Reflektorem w mrok. Co się komu w duszy gra. Trzeci felieton poświęcony literaturze kryminalnej.

Jedziemy z tym krwawym koksem 😉

Co się komu w duszy gra to trzecia odsłona naszej serii felietonów kryminalnych. Dwa tygodnie temu odcinek ten ukazał się na Qfancie i oczywiście nadal jest tam dostępny do lektury -> TUTAJ.

Zachęcamy do lektury zarówno w Magazynie, jak i na naszym blogu. Miłego czytania!

Rzadko się zdarza, by postać literacka była – wypisz, wymaluj – odzwierciedleniem kogoś prawdziwego, realnie istniejącego. Podobnie jest z detektywami: nie bywają portretami żyjących ludzi. Ale przecież pisarz funkcjonuje w jakimś środowisku, obserwuje otaczające go osoby. To naturalne, że wykorzystuje pewne cechy, które poruszają go u innych (zachwycają, przerażają itp.), tworząc swojego bohatera. Czasem mogą to być drobnostki, innym razem niemal szkielet, kręgosłup postaci. Oczywiście, im więcej zapożyczonych elementów, tym łatwiej ów pierwowzór rozpoznać. Nie, żeby pisarze jakoś specjalnie kryli się ze swoimi inspiracjami.

Na przykład Agatha Christie otwarcie przyznawała, że pomysł na postać panny Marple zrodził się w jej głowie dzięki… ukochanej babci. Staruszka, nie dość że zmuszona podczas wojny do przeprowadzki, to jeszcze tracąca wzrok i siły, uwielbiała, gdy rodzina czytała jej z gazet artykuły o najokropniejszych zbrodniach. Jak tłumaczyła Christie, potrzebowała czegoś, co przerwałoby monotonię dnia codziennego: jakiś dramat, jakieś straszne wydarzenia, które być może rozegrały się w pobliżu, a jej samej niczym nie groziły. (…) Nie miała teraz w swoim życiu żadnych podniet prócz okropności, o których rozpisywały się gazety[1].

Jak panna Marple – zapewne w podobnym stanie ducha – chętnie słuchała ploteczek i rozwiązywała kryminalne zagadki, tak „cioci-babci”, jak ją nazywała Agatha, wydawało się, że ktoś chce ją otruć, okraść lub przynajmniej podsłuchać. Wszystko to jednak, tak przynajmniej tłumaczyła wnuczka, z nudów, a nie manii prześladowczej. Wykreowana później przez Christie panna Marple „pożyczyła” sobie jeszcze od poczciwej starowinki upodobanie do dziergania oraz, niestety, problemy ze wzrokiem. Cóż, starość nie radość.

Rozpoczęłam felieton od przybliżenia postaci kobiet (autorki i bohaterki), a teraz podejdę do tematu chronologicznie. Zatem… Holmes. Główny wzór dla Sherlocka stanowił dr Joseph Bell, wykładowca medycyny na uniwersytecie w Edynburgu, z którym Conan Doyle miał zajęcia jako nastolatek. Potwierdzeniem może być fakt zadedykowania doktorowi „Przygód Sherlocka Holmesa”[2]. Po Bellu słynny detektyw odziedziczył przede wszystkim zdolność dedukcji. Bell zadziwiał studentów swoją umiejętnością obserwacji[3]. Podobno widząc pacjenta, potrafił postawić diagnozę, zanim jeszcze usłyszał symptomy. Umiał także określić zawód chorego[4]. W tym celu obserwował sposób poruszania się, szukał ewentualnych tatuaży, wsłuchiwał się w akcent i sposób wypowiadania się, oglądał dłonie w poszukiwaniu stwardnień i zgrubień[5].

Świadkiem jednego z takich przypadków był sir Artur. Wykładowca orzekł, że badany został ostatnio zwolniony ze służby podoficerskiej i służył uprzednio w szkockim pułku stacjonującym na Barbadosie: Widzicie, panowie, ten mężczyzna był człowiekiem pełnym szacunku, ale nie zdjął kapelusza. Nie robią tego w wojsku, ale nauczyłby się cywilnych zwyczajów, gdyby wcześniej został zwolniony. Miał władczą postawę i najwyraźniej był Szkotem. Jeśli chodzi o Barbados, choruje on na słoniowatość (elephantiasis), która jest zachodnio-indyjska, a nie brytyjska[6].

Skąd my to znamy…

Także z wyglądu Bell miał przypominać Holmesa: szczupły, ciemny, o przenikliwych szarych oczach i wąskim, orlim nosie[7]. Z kolei imię miał detektyw zawdzięczać znajomemu, z którym Conan Doyle grał w krykieta, a nazwisko – amerykańskiemu prawnikowi Oliverowi Wendellowi Holmesowi[8] (lub jego ojcu, pisarzowi Oliverowi Wendellowi Holmesowi[9]; choć biorąc pod uwagę lata życia, pierwsza opcja wydaje się bardziej prawdopodobna: Conan Doyle’a, mimo że był o osiemnaście lat młodszy, można zaliczyć do tego samego pokolenia co Olivera Wendella Holmesa Jr.).

Może nie tak bardzo znany jak Holmes, ale niewiele mniej, Charlie Chan, postać stworzona przez Earla Derra Biggersa, również posiadał swój pierwowzór – był nim oficer (a później detektyw) policji w Honolulu, Chang Apana. Miałoby ich łączyć chińskie pochodzenie, podobny wiek, córka o imieniu Rose oraz to, że kiedyś mieszkali w Punchbowl, dzielnicy Honolulu. Biggers przeczytał podobno o wyczynach Apany w prasie i to nasunęło mu pomysł na powieść. Dopiero po ukazaniu się pięciu kryminałów z Chanem pisarz zdradził w liście do pisma „Honolulu Advertiser”, że tworząc Charliego, zainspirował się osobą Changa. Gdyby jednak dać wiarę żonie Biggersa, autor miałby sportretować samego siebie w swoich powieściach (wskazywałaby na to zbieżność wyglądu i cech charakteru)[10].

I jeszcze jeden przykład, również chiński. Nieco mniej popularny od Chana sędzia Di, bohater kryminałów Roberta Hansa van Gulika. Gulik, człowiek renesansu (sinolog, dyplomata, pisarz, malarz, kaligraf i twórca komiksów na motywach własnych kryminałów), wymyślając Di (z przeznaczeniem dla czytelnika azjatyckiego), nadał mu rysy Di Renijego, urzędnika żyjącego w czasach dynastii Tang[11]. Opowieści o sprawach i uczynkach legendarnego sędziego zostały już spisane w czasach dynastii Ming. Holender podjął się jednak odbrązowienia tej postaci: nadal mu bardziej ludzkie oblicze (pozwalając popełniać błędy) i pozbawił możliwości korzystania z nadprzyrodzonych wskazówek (którymi to, według podań, miał się posiłkować)[12].

Przykładów podobnych portretów w literaturze kryminalnej znalazłoby się więcej: zarówno wśród członków rodziny pisarzy, jak i pośród postaci publicznych i historycznych. Przedstawiłam – subiektywnie – te, które wydały mi się najciekawsze: dwie postaci z tych najbardziej znanych, a dwie… z nieco mniej, jak mniemam.

Inspiracji przy kreowaniu bohaterów autorzy szukają nie tylko w realnie istniejących osobach. Równie często (a może nawet częściej?) posiłkują się ulubionymi(?) postaciami literackimi. Kilka takich przypadków poznacie już za dwa tygodnie.

[1] A. Christie, Autobiografia, przeł. M. Konikowska, T. Lechowska, Wrocław 2010, s. 222.
[2] http://www.amercom.com.pl/strony.php?kod=ksh (19 III 2011).
[3] http://www.diogenes-club.com/joebell.htm (21 III 2011).
[4] http://www.icons.org.uk/theicons/collection/sherlock-holmes/biography/the-model-for-sherlock-holmes (21 III 2011).
[5] http://www.siracd.com/work_bell.shtml (21 III 2011).
[6] Tamże.
[7] http://www.diogenes-club.com/joebell.htm (21 III 2011).
[8] http://www.amercom.com.pl/strony.php?kod=ksh (19 III 2011).
[9] http://www.portalkryminalny.pl/content/view/300/1/ ((21 III 2011).
[10] http://chang-apana.co.tv/ (19 III 2011).
[11] http://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_van_Gulik (20 III 2011).
[12] http://pl.wikipedia.org/wiki/Di_Renjie (21 III 2011).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s