Reflektorem w mrok. Odsłona numer siedem. Detektywi w służbie estetyzmu (2/2).

Lada chwila Qfant opublikuje nasz ósmy artykuł z serii Reflektorem w mrok, a my tymczasem, nie czekając i nie poganiając, spokojnie publikujemy odsłonę siódmą. Dziś zapraszamy Was do lektury drugiej i ostatniej części felietonu podwójnego pod tytułem Detektywi w służbie estetyzmu. Niniejszy odcinek dostępny jest także na stronach QfantaTUTAJ.

Zapraszamy!

Detektywi w służbie estetyzmu (2/2)

Co ma wspólnego Poirot z artystą? Od czegóż by tu zacząć? Przede wszystkim jest niezmiernie ekscentryczny, co odzwierciedla choćby jego wygląd (nieśmiertelne wąsy!) i strój. Herkules jest przekonany, że zawsze wygląda nieskazitelnie i elegancko. I, rzeczywiście, co poniektórzy zdają się doceniać aparycję detektywa: Doktor Burton obrzucił wzrokiem Herkulesa Poirot, małą schludną postać odzianą w sztuczkowe spodnie, nienaganny czarny żakiet i starannie zawiązany krawat[1].

Są jednak i tacy, których na pierwszy rzut oka śmieszy: Gdy go zobaczyłam, miałam ochotę parsknąć śmiechem. Każdy chyba tak reagował. Wyglądał jak ktoś ze sceny lub filmu. (…) Wyglądał jak fryzjer w jakiejś farsie[2].

Sam zainteresowany dokłada wszelkich starań, by prezentować się jak – w każdym razie jego zdaniem – należy. Ponieważ jest Belgiem mieszkającym pośród Anglików, moda, której hołduje, nieco różni się od tej okolicznej: Herkules Poirot strzepnął z buta ostatni pyłek. Przed wyjściem na proszony obiad starannie wybrał ubranie. Był z siebie zadowolony. Dobrze wiedział, co się nosi w niedzielę na angielskiej wsi, ale nie zamierzał ulegać tutejszym zwyczajom. Wolał trzymać się swoich zasad. Nie jest Anglikiem. Jest Herkulesem Poirot![3]

Swoją skrupulatnością w doborze stroju przypomina… dandysa. Nie podąża, co prawda, ślepo za ostatnim krzykiem mody. Jego ubranie nie jest także wyrazem wyznawanej życiowej filozofii czy buntu wobec obowiązujących norm społecznych. Z pewnością jednak jest efektem pewnej pozy czy nawet ostentacji. Poirot wie lepiej, jak powinno się wyglądać i tak też czyni! Jak – nie przymierzając – Oskar Wilde, król pośród dandysów, tak i nasz detektyw bezapelacyjnie wyróżnia się spośród tłumu (nie tylko zresztą niebanalnym wyglądem, ale i eleganckimi manierami). Na pewno mu to nie przeszkadza (gdyby miał z tego powodu jakieś kompleksy, pewnie spróbowałby się dopasować). Może wręcz to lubi?

Pragnienie estetyzmu wyraża się u niego między innymi zamiłowaniem – dodajmy, dość skrzywionym – do symetrii. Wszystkie sprzęty muszą być ustawione proporcjonalnie, w przeznaczonym dla nich miejscu. Ale to jeszcze nic niezwykłego! Najgorsze jest to, że Poirot chciałby zarazić swym punktem widzenia innych, dla przykładu ingerując w fryzurę Hastingsa: Twoje włosy, Hastings! Gdybyś chciał mnie posłuchać i zrobić sobie przedziałek, na środku, zamiast z boku. Wyglądałbyś zupełnie inaczej, symetrycznej. A te twoje wąsy! Jeżeli już musisz mieć wąsy, to zapuść prawdziwe, sumiaste, takie jak ja[4].

Hastings, jak stwierdza, aż zadrżał na samą myśl o czymś podobnym[5]…

Ponadto Herkules uwielbia piękne przedmioty, takie jak egzotyczny szlafrok z jedwabiu w trójkąty i kwadraty[6]. Kocha dobrze zjeść, wypić – na przykład czekoladę, krem kawowy czy herbatę z rumianku – czy zapalić. W każdej z tych dziedzin jest niekłamanym znawcą i smakoszem. Umiejętności cieszenia się drobiazgami, celebracji życia, możemy mu tylko pozazdrościć!

Równie wielkim dziwakiem jak Poirot jest Nero Wolfe. Wielkim w dosłownym tego słowa znaczeniu. O jego zamiłowaniu do orchidei już pisałam. Równie pochłaniającą go pasją jest… jedzenie, jedna z najużyteczniejszych i bez wątpienia najprzyjemniejszych dziedzin sztuki. Tym bardziej, że jedzenie nie byle jakie! Wolfe lubi zjeść dobrze – jednocześnie dużo, ale najważniejsze, by potrawy były wyszukane, miały nieziemski smak. Detektyw rozkoszuje się ich degustowaniem w gronie mieszkających z nim pracowników, którzy mają obowiązek być na wspólnym posiłku, a równocześnie – podczas pałaszowania – zakaz rozmawiania o pracy.

Idealne przepisy Fritz – kucharz Wolfe’a i prawdziwy artysta patelni – dopracowuje latami, tak by wszystko, co spożywają domownicy, smakowało perfekcyjnie. I zapiekanka z sosem ze szczypiorku, trybuli i szalotek, i nadziewane małże, i kaczka pieczona w jabłeczniku z sosem hiszpańskim, i ikra z parposza szpikowana wieprzowiną, zapiekana w śmietanie z dodatkiem ziół… Mniam!!!

Dla Nero Wolfe’a jedzenie jest nie tyko rozkoszą dla podniebienia. Jest o wiele ważniejsze! Wiąże się z nim nawet pewna… filozofia: Przy obiedzie, między kęsami przyprawionych na ostro grillowanych cynaderek jagnięcych w sosie, które wymyślili obaj z Fritzem, wytłumaczył mi [Wolfe – przyp. I. G.-B.], dlaczego to, co ludzie jedzą, jest jedyną rzeczą, jaką warto wiedzieć o danym społeczeństwie. Jeżeli wiesz, co jedzą, możesz wydedukować wszystko – jaką mieli kulturę, filozofię, moralność, politykę. Wszystko. Spodobała mi się ta teoria, ponieważ cynaderki były kruche i smaczne, a sos jednym z lepszych, jakie Fritz przyrządzał. Zastanawiałem się jednak, do jakiego wniosku można dojść na temat Wolfe’a, wiedząc, co jadł przez ostatnie dziesięć lat. Chyba do takiego, że nie żyje[7].

Wolfe uważa się za artystę, a także dziwaka i dokłada wszelkich starań, by utrzymać status quo. Jak zauważa Tomasz Fiałkowski: Storczyki, wyrafinowana kuchnia – ów Amerykanin o czarnogórskich korzeniach jest niewątpliwie jeśli nie cielesnym, to duchowym potomkiem Holmesa i innych detektywów-ekscentryków epoki dekadentyzmu. Swój wizerunek starannie zresztą pielęgnuje „Czy muszę ci powtarzać kolejny raz, że jestem artystą?” – mówi z wyrzutem do Archiego. I tak tłumaczy, dlaczego nie zejdzie przed ustalonym czasem na ważne spotkanie z prokuratorem: „Wiem, na czym polega istota ekscentryzmu. Wszelkie mozolne wysiłki, by zasłużyć sobie na opinię dziwaka, legną w gruzach, gdy na byle gwizdnięcie będę gotowy zmienić swe zasady i postępować jak pierwszy lepszy”[8].

Grunt to samoświadomość!

Pisząc o artystycznej duszy naszych detektywów, chodziło mi o ich afirmację życia, dbałość o – dla wielu – nieistotne drobiazgi, estetyzm, ekscentryczność. O to, co cechowało dandysów, dekadentów, artystów przełomu wieków. Jak to dobrze, że Holmes, Poirot czy Wolfe nie odziedziczyli po nich innych cech: znudzenia życiem, bierności czy pesymizmu…

Za dwa tygodnie kilka słów o nieco innych detektywach, detektywach… z odzysku.

[1] A. Christie, Dwanaście prac Herkulesa, przeł. G. Jesionek, Wrocław 2009, s. 6.
[2] A. Christie, Morderstwo w Mezopotamii, przeł. J. Zakrzewski, E. Krasnodębska, Warszawa 1997, s. 89.
[3] A. Christie, Niedziela na wsi, przeł. J. Bartosik, Warszawa 1997, s. 86.
[4] A. Christie, Samotny Dom, przeł. M. Michałowska, Warszawa 1997, s. 56.
[5] Loc. cit.
[6] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,8725319,Pierwsze_i_ostatnie_znikniecie_Agathy_Ch_.html?as=2&startsz=x.
[7] R. Stout, Ostateczne rozliczenie, przeł. A. Dwilewicz, Wrocław 2011, s. 60.
[8] http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/1331-sledztwa-rudego-kota-monstrum-z-czarnogory.html.

Advertisements

2 thoughts on “Reflektorem w mrok. Odsłona numer siedem. Detektywi w służbie estetyzmu (2/2).

  1. Rozumiem, że Wolfe jest Europejczykiem? Istnieje wielka przepaść w podejściu do artyzmu między Europejczykami a detektywami amerykańskimi, jak sądzę. Etos europejski w USA nie działa tak dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s