Wywiad z Dorotą Wieczorek

10 czerwca bieżącego roku zawisł na Gildii Literatury wywiad, którego udzieliła nam Dorota Wieczorek (dostępny jest TUTAJ). Dzisiaj, w ramach archiwizacji i nie tylko, publikujemy dyskusję także u nas.

Dorota Wieczorek jest pedagogiem i autorką „Dotyku mroku„. Mieliśmy przyjemność recenzować książkę (spójrzcie TUTAJ), a wyjątki z naszej recenzji trafiły nawet na jej okładkę. Drobiazg, a cieszy ;-). Dodamy jeszcze, że Dorota nie tylko miała co powiedzieć, ale i rozmowa z nią okazała się bardzo miłym przeżyciem. Jesteśmy przekonani, że autorka nie napisała jeszcze ostatniego słowa i na pewno objawi się jeszcze na rynku… a może nawet ponownie zagości w naszych skromnych progach 😉

Zapraszamy do wywiadu:

Wywiad z Dorotą Wieczorek 

Darek Barczewski: Witam serdecznie! Na początek chciałbym zadać pytanie, nie da się ukryć, że odrobinę banalne, ale chyba bardzo istotne dla każdego czytelnika „Dotyku mroku”. Skąd pomysł na książkę, ale przede wszystkim: skąd pomysł, by historię opowiedzieć właśnie w ten sposób?

Dorota Wieczorek: Wiele spośród pomysłów, które znalazły się w „Dotyku mroku”, pochodzi jeszcze z czasów wczesnego dzieciństwa spędzonego w starej kamienicy przy ulicy Strzeleckiej pod Górą Gradową w Gdańsku. Warunki mieliśmy wówczas niezbyt sprzyjające – mieszkanie ogrzewane było starym piecem kaflowym na węgiel, a „łazienka” w postaci malutkiego prysznica znajdowała się… w kuchni – ale za to dostęp do otaczających Gradową Górę starodawnych fortyfikacji miejskich, zbudowanych z charakterystycznej czerwonej cegły, stwarzał nieograniczone pole do popisu dla dziecięcej wyobraźni. To głównie dlatego Góra Gradowa jest najważniejszym, najbardziej czarodziejskim miejscem w książce…

Od dziecka fascynowały mnie opowieści realizmu magicznego, w których magia jest na wyciągnięcie ręki – nie ukryta za tajemnymi przejściami lub zaklęciami znanymi tylko niewielu, ale przenikająca do codziennego życia ludzi. „Dotyk mroku” w pewnym stopniu nawiązuje do tego nurtu literatury. To, co te książki wyróżniało, to magiczność na niewielką skalę, dzięki czemu przedstawione w nich wizje rzeczywistości były prawdopodobne – czytelnik mógł wyobrażać sobie, że tak jest naprawdę, że naprawdę ktoś znalazł zaczarowany koralik lub ma nianię, która jest czarodziejką… i że jego także może spotkać podobna przygoda.

W „Dotyku mroku” chciałam pójść o krok dalej, czyli stworzyć świat, w którym magia jest blisko nas, przy czym jest jej – mówiąc najprościej – naprawdę dużo. A jednocześnie świat możliwie najbardziej prawdopodobny, taki „przeznaczony do wyobrażania sobie, że się w nim jest”. Stąd właśnie koncepcja Klątwy i magicznej ślepoty, przypadłości, która czyni zwykłych ludzi ślepymi na czary.

D.B.: A więc „Dotyk mroku” jest w prostej linii spadkobiercą dziecięcych inspiracji? To jest dobry powód, by wyjaśnić, czemu książka przeznaczona została przede wszystkim – choć nie wyłącznie – dla młodszych czytelników. Ale czy jest to powód właściwy?

D.W.: Na wyborze adresata zaważyła również – a może w głównej mierze – praktyka zawodowa. Podczas studiów, a później pracy w szkole, miałam okazję prowadzić różnorodne zajęcia twórcze dla dzieci w wieku 10-15 lat, co pozwoliło mi na zebranie cennych doświadczeń w kontaktach z młodymi odbiorcami. Najważniejsze są dla mnie treningi Odysei Umysłu – międzynarodowego programu edukacyjnego, którego celem jest rozwój kreatywnego myślenia dzieci i młodzieży. Jedną z najbardziej szalonych rzeczy, jakie zrobiliśmy z dzieciakami związanymi z Odyseją, był wyjazd trenowanej przeze mnie drużyny – złożonej z uczniów klas IV-V szkoły podstawowej – na zeszłoroczny odysejowy Eurofestiwal, który w 2010 roku odbywał się na Białorusi.

Te doświadczenia okazały się niezwykle przydatne podczas pisania pierwszej powieści… Zwłaszcza, że to dzieci ze szkoły pomagały mi przy wyborze ostatecznego tytułu książki, są też moimi pierwszymi recenzentami.

D.B.: W „Dotyku mroku” widać, że traktuje Pani swoich czytelników z szacunkiem, więc w zasadzie nie powinny być dla mnie zaskoczeniem powyższe słowa, ale i tak jestem nieco zdumiony zakresem współpracy. Czy pokusiłaby się Pani o stwierdzenie, że młodzi ludzie – ci sami, na których tak często sypią się narzekania o książkowe désintéressement – mogą być bardziej pomocni niż dorośli?

D.W.: Jako pedagoga wiele razy zaskakiwały mnie niezwykłe pomysły dzieci i ich próby literackie, które niejednokrotnie – gdyby tylko nadać im odpowiednią oprawę – mogłyby z powodzeniem zostać opublikowane. I cieszyć czytelników…

D.B.: Czy dzisiejsi piętnastolatkowie są nadzieją współczesnej literatury czy raczej egzekutorami książki?

D.W.: Pytanie brzmi: czy powinni być nadzieją literatury? Czy mają – nie tylko jako odbiorcy, ale i przyszli twórcy – kontynuować tradycje literackie w klasycznej formie? A może powinni szukać swoich własnych rozwiązań, mieszać nie tylko gatunki i konwencje, ale też kreować rozwiązania bardziej multimedialne, wykorzystujące rozwój nowoczesnej techniki?

D.B.: To bardzo nieklasyczne podejście do tematu, ale zarazem świadczące o wielkim szacunku, jaki żywi Pani wobec młodych podopiecznych. A skoro już poruszyła Pani temat techniki, to nie mogę nie zapytać o to, jak Pani widzi przyszłość książki? Czy podoba się Pani wizja e-booka jako następcy roli książki drukowanej? I czy w ogóle jakikolwiek następca się pojawi, może druk przetrwa technologiczne zawirowania?

D.W.: No cóż… Myślę, że na e-booki jesteśmy niejako skazani. Dowodem choćby wyniki sprzedaży księgarni Amazon. W jej przypadku zapotrzebowanie na formaty elektroniczne przekroczyło popyt na wydawnictwa papierowe. Publikacje elektroniczne są dla przeciętnego posiadacza Internetu łatwiej dostępne niż tradycyjne, dzięki czemu, jak sądzę, nie tak szybko pożegnamy się z tekstem literackim jako formą kreacji artystycznej czy też naukowej. E-booki są więc w pewnym sensie ratunkiem dla książki. Chociaż na pewno nic nie zastąpi „manualnego” kontaktu z lekturą, który jest szczególnie ważny dla najmłodszych, kilkuletnich odbiorców, dla jakich przeznaczone są książeczki obrazkowe, dotykowe, w różnych dziwnych kształtach i formatach…

D.B.: W koncepcji świata z magią na wyciągnięcie ręki, ale zarazem powszechną „ślepotą magiczną”, dostrzec można pewne konotacje z historiami J. K. Rowling. Czy warto się pokusić o stwierdzenie, że paniom łatwiej niż panom dostrzec krępujące percepcję ograniczenia ogarniające ludzi dorosłych? Bo chyba głównie o to chodzi zarówno w przypadku Mugoli jak i ofiar Klątwy, prawda?

D.W.: Z pewnością Klątwę można potraktować jako symbol nieumiejętności docenienia tego, co niezwykłe, oryginalne, nietypowe, odbiegające od normy. Ale również zamknięcia w okowach mechanizmów społecznego dostosowania, dopasowania się do oczekiwań innych. Obrazują to wewnętrzne zmagania głównego bohatera, który początkowo udaje, że nie widzi czarów, gdyż nie chce się wyróżniać, nie chce być inny – dopiero później akceptuje swoją odmienność i uczy się ją wykorzystywać. Jednocześnie zmaga się z oczekiwaniami dorosłych, którzy chcą, by był kimś, kim nie chce być. Dopiero pod wpływem kolejnych przygód Jacek odkrywa, co jest dla niego ważne, uczy się sam wyznaczać sobie cele.

D.B.: Pójdźmy dalej tym tropem. Skoro już padło pytanie o przyczyny, to pozwolę się dopytać o powody, dla których chwyciła Pani pióro czy też klawiaturę i tak odważnie wkroczyła w świat literatury?

D.W.: Zawsze lubiłam wyobrażać sobie przeróżne fantastyczne historie i kiedy tylko nauczyłam się porządnie pisać, zaczęłam przelewać je na papier – czy też ekran Worda. Muszę jednak przyznać, że niestety nauka „porządnego pisania” trwała długo.

O zostaniu pisarką marzyłam jeszcze w liceum. Pod koniec lat 90. oraz w trakcie studiów – ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim – powstało kilkanaście opowiadań oraz mini-powieści w konwencji fantasy i science fiction, a także pierwotna wersja „Dotyku mroku”. Teksty te jednak po „przebiegnięciu kilku okrążeń” w kręgu rodziny i znajomych skończyły w przysłowiowej szufladzie – czyli w najgłębszych odmętach komputerowej pamięci – gdyż autorka nie uznała ich za wystarczająco dobre, by się nimi pochwalić reszcie świata. Posłużyły mi za to – i nadal służą – za źródło inspiracji do pisania „Dotyku mroku” oraz snucia kolejnych planów powieściowych.

W tym okresie ukazało się natomiast kilka skierowanych do nauczycieli-polonistów publikacji edukacyjnych, których jestem autorką lub współautorką, i z których osobiście jestem ogromnie dumna.

D.B.: Jako pedagog jest pani z natury rzeczy blisko swoich odbiorców – jest to zapewne spora pomoc w pracy twórczej, ale jeśli spróbowalibyśmy prześledzić zawodowe losy większości piszących obecnie literatów, okazałoby się, iż grupa pedagogów jest reprezentowana zadziwiająco słabo. Zna Pani wielu piszących nauczycieli? Gdzie możemy upatrywać przyczyn takiego zjawiska?

D.W.: Z tego, co pamiętam z wywiadów, J. K. Rowling swojego czasu pracowała jako nauczycielka… Poza tym nikt nie przychodzi mi do głowy. Ale też niekoniecznie bycie dobrym pedagogiem przekłada się na bycie dobrym pisarzem dla dzieci i młodzieży – i na odwrót. Artystyczne „drogi do pisania” bywają bardzo różne.

D.B.: Co oznacza bycie pisarką we współczesnym świecie, pomijając oczywiście spełnienie własnych marzeń?

D.W.: Pisanie dla młodych odbiorców na pewno wiąże się ze szczególną odpowiedzialnością. Bardzo ważni są bohaterowie, z którymi młody czytelnik mocno się identyfikuje. Przywołał Pan powieści J. K. Rowling… Nurt krytyczny wobec cyklu o Harrym Potterze swojego czasu podnosił argument mówiący o tym, że jego bohaterowie – Harry, Ron i Hermiona – nie mogą być dla młodego czytelnika wzorem, gdyż nie zawsze postępują „właściwie”, często kłamią i łamią zasady. Dla mnie podobna argumentacja była zawsze przejawem braku szacunku dla młodszych czytelników…

Konstruując postacie głównych bohaterów „Dotyku mroku” – i kolejnych projektów – skupiam się nie na tym, by były idealne, ale realne. Jednocześnie stawiam bohaterów w okolicznościach, w których muszą dokonać wyboru, by zwyciężyć w walce z przeciwnościami. Nie staram się przy tym narzucić młodym czytelnikom takich czy innych motywacji lub poglądów, tylko pokazać, jak ważna – i zarazem trudna – jest sama umiejętność dokonywania własnych wyborów.

D.B.: Bardzo ciekawe spostrzeżenia! My, dorośli, jakże często wpadamy w fałszywe przekonanie, że wychowywanie dzieci polega na fałszowaniu obrazu świata. Ale współczesna literatura młodzieżowa poszła innym tropem i może dlatego jest często tak mocno doceniana przez swoich odbiorców. Oprócz Jacka z „Dotyku mroku”, weźmy wspomnianego Harry’ego Pottera, Bobby’ego Pendragona z długaśnej serii D.J. MacHale’a czy zyskujące obecnie na popularności powieści Johna Marsdena z cyklu „Jutro”. Wszędzie tam młodzi, nierzadko bardzo młodzi ludzie stają przed ogromnymi wyzwaniami, takimi jak konieczność przetrwania, zachowania godności, ratowania bliskich, o wybawianiu z opresji świata albo nawet wszechświata nie wspominając. A po jaką lekturę sięgnęłaby Pani, gdyby miała dzisiaj piętnaście lub szesnaście lat?

D.W.: Jakiś czas temu zachwyciła mnie ekranizacja powieści Cressidy Cowell „Jak wytresować smoka”. Nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po pierwowzór książkowy, niemniej fabuła filmu wydała mi się bardzo obiecująca. Ogromnie spodobała mi się postać głównego bohatera, młodego wikinga Czkawki. Czkawka – chociaż „Jak wytresować smoka” również należy do nurtu, o którym Pan wspomina – bynajmniej nie jest typowym bohaterem-wybrańcem. On „sam się wybiera”, robiąc coś innego, odmiennego niż wszyscy. I właśnie dzięki temu ratuje swoją wioskę przed napaściami smoków… I to nie, jak nakazywałaby tradycja wikingów, zabijając te stworzenia, ale wbrew wszystkiemu zaprzyjaźniając się z nimi. Innymi słowy – Czkawka nie dostosowuje się do narzuconych okoliczności i wymagań innych, ale zmienia świat wokół siebie…

D.B.: Zostańmy jeszcze przy lekturach. Gdyby miała się Pani wybrać na bezludną wyspę – lub bądźmy bardziej na czasie: na Marsa – jakie książki zebrałaby Pani ze sobą?

D.W.: Pozostając w smoczych kręgach, na pewno byłaby to książka „Jeźdźcy smoków z Pern” Anne McCaffrey. Przeczytałam ją chyba z milion razy i nadal chętnie do niej wracam. Polecam ją zwłaszcza fanom „Eragona” – mam nadzieję, że nie narażę się tym zbytnio wielbicielom smoczycy Saphiry – jako przykład naprawdę twórczego „użycia” smoków w literaturze.

Ogólnie najchętniej czytuję książki z gatunku fantasy i science fiction. Najbardziej zapadły mi w pamięć klasyczne pozycje, jak „Gra Endera” O. S. Carda, „Diuna” F. Herberta, „Miasto na górze” K. Bułyczowa, a także „Pieśń karczmarza” P. Beagle’a i jego bardziej znana, baśniowa opowieść „Ostatni jednorożec”. Poza tym lubię też bardzo serię o przygodach Mikołajka.

D.B.: Wiadomość z ostatniej chwili: „Dotyk mroku” został doceniony przez Internautów w plebiscycie „Najlepsza książka na lato”. Miło mi pogratulować z tej okazji! Jest to zarazem dobry moment by zapytać o dalsze plany pisarskie, miejmy nadzieję: równie udane.

D.W.: Dziękuję bardzo! Dziękuję również wszystkim, którzy zdecydowali się oddać głos na „Dotyk mroku”. Mam nadzieję, że książka Was nie zawiodła i że dalej będzie tylko lepiej… No właśnie… W planach jest kontynuacja „Dotyku mroku”, który stanowi prolog planowanego cyklu, jeśli więc wszystko pójdzie dobrze, kolejna część ukaże się drukiem już w październiku tego roku.

D.B.: Mam – w imieniu swoim i, jak mi się zdaje, wielu czytelników – nadzieję, że tak właśnie będzie. Dziękuję za ciekawe odpowiedzi i… do spotkania nad kartami nowej powieści. 

Na prośbę Doroty Wieczorek chcielibyśmy jeszcze dodać krótką notkę informacyjną na temat Odysei Umysłu:

Odyseja Umysłu to międzynarodowy program edukacyjny organizowany przez fundację Odyssey of the Mind, który ma na celu rozwijanie zdolności twórczych i zachęcanie do kreatywnego rozwiązywania problemów. Program realizowany jest w drużynach działających w szkołach, uczelniach oraz innych placówkach oświatowych i wychowawczych przez odpowiednio wyszkolonych trenerów. Co roku bierze w nim udział kilkaset tysięcy uczniów i studentów z całego świata. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej polskiej fundacji: www.odyseja.org.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s