Reflektorem w mrok. Szczęśliwa ósemka. Detektywi z odzysku i na dokładkę.

Na łamach Qfanta pojawił się już dziewiąty cykl naszego cyklu Reflektorem w mrok. Przy okazji możecie lada chwila wypatrywać nowego odcinka kwartalnika Qfant (dostępnego oczywiście na stronie Qfanta) – znalazł się w nim pewien artykuł naszego autorstwa oraz wielki wywiad, który realizowaliśmy jakiś czas temu na niniejszym blogu.

Tymczasem, wróćmy jeszcze na chwilę do części ósmej. Dzisiaj o detektywach recyclingowanych (ta część felietonu dostępna jest także na stronie Qfanta – TUTAJ)

Zapraszamy i zachęcamy do lektury!

Detektywi z odzysku i na dokładkę

Wśród głównych bohaterów powieści kryminalnych dominują zawodowcy. Innymi słowy, za rozwiązywanie zagadki zbrodni zabierają się nie tylko profesjonalni detektywi (zatrudnieni w agencji, jak Sam Spade lub sami z siebie będący marką, jak Sherlock Holmes, Herkules Poirot lub Nero Wolfe), ale i cała masa mniej lub bardziej charakterystycznych policjantów, inspektorów, sędziów czy lekarzy sądowych. Są jednak i tacy detektywi, którzy nie uczyli się zawodu, w ich przypadku konieczność notorycznego odgadywania kto i dlaczego zabił, jest jedynie dziwnym zbiegiem okoliczności, dowodem na nieprzewidywalność ludzkiego losu.

W tym miejscu mogłabym się rozpisać na temat tłumu pomniejszych postaci, którym zdarzyło się zetknąć ze zbrodnią. Detektywów amatorów w literaturze spotykamy przecież mnóstwo! Często tylko raz, w jednej książce, przy okazji jednego śledztwa. Jestem pewna, że kogoś zajmującego udałoby się z tej grupy wyłowić, ale… myślę, że ciekawiej będzie poświęcić odrobinę uwagi tym znanym z większej ilości pozycji. Wybór będzie, jak zwykle, tendencyjny…

Tak jak Chevalier Auguste Dupin, pierwszy detektyw w dziejach literatury stworzony przez Edgara Allana Poe, nie był profesjonalistą, a szlachcicem rozwiązującym zagadki dla przyjemności i… z nudów, z tych samych powodów poszukiwaniem morderców zajęła się Jane Marple. Gdyby nie prowadzenie nieoficjalnych śledztw, cóż by robiła? Stara panna, poświęcająca, co prawda, czas na rozwiązywanie krzyżówek i robienie na drutach, lecz pragnąca dreszczyku i kontaktu z ludźmi?

Jako drobna staruszka nie cieszyła się – początkowo – zbytnim posłuchem wśród lokalnych funkcjonariuszy, szczególnie tych, którzy nie mieli wcześniej przyjemności się z nią zetknąć. Śledczy szybko odkrywali, jak wielki popełniają błąd. To, co określa pannę Marple – wiek, życiowe doświadczenie, wścibstwo, spryt i inteligencja – sprawia, że żaden policjant nie może się z nią równać. Być może jednak, skoro Jane wsławiła się dopiero, osiągając pewien wiek, i oni mogą liczyć na to samo… Być może…

Pamiętacie może „Detektywa w sutannie”, serial, w którym rolę księdza Franka Dowlinga grał niezapomniany Tom Bosley? Taka postać, duchownego-detektywa, powstała na kartach literatury o wiele, wiele wcześniej – pod piórem Gilberta Keitha Chestertona,a był nim ojciec Brown. Podobnie jak jego poprzedniczka, Jane Marple, Brown jest znawcą ludzkich charakterów. Aby rozwiązać kryminalną zagadkę, puszcza wodze wyobraźni: Sam każdą z tych zbrodni planowałem bardzo starannie (…). Obmyślałem dokładnie, jak powinno to być zrobione… I w jaki sposób… I w jakim usposobieniu powinien być człowiek, który zamierza to zrobić. A gdy już byłem zupełnie pewny, że czuję tak samo jak morderca, oczywiście mogłem od razu go poznać… Jeden z moich przyjaciół zalecił mi takie rozmyślania jako rodzaj pobożnego ćwiczenia. Sam zaś pomysł był zdaje się papieża Leona XIII[1].

Rzecz jasna, ojciec Brown niczego by nie osiągnął, gdyby nie niezwykła inteligencja. Ujawnia ją choćby w „Fortunie Darnawayów”, odkrywając tajemne przejście za regałem z nieistniejącymi, wręcz niemożliwymi, książkami: Wszystko to były tytuły (…) odnoszące się do rzeczy niemożliwych, jak „Żmije w Islandii”, których, jak wiadomo, nie ma albo „Religia Fryderyka Wielkiego”, której tenże nie uznawał, albo biografia papieżycy Joanny, której też, dla prawowiernego katolika przynajmniej, nigdy nie było. Toteż domyślił się, że książki traktujące o realności negatywnej mogą nie być wcale książkami, a jak z tego wynika, stać na półkach, które wcale nie są półkami.

I mimo że jest genialny jako detektyw, jego powołaniem pozostaje duszpasterstwo. Dowód? Kiedy znajduje zbrodniarza, często zdarza mu się… nie, nie oddawać go w ręce policji… lecz pozostawić wymierzenie kary Szefowi.

Niezwykłe umiejętności wykazuje także, na naszym gruncie, słynny Pan Samochodzik, a więc Tomasz N. N., stworzony – na własne podobieństwo – przez Zbigniewa Nienackiego. Z zawodu i zamiłowania jest historykiem sztuki – pracując w Departamencie Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Sztuki, styka się z kradzieżami, przemytami, fałszerstwami. W praktyce jest więc nie tylko ekspertem w wyuczonym zawodzie, ale i (może nawet bardziej?) detektywem.

Podczas rozwiązywania przeróżnych spraw przydaje mu się jednak rozległa wiedza, a tej nie sposób mu odmówić – to ona stanowi jego główną broń. Tomasz ma więc wiedzę historyczną z wszelakich możliwych dziedzin, patent jachtowego sternika morskiego, zna języki obce: niemiecki (biegle), francuski, angielski i czeski czy alfabet Morse’a[2]. Ma szerokie zainteresowania – ceni je zresztą także u innych – które, ni mniej, ni więcej, pomagają mu udaremniać przestępstwa lub wskazywać winnych.

Zarówno panna Marple, jak i ojciec Brown czy Pan Samochodzik to detektywi z odzysku, którzy prowadzeniem śledztw zajmują się oprócz wykonywania innych czynności. Są amatorami, lecz to, co robili wcześniej, zanim zostali rozpoznawalnymi śledczymi lub to, co robią poza swoim zawodem, warunkuje sposób prowadzenia przezeń śledztw – innymi słowy to, że są takimi detektywami, a nie innymi. W końcu nigdy nie wiadomo, co się może przydać…

A za tydzień wprost przeciwnie: o tym, co przeszkadza, lecz pomimo czego – jak się okazuje – i tak można łapać morderców.

[1] http://tygodnik.onet.pl/43,0,55112,6,artykul.html.

[2] http://pansamochodzik1.republika.pl/pansamochodzik.html.

Reklamy

6 thoughts on “Reflektorem w mrok. Szczęśliwa ósemka. Detektywi z odzysku i na dokładkę.

  1. Pan Samochodzik – przepiękna literatura dla młodego człowieka. Do dziś wspominam z westchnieniem. Kiedyś nawet, trochę przypadkiem, bywałem niedaleko domu Nienackiego przez jakiś czas (prowadziłem tam sprawy sercowe cha cha).

    • nie wiem czy miałeś okazję spotkać się z literaturą Nienackiego dla dorosłych. Mnie kiedyś szczęka opadła dość mocno. Do dzisiaj mam na półce skarb licealnych lat: trylogię Ja, Dago. Zresztą, kto wie, czy nie zrecenzujemy jej dla bloga 😉

      a Pan Samochodzik to lektura mojego dzieciństwa… 😉

      • Nie, nie czytałem. Tylko słyszałem, że jest niezła – co niniejszym potwierdziliście (często trudno wyjarzyć która Wasza połówka pisze cha cha).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s