Wywiad z Jolantą Świetlikowską, założycielką Wydawnictwa Oficynka

Dzisiaj, z pewnym opóźnieniem, na łamy naszego bloga wpływa wywiad, którego udzieliła nam Jolanta Świetlikowska. Dodamy, że jest to dla nas wywiad bardzo cenny, bo dość nietypowy. Pani Jolanta wyróżnia się z grona przeegzaminowanych przez nas osób tym, że nie jest pisarzem. Jest jednak twórcą innego sortu: powołała do życia Wydawnictwo Oficynka i ma swój udział w pojawianiu się na naszym rynku księgarskim ciekawych pozycji literackich. Mieliśmy okazję rozmawiać m.in. z Kazimierzem Kyrczem Jr., Robertem Cichowlasem („Efemeryda”) oraz Jackiem Skowrońskim („Mucha”), dwoma bardzo interesującymi pisarzami z jej „stajni”.

Zapraszamy do lektury wywiadu, który oryginalnie ukazał się na łamach Qfanta i jest – poza naszym blogiem – dostępny także TUTAJ.

 Miłej lektury!

WYWIAD Z JOLANTĄ ŚWIETLIKOWSKĄ

Iza Grzelak-Barczewska: Jak wygląda praca wydawcy? Na czym polega?

Jolanta Świetlikowska: Na czym polega praca wydawcy? Na samych przyjemnościach. Żartuję oczywiście, choć nie do końca. Wydawca – tak najkrócej – kontaktuje autora i książkę z czytelnikiem. W tej funkcji jest właściwie po trosze pośrednikiem, a po trosze kreatorem. No może trochę bardziej kreatorem, musi bowiem z dobrej książki uczynić produkt, zainteresować nią media, znaleźć dla niej godziwych ambasadorów. Musi też wydobyć ją ze stanu surowego, takiego czystego autorskiego, i nadać jej formę, tak by potem książka cieszyła czytelnika nie tylko z powodu znakomitej treści, ale też była dla niego estetycznie i edytorsko interesująca. Jest też z innego powodu kreatorem – dokonując określonego wyboru oferty, stawiając na jednych autorów, a na innych nie, kształtuje w ten sposób – wspólnie oczywiście z innymi wydawcami – obraz literatury na rynku. To ambitne i odpowiedzialne zadanie, zwłaszcza że tygodniowo na całym świecie ukazuje się dosłownie tysiące książek.

I. G.-B.: A jak się to ma do codziennej pracy?

J. Ś.: Jest ciężka. Pracuje się po kilkanaście godzin dziennie, praktycznie cały czas, nadzorując pracę całego zespołu. Wyszukuje się książki, koordynuje proces produkcyjno-marketingowy, promuje, czyta, rozmawia, mailuje… ale jednocześnie jest to jeden z najwspanialszych zawodów świata: przez cały czas wydawca ma do czynienia z jednym z najcenniejszych wytworów kultury – książką – i obcuje z innymi ludźmi, dla których jest ona ważna.

I. G.-B.: Jak to się stało, że zdecydowała się Pani na założenie własnego wydawnictwa?

J. Ś.: Była to naturalna konsekwencja mojej prawie już dwudziestoletniej pracy w branży edytorskiej. Właściwie każdy z nas, ludzi pracujących w wydawnictwach, kiedyś ma taką myśl, że chciałby mieć swoje wydawnictwo. Jedni tę myśl przeradzają w czyn, inni tylko marzą. Ja znalazłam się w tej pierwszej grupie i jestem z tego bardzo zadowolona. Wydawnictwo jest małe, dopiero raczkuje, ale już skupiło wokół siebie wiele fantastycznych osób: autorów, literaturoznawców i kulturoznawców oraz czytelników-pasjonatów. Wspierają nas drukarnie, biblioteki, zaprzyjaźnieni dziennikarze i recenzenci, a nawet papiernie. Wszyscy mają świetne pomysły, autorzy nie tylko piszą dla nas książki, ale i doradzają, pomagają, starając się razem z nami budować naszą oldskulową Oficynkę. Wiem, że stworzyliśmy dobrą przestrzeń dla osób, które cieszą się, że piszą i czytają.

I. G.-B.: To prawda. Ale jak się pozyskuje te zasoby ludzkie? Skąd Pani bierze autorów? Może prowadzi Pani polowanie z nagonką?

J. Ś.: Możliwości pozyskiwania nowych autorów jest wiele. Trzeba orientować się w wybranym segmencie literatury i oczywiście urządzać polowania. Czytać, szukać, sprawdzać opinie… Ale jeśli ma się renomę na rynku, autorzy sami szukają kontaktu z wydawcą. Działa też wiele profesjonalnych agencji literackich, które podpowiadają wydawnictwom nazwiska i książki. O dobrej książce można się dowiedzieć praktycznie wszędzie.

I. G.-B.: Czy do wydawnictwa przychodzi dużo rękopisów?

J. Ś.: Mnóstwo! Jestem z tego bardzo dumna, ale też trochę tym zakłopotana, bo nie nadążamy z czytaniem (za co jeszcze raz wszystkich przepraszam!). Praktycznie codziennie przychodzi po kilka propozycji jedynie od polskich autorów, i debiutantów, i uznanych nazwisk, nie licząc propozycji zachodnich. Jesteśmy jednym z tych wydawnictw, które bardzo mocno i świadomie postawiły na polskich autorów, by wymienić tu tak znakomite nazwiska już przez nas wydane, jak Ewa Ostrowska, Adam Zalewski, Jacek Skowroński, Łukasz Śmigiel, Katarzyna Rogińska czy inni. Jedni mają już większy dorobek, inni choć młodsi, szybko przebijają się ze swoją twórczością. Uważam, że nie mają się czego wstydzić, bo piszą książki na poziomie światowym, piszą z pasją, wyobraźnią, doskonale warsztatowo. Ale trzeba bardzo mocno tym autorom pomagać, bo jeszcze nie wszyscy czytelnicy odkryli wartość polskiej literatury. To zadanie też dla Państwa.

I. G.-B.: Staramy się, jak możemy. Zresztą, wymieniając niektóre spośród dzieci Oficynki, patronujemy „Efemerydzie” Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza, „Kamuflażowi” Ewy Ostrowskiej, i „Mordercom” Łukasza Śmigla… Recenzujemy, przeprowadzamy wywiady. Ale, żeby grono polskich twórców jak najbardziej się rozrastało, może Pani coś zasugerować młodym pisarzom, którzy chcieliby zadebiutować?

J. Ś.: Przede wszystkim proszę dużo czytać. Literatura żywi się literaturą. Ale też patrzeć i obserwować: ludzi, zdarzenia, wszędzie szukać inspiracji, także warsztatowej, bo dobry pomysł to nie wszystko. Kiedy zaś już powstanie tekst uznany przez autora za skończony, należy go dać własnym recenzentom, by książkę przeczytali i ocenili, zanim się ją wyśle do jakiegokolwiek wydawnictwa. Potem dokładnie sprawdzić, gdzie się powinno taką książkę posłać. Wydawnictwa mają swoje specjalizacje. No i odpowiednio sformułować propozycję wydawniczą… Można też spróbować poszukać dla niej agenta, u nas to jeszcze rzadkie, ale to dobry kierunek.

I. G.-B.: A tak prywatnie, niezawodowo, jakie książki lubi Pani najbardziej? Jakich autorów?

J. Ś.: Teraz to wkroczyłyśmy w temat-rzekę, bo o ważnych dla mnie książkach to ja mogę na okrągło. Czytam praktycznie cały czas, od dzieciństwa, i w gruncie rzeczy wszystko. Oczywiście, najbardziej lubię swoich autorów. Na przykład Marka Adamkowicza, młodego autora z Gdańska, który u nas wydał swój debiutancki zbiór opowiadań „Szepty” – proza delikatna, smutna, pełna historycznych odniesień, niezwykła. Mam nadzieję, że Marek pisze już kolejną książkę. Większość naszej oferty mieści się w zakresie literatury rozrywkowej: to kryminał, literatura sensacyjna, thriller, powieści grozy i teksty popularnonaukowe o popkulturze. Kryminały czytam od dziecka, najbliższe mi są te klasyczne, jak A. Christie, R. Chandler itp., dlatego też staram się znaleźć równie ciekawe propozycje dla nas tego typu: taki jest na przykład detektyw Murdoch kanadyjskiej pisarki Maureen Jennings (wiele osób jeśli jeszcze nie czytało naszych wydanych dwóch pierwszych tomów, to widziało na pewno serial oparty na tych powieściach, emitowany przez Ale Kino! Polecam zresztą najnowszy sezon, który właśnie się rozpoczął). Uwielbiam też thrillery, zwłaszcza psychologiczne. Ukazuje się ich w Polsce naprawdę wiele i są to świetne książki.

Jeśli chodzi o literaturę niekryminalną (bo wbrew pozorom nie myślę o zbrodni dniami i nocami), to chętnie polecę na początek ze współczesnej literatury J. C. Somozę (genialny autor!), Carmen Posadas, Elizeo Alberto czy Rosę Montero (wszystko to książki Muzy), A. Byatt, H. Murakamiego lub K. Ishiguro. Dobrym sposobem na wyszukanie własnej drogi poprzez literaturę współczesną jest wertowanie „Literatury na Świecie”.

A już z zupełnie innej dziedziny, to zawsze zachęcam do czytania serii „plus minus nieskończoność”, czyli PIW-owskiego cyklu popularyzującego naukę, jest też sporo naprawdę interesujących naukowych i popularnonaukowych książek psychologicznych i antropologicznych (z tych ostatnich zachęcam na przykład do lektury takich polskich badaczy, jak Wojciech Burszta, Mariusz Czubaj, Joanna Tokarska-Bakir).

Bardzo też lubię czytywać teksty o tekstach, o tym jak się pisze, czyta, tworzy. Do moich ukochanych autorów tego typu należy Roland Barthes, w Polsce oczywiście Michał P. Markowski, Ryszard Nycz, Jan Tomkowski czy Ryszard Przybylski.

Mam tak dalej?

I. G.-B.: Znam ten ból. No to z innej beczki, czy sama Pani czasami pisuje? Poezję, prozę?

J. Ś.: Piszę też oczywiście wiele, ale nie jest to literatura piękna. Kiedyś zajmowałam się historią i teorią literatury, dziś bardziej pisaniem recenzji i krytyką literacką. A najczęściej zajmuję się pisaniem e-maili. To bardzo twórcza i czasochłonna dziedzina sztuki. Oddaję się jej całym sercem…

I. G.-B.: O tempora… Myślę, że na czasie byłoby pytanie o zmianę stawki VAT na książki. Została odebrana jako groźba dla rynku wydawniczego, a jak to się przedstawia w Pani opinii: jest to zło konieczne, dające się przetrawić czy faktycznie miecz Damoklesa?

J. Ś.: Cóż, na pewno sam sposób wprowadzenia tej zmiany spowodował wiele negatywnych konsekwencji, właściwie jeszcze tak dokładnie nie wiemy, jak dużych, ale moje zastrzeżenia budzi jedynie ów sposób i to, że różne typy książek są objęte innym VAT-em, bo to niepotrzebne zamieszanie, książka to książka, bez względu na to, czy jest e-bookiem, audiobookiem czy tradycyjnym wydaniem. Sama idea zaś owatowania książek jest słuszna i na pewno wyreguluje rynek, z czasem na pewno też ułatwi pewne sprawy. Przetrwamy to, choć że nie będzie łatwo, wiadomo już dziś.

I. G.-B.: Trzymamy kciuki! Zatem… jakie niespodzianki szykuje dla Czytelników Oficynka na sezon wiosenno-letni?

J. Ś.: W najbliższym czasie ukaże się „Wieża Sokoła” Katarzyny Rogińskiej. Thriller o naiwności dziewczęcej, psychopatycznych i zwyrodniałych umysłach i o pewnej specyficznej psycholożce. Rzecz dzieje się częściowo w Grecji, a częściowo w Gdańsku. Więcej nie zdradzę. Poza tym czeka nas kolejna odsłona przygód kawalera Riziero („Niewidzialne kolegium” Fabrizio Battistellego) oraz pierwsza część serii kryminałów z piękną i inteligentną Tanią Sadownikową w roli głównej, autorstwa rosyjskich pisarzy Anny i Siergieja Litwinowych. Naprawdę fantastyczne rosyjskie kryminały z duszą! Potem zaś zwiedzimy kryminalno-barokowy Gdańsk, oprowadzani po nim przez Piotra Rowickiego, autora „Fatum”. Pojawi się też pewien pies detektyw w kryminale Izy Szolc i bardzo interesujący komisarz w powieści Pawła Pollaka… A potem to już będzie jesień i mnóstwo innych fantastycznych niespodzianek.

I. G.-B.: Już nie mogę się doczekać i myślę, że nasi Czytelnicy również. Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s