Felieton: alfabet kryminalny. Część czwarta – „D”

„D” to litera szczególna. Groźna. Podstępna. Jakżeby można się obyć zatem bez niej w naszym alfabecie kryminalny? Nie można!

D” jak DETEKTYW 😉

DETEKTYW

Powieści kryminalnej bez tego, kto próbuje rozwikłać kryminalną zagadkę – innymi słowy detektywa – nie sposób sobie wyobrazić, prawda? Bez względu na to, czy jest to ktoś, kto prowadzeniem śledztw zajmuje się fachowo, czy może kompletny amator, który na miejscu zbrodni znalazł się zupełnym przypadkiem. Tak więc w kryminałach możemy spotkać zarówno kogoś pokroju Sherlocka Holmesa, profesjonalnego detektywa znającego wszystkie sztuczki i tajniki fachu (przebieranki, oglądanie śladów odcisków butów czy wyciąganie wniosków na podstawie znalezionych petów itd.), jak i kogoś w typie panny Marple, nieco wścibskiej staruszki, która do właściwych wniosków dochodzi intuicyjnie, posiłkując się znajomością ludzkich charakterów i życiowym doświadczeniem.

Przegląd najpopularniejszych detektywów wskazuje na to, że zazwyczaj mamy do czynienia z ekscentrykami i samotnikami. Każdy z nich musi mieć jednak swojego Watsona, pomocnika i przyjaciela o wiele mniej błyskotliwego, inteligentnego i genialnego niż główny bohater. Kompozycyjnie rzecz biorąc, komuś przecież detektyw musi przedstawiać swoje wnioski i omawiać poszczególne fakty, czyż nie?

Postać detektywa jawi się często jako istny ideał. By zatem trochę ją urealnić, a do tego sprawić, aby była bliższa nie takiemu znowu perfekcyjnemu czytelnikowi, pisarze nadają im małe wady lub zbogacają o mniej lub bardziej szkodliwe nawyki. Holmes dla wyrwania się z nudy wstrzykuje sobie wyskokowe specyfiki; Poirot jest zarozumiały; Marlowe lubi wysokoprocentowe alkohole i długonogie przedstawicielki płci piękniejszej.

Największym nałogiem detektywów zdaje się być jednak… praca. Jest ona ich pasją, ale i sensem życia. Dlatego też kiedy osiągają już pewien średnio przyjemny wiek okołoemerytalny, na siłę szukają jakiegoś zajęcia. Herkules, dla przykładu, po nieudanej próbie zajęcia się uprawą dyń, zajmuje się rozgryzaniem niewyjaśnionych historii. Innymi słowy, na siłę szuka problemu: Rzecz polega na tym, żeby problem istniał. Nie chcę ćwiczyć mięśni, tylko komórki mózgowe. (…) Niestety problemy, mon cher, nie zjawiają się łatwo1. Hmmm, a wydawałoby się, że w prawdziwym życiu jest inaczej…

1 A. Christie, Przyjdź i zgiń, przeł. K. Bockenheim, Wrocław 2011, s. 129.

Advertisements

2 thoughts on “Felieton: alfabet kryminalny. Część czwarta – „D”

  1. Idzie na łatwiznę albo nie lubi dyń… W kazdym razie serial o uprawie dyń byłby zdecydowanie mniej ciekawy. Osobiście wole pannę Marple, ale Herkulesa też chętnie oglądam. Natomiast nowy Sherlock jest beznadziejny. Głównie krzyczy i jest jakby… mało rozgarnięty? Miłego dnia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s