Reflektorem w mrok. Z jednego kotła, czyli felieton czwarty.

20 kwietnia na Qfancie ukazał się czwarty felieton z kryminalnej serii Reflektorem w mrok. Dostępny jest tutaj, oraz oczywiście… poniżej ;-). Ci z Was, którzy jeszcze się nie zapoznali z nowym odcinkiem morderczych rozważań, proszeni są o prędkie nadrobienie zaległości. Nie straszymy, bo i po co… buahahaha 😉

Miłej lektury.

Podobno wszystko już było, a każdy kolejny twór ludzkiego umysłu jest zbudowany na barkach poprzednika. Bywa, że takie continuum jest przypadkowe, czasami jednak ma charakter jak najbardziej celowy. Fascynującym zagadnieniem jest, dla przykładu, relacja pomiędzy literackimi pierwowzorami a ich – również książkowymi – następcami. Z jednej strony niewielu bibliofilów odmówi sobie przyjemności zestawiania bohaterów, zastanawiania się nad łączącymi ich podobieństwami i zależnościami, podążania śladami pozostawionymi przez twórców specjalnie dla nas, cierpliwych i wścibskich czytelników. Wyszukiwanie takich kontekstów intertekstualnych to naprawdę wspaniała zabawa… nawet dla samej zabawy. Z drugiej strony wyśledzenie inspiracji może ujawnić prawdę ważną choćby dla wielbicieli danego pisarza czy pisarki, nie mówiąc już o badaczach ich życia i twórczości: Co dany twórca czytywał? Jakie książki lubił? Które odcisnęły piętno na jego wyobraźni? Innymi słowy, jakie lektury wpłynęły na to, że pisze tak, a nie inaczej.

Ten drugi aspekt wyjdzie przy okazji. Mnie zdecydowanie bardziej interesuje pierwszy, rozrywkowy. Chciałabym wskazać bohaterów, którzy nie byliby sobą bez… innego powieściowego bohatera. Nie chodzi mi bynajmniej o zarzucanie im niesamodzielności czy braku oryginalności. Wprost przeciwnie. Bowiem literatura to pojemny kocioł, z którego autorzy czerpią pomysły i sprawdzone rozwiązania. Nawet jeśli nie konstruują tworów podobnych, lecz przeciwne albo bardziej złożone.

Szczególnie liczna okazuje się rodzina… Sherlocka Holmesa – w końcu „z niego wszyscy”. Nawet Herkules Poirot – nietuzinkowy i uwielbiany przez rzesze czytelników papierowy syn Agaty Christie – był w prostej linii jego potomkiem[1]. Na egzystencję Małego Belga wpływ – mniejszy! – miało także dwóch innych herosów: Hercules Popeau (z powieści Marie Belloc Lowndes) oraz Monsieur Poiret (stworzony przez Franka Howerla Evansa)[2]. Mniejszy, bo… łatwo się domyślić, co detektyw im zawdzięczał.

Pamiętacie Świętego, Simona Templara? Trudno sprzed powiek odegnać w tym momencie twarz Rogera Moore’a, prawda? A jednak zanim aktor obdarzył go swoim fizis, Templar żył na kartach książek Brytyjczyka Leslie’go Charterisa. Urodził się w 1928 roku. Duży udział w jego poczęciu miał inny na poły fikcyjny osobnik… Robin Hood[3]. Tak jak słynny banita z Locksley zabierał bogatym, by dawać biednym, Święty chętnie karał wszelkich oszustów i skorumpowanych polityków. Cel jego zdaniem uświęcał środki, dlatego zwykle działał poza prawem. I choć był właściwie przestępcą – podobnie jak jego „protoplasta” – nieco lepiej dogadywał się z lokalnymi władzami niż Robin. Choć to pewnie głównie dzięki temu, że wyręczał je w tropieniu rzezimieszków, których często podawał rządzącym na tacy…

I Robin Hood, i Simon Templar cieszyli się szacunkiem swych współpracowników, drobnych złodziei. Potrafili odróżnić nieszkodliwych „łamaczy” prawa od prawdziwie groźnych i amoralnych złoczyńców. To z tymi drugimi – jako ucieleśnieniem zła – walczyli bezkompromisowo. Między innymi temu zresztą (a także inicjałom) zawdzięczał Simon swój religijny pseudonim. A co do różnic… hm, jeśli przypomnimy sobie elegancję stroju S. T. oraz luksusowy sportowy samochód, którym jeździł, sprawa okaże się oczywista. Ale cóż, prawdziwy Święty może być tylko jeden.

Nero Wolfe wyszedł spod pióra Rexa Stouta jedynie sześć lat później niż Simon Templar, stworzony przez Leslie’go Charterisa, a mianowicie w 1934 roku. Nero jest postacią szczególną, a to głównie za sprawą specyficznego podejścia do pracy. Innymi słowy, jest chyba najbardziej leniwym detektywem wszechczasów. Nie robi nic ponad to, co konieczne. Uwielbia jeść (co po nim widać…), opiekować się swoimi storczykami (kilka godzin dziennie, codziennie), czytać. Prawie nigdy nie wychodzi z domu – w którym jednocześnie zorganizował sobie biuro – a to dzięki temu, że opłaca cały sztab ludzi, gotowych na każde jego skinienie ruszyć w drogę i zdobyć niezbędne do rozwiązania zagadki informacje.

Jego lenistwo, jak słusznie zauważył Tomasz Fijałkowski[4], pozwala określić go mianem syna Mycrofta, brata Sherlocka Holmesa. Mycroft byłby zdaniem Holmesa detektywem idealnym (Sherlockowi zdarza się zresztą zwracać do niego z prośbą o pomoc), gdyby tylko zechciał się ruszyć (Gdyby praca detektywa ograniczała się do rozumowania, kiedy się siedzi w fotelu, mój brat byłby największym postrachem zbrodniarzy, jaki kiedykolwiek żył na ziemi. Lecz jest on pozbawiony ambicji i energii[5]) i zaangażować w sprawę. A że mu się jednak nie chce, w kwestiach kryminalnych pozostaje w cieniu sławnego brata. I w tym ewidentnie Wolfe jest lepszy od Mycrofta: mimo że pozwala sobie na nieróbstwo, w niczyim cieniu i tak nie udałoby mu się znaleźć. Nie pozwoliłyby mu na to ani umiejętności, ani… monstrualna tusza.

Idąc dalej, warto zauważyć, że także Nero Wolfe, na co wskazują autorzy „Krwawej setki”, odegrał ważną rolę w historii kryminału. Rys tej postaci znajdziemy u Lincolna Rhyme’a – unieruchomionego na wózku inwalidzkim bohatera powieści Jeffery’ego Deavera[6]. W ten oto sposób zrobiliśmy całkiem niezłe koło. I jak tu nie wierzyć w twórczą moc lenistwa?

Za dwa tygodnie ciąg dalszy brania pod lupę wielkich i małych detektywów. Tym razem zajmiemy się ich hobby. Będzie o dyniach, orchideach i drutach…

[1] Pisałam już o tym w: http://www.qfant.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=2856:iza-grzelak-barczewska-znany-detektyw-syn-znanego-detektywa.

[2] http://www.alekino.pl/program/?full/poirot-pani-mcginty-nie-zyje_32128.

[3] http://pl.wikipedia.org/wiki/Simon_Templar.

[4] http://www.dwutygodnik.com.pl/artykul/1331-sledztwa-rudego-kota-monstrum-z-czarnogory.html.

[5] A. Conan Doyle, Pamiętniki Sherlocka Holmesa, przeł. B. Madejski, Wrocław 2010, s. 163.

[6] W. J. Bursza, M. Czubaj, Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych, Warszawa 2007, s. 62.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s