Felieton: Świat bez symetrii

Dzisiaj politycznie, ale i historycznie. Zapraszamy do przeczytania naszego felietonu pod tytułem Świat bez symetrii: czas partyzantów, od pól bitewnych po salony polityczne. Podjęliśmy próbę spojrzenia na pewną cechę łączącą bardzo odległe, zdawałoby się instytucje, bowiem wspólnoty szukaliśmy pomiędzy politykami a partyzantami i terrorystami. Zapraszamy do lektury 😉

Kiedy w 1979 roku żołnierze Czerwonej Gwiazdy wkraczali do Afganistanu, nawet im przez myśl nie przeszło, że w tym kraju trzeciego świata, pozbawionym nie tylko nowoczesnej armii, ale i przemysłu jako takiego, a nawet struktur społecznych znanych z Europy, napotkają opór, którego nie uda się im przełamać. Radzieckie czołgi, ponoć najlepsze na świecie, wsparte przez potężne lotnictwo i liczną piechotę, dysponujące zasobami rozległego, silnie zindustrializowanego Imperium Zła, uderzyły w piaskowy mur, wzniesiony z ciał gotowych na wszystko Mudżahedinów. Wola walki plus Stingery – przeciwko tej kombinacji nie pomogły ani artyleria rakietowa, ani zwiad satelitarny, ani ciężkie naloty bombowe, ani nieskończone wydawałoby się zapasy świeżego rekruta (w ciągu kilku lat konfliktu, na „wycieczkę” do Afganistanu wysłano ponad sześćset tysięcy chłopa! Dla porównania, najbardziej dramatyczna bitwa drugiej wojny światowej (a przynajmniej kwalifikująca się do ścisłej czołówki), bitwa o Moskwę i ocalenie Związku Radzieckiego przed ofensywą niemieckich dywizji zaangażowała zaledwie dwukrotność tej liczby).

W 1989 roku wojna wygasła, a rozległe pole walki opuścili ostatni krasnoarmiści. Zostawili za sobą sponiewieraną dumę Związku Radzieckiego, ale prawdopodobnie i tak – po cichu, nieoficjalnie – radowali się, że nie dołączyli do 15 tysięcy kolegów, którym do ojczyzny dane było wrócić w trumnach, o ile w ogóle… Włodarze Moskwy przekonali się, że ich moc ma granice, a świat uzmysłowił sobie, że opowieść o Dawidzie i Goliacie była czymś więcej niźli tylko alegorią. Wojna asymetryczna wkroczyła na salony i nie opuściła ich po dziś dzień.

Wojna afgańska nie była jednak pierwszym przypadkiem walki asymetrycznej. Jeśli przyjrzymy się definicji takiego konfliktu, zobaczymy, że siłą rzeczy, sytuacje tego typu zdarzały się częściej. Wojna asymetryczna to konflikt, w którym dochodzi do starcia pomiędzy przeciwnikami o bardzo różnym potencjale, a metody walki zostają przeniesione ze strefy działań konwencjonalnych na pozakonwencjonalne. Wiadomo: jak się nie ma czołgów i dział, to się sięga po kamienie i pałki. Walka asymetryczna nie jest domeną tylko i wyłącznie pól bitewnych, choć głównie do takiego jej postrzegania jesteśmy przyzwyczajeni. Media serwują nam notorycznie przykłady: Irak, Afganistan (ten bieżący). Nowoczesny wóz bojowy, taki jak kosztujący 15 milionów złotych Rosomak (AMV Patria) odwożony do składnicy złomu po bliskim kontakcie trzeciego stopnia z domowej roboty miną wartą 500 złotych… to właśnie wojna asymetryczna. Zawodowy żołnierz piechoty, niosący na sobie wyposażenie warte kilka – kilkanaście tysięcy złotych, uzbrojony w nowoczesny, szybkostrzelny karabin maszynowy z kolimatorem, mający za sobą profesjonalne wyszkolenie kosztujące podatników dziesiątki lub setki tysięcy złotych, ginący w przypadkowym starciu z okutanym w ręcznik ochotnikiem dzierżącym w spoconych dłoniach kilkudziesięcioletniego, nadgryzionego przez korniki Kałasznikowa, to również przykład wojny asymetrycznej. Działania asymetryczne są zawsze reakcją na przewagę drugiej strony.

Państwo dysponujące lotnictwem, dywizjami pancernymi, batalionami uzbrojonej po zęby piechoty i nieograniczonymi zasobami, jest skazane na sukces strategiczny. Dysponując taką mocą, po prostu musi zająć terytorium, a więc przede wszystkim miasta, lotniska, węzły transportowe itd. Bojownicy wojny asymetrycznej ustępują pola, bo luźne bandy przypadkowo uzbrojonych „twardzieli” nie są w stanie podołać uderzeniu zaawansowanej technologicznie i doskonale wyćwiczonej armii zawodowej. Już Ordon przekonał się, że broniona przez najbardziej zaangażowanych żołnierzy reduta nie podoła masywnemu, nieoszczędnemu uderzeniu przeciwnika liczniejszego i lepiej przygotowanego technologicznie (przyjmijmy, że obrona Częstochowy była wyjątkiem, nie regułą). Ale armia zawodowa nie jest w stanie kontrolować całości terytorium. Co więcej, w działaniach asymetrycznych ideą nie jest odbijanie terytorium czy przejmowanie miast (choć i to się zdarza), ale szukanie słabych punktów przeciwnika i… zabijanie go. W sensie strategicznym, wojna asymetryczna jest stratą zasobów, bo walczący koncentrują się na podgryzaniu, niszczeniu flanek, wysuniętych stanowisk, przydawaniu strat materialnych. A przecież śmierć stu żołnierzy z wielotysięcznej armii nie stanowi problemu…

Ale czy rzeczywiście? Aspekt militarny już znamy, pora przyjrzeć się drugiej strefie działań asymetrycznych. Głównej strefie: marketingowej.

Każde mocarstwo, jakkolwiek potężne by nie było, jakkolwiek krótko nie trzymałoby swoich obywateli, ma coś takiego jak tolerancję na niepowodzenia. Wbrew pozorom państwa demokratyczne nie są mniej tolerancyjne niż dyktatury – w obu przypadkach mamy do czynienia z innymi schematami reakcji na społeczne niepokoje. To jest słaba strona każdej armii: cywile, którzy łożą na jej utrzymanie i którzy bywają zapraszani do jej szeregów. Pal licho pierwsze, zawsze łatwiej wydać parę złotych więcej, aby mieć święty spokój, ale świadomość, że człowiekowi grozi wycieczka na front, w atmosferę daleką od górskiego spa z wiszącym nad głową wyrokiem śmierci raczej nie pobudza optymistycznie. Obywatele nie lubią ginąć, nie przepadają także za utratą kolegów, małżonków, dzieci. Czasami niekorzystna relacja kosztów stricte finansowych do osiągnięć ramienia zbrojnego może dokonać tego samego, co wykrwawienie społeczeństwa na polach chwały: uświadomić ludziom, że wcale walczyć nie chcą. Jednostki toczące wojnę asymetryczną – partyzancką lub terrorystyczną – bazują właśnie na tym. Na przekonaniu wroga, że koszty są niewspółmierne do osiągnięć. Skoro nie można zniszczyć wszystkich czołgów, zestrzelić wszystkich samolotów i zatopić wszystkich okrętów, to można przecież spróbować przekonać gości, by poszli sobie strzelać gdzieś indziej, prawda?

Szczególnym przykładem wojny asymetrycznej są działania terrorystyczne. Z samego założenia terroryści nie uderzają w cele twarde. Oni preferują miękkie podbrzusze każdego społeczeństwa. Aż nazbyt dobrze świadomi są faktu, że śmierć tysiąca żołnierzy zaboli mniej niż stu cywili, zwłaszcza jeśli stracą życie na własnym, bezpiecznym terenie.

Starcia asymetryczne nie są jednak, jako już było wspomniane, domeną pól bitewnych. Mamy z nimi do czynienia na co dzień, choćby w wielkiej i mniejszej polityce. Formą partyzanckich uderzeń z zasadzki jest typowe działanie opozycji parlamentarnej.

Spójrzmy na to w ten sposób: rząd ma strukturę, armię, potęgę. Uosabia siłę państwa, wszystkie jego zasoby. Rząd może sobie przyznawać dowolne premie, ale ma też odpowiedzialność. Rząd nie może sobie pozwolić na zajmowanie się przez rok jedynie trzema najciekawszymi tematami: musi rozciągać siły na pełne spektrum państwowych problemów, radzić sobie z kwestiami niepopularnymi, trudnymi, brudnymi. Opozycja jest w lepszej sytuacji, bo nie odpowiada za nic. Opozycja wybiera teren bitwy i broń. Uderza tam, gdzie spodziewa się zranić. Co więcej, jak na partyzantów przystało, celem opozycji nie jest zajmowanie terenu. Opozycja nie ma sił do jego utrzymania – zyskuje je dopiero, kiedy staje się rządem. A skoro nie może zajmować terenu, to i nie musi się troszczyć o jego rekonstrukcję. Celem staje się więc uderzenie samo w sobie, zwielokrotnienie strat wroga. Jeśli uda się zadać cios strategiczny, od którego ucierpi całe społeczeństwo, to tym lepiej, bo to rząd będzie radził sobie z konsekwencjami, nie zaś opozycja.

W Afganistanie Mudżahedini, kiedy już pozbyli się gości ze Związku Radzieckiego, byli w stanie ugruntować własną władzę. W ogólnym rozrachunku ich strategia sprawdziła się. Nie musieli szturmować Kabulu ani niszczyć wrogich armii – podcinali natomiast korzenie najeźdźców, czekając aż ci sami się wycofają. W polityce jest w gruncie rzeczy podobnie: słabsza strona nie musi toczyć bitew na wyczerpania, bitew epickich. Lepiej sprawdza się w podjazdach, szarpaniu flanek, niszczeniu małych posterunków, osaczaniu patroli. Najlepszy na świecie rząd nie będzie się nigdy składał w 100% z fachowców i ludzi uczciwych – zamiast więc walczyć twarzą w twarz z tymi najlepszymi, lepiej jest wyłuskać czarne owce. Jeden złodziej wystarcza, aby przekląć cały rząd. Odnalezienie jednej czarnej owcy w szeregach opozycji jest w przeciwieństwie do tego skromnym kłopotem dla tejże. Łatwo wymienić bojówkarza, wszak w puli jest ich zawsze więcej niż miejsc. A fakt, że opozycja nie ponosi odpowiedzialności, utrudnia jej rozliczenie. Bo rząd musi być uczciwy, zapobiegliwy, odpowiedzialny. Opozycji wystarczy być.

Z powyższych rozważań wcale nie wynika, że opozycja jest zawsze wilkiem, a rząd owcą. Wręcz przeciwnie: taki skrót myślowy byłby bardzo daleko posuniętym ujednoliceniem zróżnicowanej rzeczywistości politycznej. Na ogół los rozdziela w miarę równo idiotów i geniuszy po obu stronach barykady.

Co równie istotne: metody działania opozycji, walka asymetryczna z rządowym Imperium, mimo swojej skuteczności, muszą odejść do lamusa w wyniku zwycięstwa tejże opozycji. Bo zwycięstwo opozycji oznacza, iż zyskuje ona szansę stworzenia rządu i przejęcia odpowiedzialności za struktury, przeciwko którym grała chwilę temu. Rząd z kolei – były rząd – zajmuje stanowiska w lesie – ci, którzy władali, teraz będą czujnie wypatrywali słabych punktów niedawnych zadymiarzy, którzy obecnie przywdziali mundury i są „przy sile i korycie”.

W pewnym więc sensie taktyki działań asymetrycznych wpisane są w rzeczywistość, która nas otacza. Błędem jest oczekiwanie od słabszych przeciwników, że pozwolą się pokonać w otwartym polu. I to niezależnie, czy bitwa toczona jest w górskich wąwozach Afganistanu czy przed mównicą sejmową. Cel zawsze jest jeden: zwycięstwo. Aby go osiągnąć, strona silniejsza musi utrzymać pełną kontrolę nad zawiadywanymi strukturami, nadzorować każdy aspekt swojej odpowiedzialności. Strona słabsza ma mniejszą moc uderzeniową, ale dysponuje przewagą, która w świecie mediów jest nie do podważenia: trudniej ją osaczyć, sama może natomiast niemal dowolnie wybierać tematy i konteksty, w których będzie się pojedynkować…

Reklamy

10 thoughts on “Felieton: Świat bez symetrii

  1. Politycy walczą asymetrycznie, a my ludziska jesteśmy polem walki. Z każdą kolejną bitwą pole się utwardza, wygładza i uodpornia na zabiegi taktyczne.

  2. Kiedyś Grecy wygrali Mistrzostwo Europy w piłce nożnej. Nikt na nich nie stawiał, nikt nie wierzył w ich wygraną. Byli średniakami najwyżej. Zamurowali bramkę. Najlepsze, najsilniejsze drużyny odbijały się od tego prawie-spartańskiego muru.
    Sportowa wersja asymetrii.
    Szkoda, że taka skuteczna. Grecja powinna przegrać. Grecja nigdy nie powinna być mistrzem z takim stylem gry.

    • Uważasz, że reprezentacja Grecji nie powinna otrzymać tytułu ale przecież to nie taniec na lodzie, styl się nie liczy. Z tych samych powodów nielubiana jest reprezentacja Niemiec (nie dziwi więc fakt, że ówczesny selekcjoner reprezentacji był Niemcem). Pomyśl jednak, że to reprezentacja Polski zdobywa mistrzostwo świata stosując taktykę „Obrona Częstochowy”, myślę, że nie miał byś zastrzeżeń. Postawili sobie cel i go osiągnęli stosując dostępne dla siebie środki zgodne z przepisami. Myślę, że trafiłeś w sedno z porównaniem do wojny asymetrycznej, po prosty zneutralizowali silniejszego przeciwnika – to też jest piękno rywalizacji.

      • Myślę, że wątku piłkarskiego nie ma co dalej rozwijać, bo to byłby za duży off-top. 🙂 Jednakowoż tylko nadmienię, iż styl częstochowski zupełnie mi nie odpowiada, ktokolwiek go używa. Faktem jednak jest, że znaleźli środek na silniejszych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s