go jak średnio potrzebny balast. Kiedy tylko trafiła się okazja, chętnie się go pozbyła (ale przynajmniej pamiętała jego imię!…), dając mu do pary towarzyszkę życia: Mogłabym, jak pomyślałam, ożenić Hastingsa. Prawdę mówiąc, trochę mnie już zmęczył. Mogę być związana z Poirotem, ale Hastingsa nie muszę się trzymać[3].

Czy ktoś twierdził, że życie literackich bohaterów jest proste?…

Łatwo nie ma także sierżant Gavin Troy – głównie za sprawą swego szefa, nadinspektora Toma Barnaby’ego (choć przecież jego poczynaniami także ktoś rządzi: pisarka Caroline Graham lub, w przypadku ekranizacji, twórcy filmu). Troy to z kolei przypadek nie tyle przyjaciela, co podwładnego świetnego śledczego. Biedak, jak na sierżanta przystało, odwala całą brudną robotę: przesłuchuje co mniej istotnych świadków, tych bardziej nieznośnych albo… tych mieszkających zdecydowanie najdalej. Na tym jednak nie koniec! Troy załatwia także niektóre sprawy prywatne nadinspektora, choćby… kupuje w jego imieniu prezenty dla żony.

Jest też obiektem kpin zwierzchnika. Wprowadza to dużą dawkę humoru, gdyż… bądźmy szczerzy, Gavin Troy nie budzi naszej nadmiernej sympatii. Cieszymy się, gdy Barnaby się z niego natrząsa – wszystko przez jego liczne wady. Sama Caroline Graham nie ma o nim dobrego zdania: W moich książkach Troy jest ksenofobem, homofobem, mizoginem; to prawdziwy kontrast dla prostolinijnego, łagodnego, nieskomplikowanego Barnaby’ego. Ratuje go tylko to, że chce, by o nim dobrze myślano – tylko dlatego jest w nim trochę wrażliwości[4].

Troy nie do końca jest więc cieniem Barnaby’ego. Choćby z tego względu, że komuś o takich poglądach zdecydowanie ciężko byłoby się ukryć! W przeciwieństwie do Watsona czy Hastingsa ma wyraziście zarysowaną osobowość. W zamian za to – również w opozycji do Johna i Artura – cóż, nie jest niezastąpiony. Gdyby nie on, Barnaby znalazłby sobie innego sierżanta. Może nawet bardziej rozgarniętego…

A co powiecie na cienie, klakierów i pomocników wielkich detektywów w wersji piękniejszej, bo damskiej? Zapraszam za dwa tygodnie!

[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Doktor_Watson.

[2] A. Christie, Samotny dom, przeł. M. Michałowska, Warszawa 1997, s. 6.

[3] A. Christie, Autobiografia, przeł. M. Konikowska, T. Lechowska, Wrocław 2010, s. 259.

[4] http://zbrodniawbibliotece.pl/analizy/728,carolinegraham-wielkadamaangielskiegokryminalu/.

Reklamy

5 thoughts on “Reflektorem w mrok. Część dziesiąta. Cienie i klakierzy

      • No wiesz Qfant to Qfant, a Onibe to Onibe. Poczekam i poczytam. Jak się cykl skończy, a będziecie czuć nieodpartą potrzebę uradowania mojej duszy, to zawsze możecie coś skrobnąć…

        • hehe, nie takie rzeczy się robi dla wiernych czytelników… za ten cykl akurat odpowiada Iza, muszę ją zmotywować… ale pewnie ona sama będzie się rwała do kolejnej serii 😉

          • hahahaha….rozbawiłeś mnie 😀
            Mam nadzieję, że Iza będzie kontynuowała serię choćby dla jednego czytelnika 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s