Felieton: alfabet kryminalny. Część druga – „B”

Jak to zwykle się dzieje, po „a” przychodzi pora na „b„. Wyjątki od tej reguły znaleźć można na ulicy Wiejskiej, ale przecież nie o tym mowa… 😉

B” jak BOHATEROWIE

BOHATEROWIE

Na bohaterów powieści kryminalnej składa się cała galeria różnorakich indywiduów. W kryminale musi się pojawić przecież detektyw (amator lub profesjonalista; w każdym razie ktoś, komu będzie zależało na rozwiązaniu zagadki i komu – ostatecznie! – uda się to zrobić) oraz jakiś przedstawiciel (najczęściej więcej niż jeden…) policji lub wywiadu (choć to bardziej domena thrillerów). Do tego ofiara (koniecznie!!!) i jej rodzina. Następnie podejrzani – ewidentnie najliczniejsza grupa w obrębie postaci. Zbiór podejrzanych z grupą rodziny może się, rzecz jasna, zazębiać, a nawet pokrywać. Dobrze by także było, żeby główny bohater, a więc – uznajmy dla uproszczenia – detektyw, miał zaplecze, które zapewni mu moralne wsparcie w ciężkich chwilach: rodzinę, przyjaciół, ukochaną lub / i wierną asystentkę.

Czy o kimś zapomniałam? Hmmm… jasne! Musi być przecież i morderca – warunek sine qua non każdego kryminału. No cóż… morderca rzadko kiedy wysuwa się na pierwszy plan. Najczęściej przez całą powieść pozostaje niemalże niewidoczny, by wyłonić się i ukazać czytelnikom w decydującym momencie. Oczywiście, zdarzają się wyjątki. Zabójca może brać czynny udział w śledztwie tak, by po pierwsze, trzymać rękę na pulsie, po drugie, by było go widać (wtedy jest to forma kamuflażu, która ma sprawić, że nie wzbudzi żadnych podejrzeń) – dzieje się tak, między innymi, w „A.B.C.” Agaty Christie. Czasami także – zwłaszcza w literaturze współczesnej, na pograniczu thrillera – mordercę poznajemy… zakuluarowo, czytając jego dziennik („Syreni śpiew” Val McDermid) lub – nader często… – po prostu obserwując jego poczynania, opisywane naprzemiennie ze śledztwem (z książek, które akurat czytam, „Gra diabła” Steve’a Mosby’ego).

Czy w jakimś innym powieściowym gatunku czytelnik może mieć aż taką pewność co do bohaterów, którzy się pojawią?

W kryminałach trudno zresztą mówić o psychologizmie… Liczą się bowiem nie postaci (z wyjątkiem jednej: detektywa, ale i to przecież nie zawsze…), a zagadka, intelektualna rozgrywka, którą mamy możliwość rozwiązać, dreszczyk, który wtedy odczuwamy. Dlatego herosi i heroiny powieści kryminalnych nie są pełnokrwiści, trójwymiarowi – to jedynie typy.

Świetnie wiedziała o tym Christie i nie zamierzała tego ukrywać. Jej panna Marple każdą nowo poznaną osobę przyrównuje do innej, znanej z przeszłości. Jak mówi w „Trzynastu zagadkach”: „To dziwne, ale można wyraźnie zauważyć, jak poszczególne typy ludzkie zawsze postępują w ten sam sposób”1. Nic dodać, nic ująć!

Advertisements