Felieton: O samolotach: latających, spadających i nielotach… a wszystko to z okazji rychłej Rocznicy Wiadomo Czego choć nadal Nie Wiadomo Czemu (czyli… zrobiło się politycznie)

Dzisiaj pora na odrobinę polityki. Rzecz prawie na czasie, a już zdecydowanie na językach, a mówiąc wprost:

o samolotach: latających, spadających i nielotach… a wszystko to z okazji rychłej Rocznicy Wiadomo Czego choć nadal Nie Wiadomo Czemu

 

Półtora tygodnia po Prima Aprilis nowoczesne kalendarze odnotowują kolejne święto lub przynajmniej rocznicę. W tym roku pierwsza okazja do wspominek z okazji tragedii 10 kwietnia i z tego powodu będzie się działo. Rocznica Smoleńska. Rocznica śmierci świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego i… no właśnie, ilu jeszcze osób? Konia z rzędem temu, który liczby owej, czarnej i dramatycznej nie pamięta, a pamięć odświeżyć będzie chciał, korzystając z Internetu. Sieć bowiem ani na moment nie zamilkła i miniony rok – jeszcze niepełny – który upłynął od katastrofy był rokiem niezwykle aktywnym pod względem szeroko rozumianej publicystyki poświęconej wypadkowi. Szeroko rozumianej, bo oprócz mediów mainstreamowych, do zabawy podłączyła się strefa komentatorów półoficjalnych, nieoficjalnych czy wręcz alter-oficjalnych. Dla niektórych trzeba by wymyślić jeszcze osobne określenia, a i one, niezależnie jak język giętki, a głowa wyobraźnią silna, nie oddałyby należycie obrazu rzeczy.

 

Czego o Smoleńsku możemy się dowiedzieć z Internetu? Że zginął tam Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej (w zależności od witryny różnią się numerki, więc poprzestańmy na samej nazwie bez cyfry). Że nastąpił zamach, że to narodowa zdrada, że mgła, że strzały, że MAK, że TAWS, że KGB, że Tusk, że kłamstwo, że ufo… Do wyboru, do koloru. Jaka jest prawda, tego nie wiadomo i pewnie nigdy do końca nie będzie wiadomo, zwłaszcza, że prawda bywa na ogół zjawiskiem elastycznym, różni się od kąta, pod którym na nią spojrzeć, jak to zwykle z hologramami bywa. Nie ma czegoś takiego, jak jedna, ostateczna i wszystko wyjaśniająca prawda, bo być takowej nie może. Pozostają warianty i tych nie brakuje. Już dzisiaj zabrakłoby przeciętnemu człowiekowi życia na przejrzenie całości zgromadzonego w sieci materiału i pseudomateriału poświęconego smoleńskiej tragedii. A za rok będzie dwa razy tyle. Później, w miarę, jak będą upływały kolejne miesiące i lata, dynamika wzrostu tej informacyjnej masy krytycznej spadnie, ale ilość newsów, teorii, kontr-teorii i kontr-kontr-teorii nadal będzie wzrastała… Nie o tym chcę jednak pisać, ustalmy więc, że każdy człowiek ma w tym temacie rację. Swoją rację. I niech się jej trzyma, z pożytkiem dla siebie i oczywiście na pohybel wszystkim innym…

 

Co nas interesuje, to wiedza, o którą w Internecie jest ciężko, a przynajmniej ciężej.

 

Pierwszy przykład z brzegu: ile osób zginęło na pokładzie samolotu? Nastawcie stoper i szukajcie. Jeśli będziecie mieli szczęście, to dowiecie się tego w ciągu kwadransa. Jeśli nie, to być może nie dowiecie się w ogóle. Dla przykładu, gdybym chciał ustalić, ilu marynarzy zginęło na brytyjskim pancerniku Royal Oak w wyniku cwanego ataku Priena na Scapa Flow, to informację (833) uzyskam w ciągu kilkunastu sekund. Z Tytanikiem poszło gorzej: trzeba doliczyć jeszcze z dziesięć sekund, by ustalić, że wraz z „niezatapialnym” gigantem poszło na dno ponad 1500 ludzi, a główną przeszkadzajką okazał się film Camerona, skutecznie wtryniający się w wyniki wyszukiwań. Idźmy dalej tym tropem: Wilhelm Gustloff (9600 zabitych – czas potrzebny na ustalenie tej informacji liczony w sekundach); katastrofa lotnicza nad Lockerbie (270 osób, w tym 11 mieszkańców miasteczka – kilkanaście sekund). Może to jednak wszystko złe przykłady: zbyt duża skala. Szukamy więc czegoś bardziej kameralnego. Niech będzie terrorystyczny atak na amerykański niszczyciel Cole – okazuje się, po dziesięciu sekundach szperania, że ofiar śmiertelnych było 17. No dobra, ile można? Katastrofy się nam zaraz skończą… W porywie desperacji wpisujemy w Google hasło na chybił-trafił: „katastrofa awionetki”. Nadzieja na krótko odżywa – problem brzmi na tyle banalnie, że może tutaj odniesiemy sukces? Nie, jednak nie. Pierwszy wyrzucony przez wyszukiwarkę wynik: „lekka awionetka rozbiła się dziś po południu w Warszawie. Zginęły dwie osoby: instruktor i uczeń”. No i mamy klops.

 

Wszystko wskazuje na to, że o wiedzę w Internecie łatwo. Czemu zatem nie potrafię od ręki ustalić, ile osób zginęło w Smoleńsku (podkreślam: od ręki, bo wcale nie twierdzę, że jest to rzecz definitywnie nie do odnalezienia)? Może dlatego, że nikogo to nie interesuje. Ale czy może być prawdą, że w naszym narodzie polityka zawsze przesłania wymiar osobisty, ludzki? To się jeszcze zobaczy, ale niecierpliwi niechaj pójdą na skróty i poćwiczą sami: ile osób zginęło z generałem Sikorskim?

 

No właśnie.

 

Na pierwszym miejscu jest idea – odmieniona przez milion przypadków. Idea, która stała się milionem teorii. Na którym miejscu są ludzie?

 

Co Smoleńsk, a przynajmniej co internetowy papierek lakmusowy mówi nam o nas samych, o Polakach?

 

To, że nie interesuje nas tragedia zwykłych ludzi pomińmy milczeniem – wszak, mimo wszystko, mamy tutaj bardzo nietypowe okoliczności i w pewien sposób można zrozumieć fakt, że o śmierci stewardess, które okazały się osobami bez potencjału politycznego zapomniano bardzo szybko, natomiast piloci, generałowie i politycy (z tym Jednym na czele) są i będą męczeni w nieskończoność. Co prawda, rzec można, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi, ale… czy rzeczywiście? To temat do osobnych rozważań, więc porzućmy go w tym punkcie. Dla odmiany, spróbujmy dostrzec w smoleńskiej tragedii ślady czegoś… dobrego. To wcale nie przejęzyczenie: wielkie i podniosłe przemówienia, pozbawione logiki i sensu, za to napompowane patosem znanym z czasów minionego ustroju zostawmy politykom, którzy inaczej nie potrafią albo i nie mogą. My, zwykli, szarzy ludzie, dostrzeżmy to, co pomijają wielcy.

 

Podobno, w smoleńskiej katastrofie zginął kwiat polskiego narodu, elita społeczeństwa. Jest to oczywiście ten rodzaj prawdy, który wypada powiedzieć nad grobami zmarłych ludzi – kimkolwiek oni by nie byli. Z drugiej strony, gdyby tam, na niegościnnej, zdradzieckiej ziemi smoleńskiej rzeczywiście śmierć ponieśli najlepsi z nas to teraz, niemal dokładnie rok później, Polski by już nie było. Bez tamtych Wielkich nie potrafilibyśmy sobą rządzić ani nawet obrać ziemniaków. A jednak… Polska przetrwała. Bez trzęsienia ziemi, bez politycznego przesilenia. Bez czołgów na ulicach, bez interwencji mocarstw. Stosunkowo nikłe zainteresowanie światowej opinii publicznej naszą tragedią też ma pewien wymiar pozytywny. Świat zaakceptował, w sposób dorozumiany, bez słów, prosty fakt: Polsce nic nie grozi, nic tam więcej się nie stanie. Świat nie interesuje się państwami, w których nic się nie dzieje. Świat lubi czołgi na ulicach i interwencje mocarstw. W tym przypadku brak zainteresowania to dowód – pokrętny, ale jednak – zaufania, które ktoś pokłada w strukturach naszego państwa. I chyba zasłużenie.

 

W dzisiejszych czasach o trzęsieniach informuje kilka rodzajów sejsmografów. O trzęsieniu politycznym i społecznym można dowiedzieć się, obserwując np. kursy walut, poziom inflacji, skoki cen. Rozejrzyjmy się. Inflacja daleka od poziomu niebezpiecznego dla życia i zdrowia, bazuje gdzieś w okolicach 5%, najczęściej poniżej. Złotówka stabilna, czasami nawet zbyt silna. Także PKB zdaje się trafiać w oczekiwane widełki. Tylko ropa i ten cukier idą w złotówki, ale pierwszemu jest winny monopol producentów i dystrybutorów, drugiemu zaś zakodowana w genach skłonność Polaków do panicznego wykupywania towarów ze sklepowych półek (bądźmy sprawiedliwi: i bez tego cena by poszła w górę, ale o ile mniej…)

 

Tragedia w dużej mierze polega na tym, że jej… nie ma. Politycy nie mogą spać po nocach, bo nagle okazało się, że bez Prezydenta i bez wielu szefów bardzo ważnych instytucji państwowych, bez prominentnych i zasłużonych polityków… funkcjonujemy bez zmian. Ludzie idą rano do pracy, wracają z niej po południu. Na koniec miesiąca przynoszą do domu mniej więcej tyle samo pieniędzy co wcześniej. Nigdy zbyt wiele, ale i nie aż tak mało.

 

W „Długu honorowym” Toma Clancy’ego, kiedy w zniszczonym przez upadek samolotu (sic!) Kapitolu ginie śmietanka amerykańskich polityków, z prezydentem włącznie, kraj ogarnia panika, a na horyzoncie pojawia się widmo wojny (do której dochodzi w następnej powieści Clancy’ego). Polska rzeczywistość okazała się nudniejsza niż fantazja słynnego Amerykanina: przetrwaliśmy niemal bez rysy i gdyby nie politycy, dzisiaj pamiętalibyśmy może ilość ofiar smoleńskiej tragedii, ale całkowicie obojętne byłoby nam animowane w partyjnych gabinetach zamieszanie…

Advertisements

9 thoughts on “Felieton: O samolotach: latających, spadających i nielotach… a wszystko to z okazji rychłej Rocznicy Wiadomo Czego choć nadal Nie Wiadomo Czemu (czyli… zrobiło się politycznie)

  1. Prawda –cecha wypowiadanych zdań,określająca ich

    korelację z rzeczywistością.Zgodność sądów

    z rzeczywistym stanem rzeczy,którego ten stan

    dotyczy.Arystoteles tak ją zdefiniował w swojej

    Metafizyce;”Powiedzieć,że istnieje,o czymś czego nie

    ma,jest fałszem,powiedzieć o tym,co jest ,że jest,

    a o tym czego nie ma,że nie ma, jest prawdą”

    Św.Tomasz z Akwinu dawał trzy warianty prawdy

    rozumienia Prawdy.

    Tak odnosi się filozfia do pojęcia prawdy.Czytając ten tekst nie wiedząc co będzie dalej pomyślałam o Sikorskim.A co do rocznicy tu zamilczę-

    • gdzieś w przyrodzie jest prawda – jedna, jedyna, ostateczna. Zna ją tylko Bóg, a zna ją dzięki temu, że on wie wszystko i jest świadom każdego atomu. Dla ludzi znających okruchy wiedzy, pozostają odpryski prawdy. W społeczeństwie przyjęło się, że prawdą jest wszystko co nie jest kłamstwem, czyli także fałszywe oświadczenie, które wypowiadamy w dobrej woli na podstawie ograniczonej, posiadanej przez nas wiedzy.

      w tej sprawie mamy komplet: kłamstwa, półprawdy i prawdy potencjalnie prawdziwe. Prawdopodobnie ktoś tam powiedział, pewnie przez przypadek, prawdę rzeczywistą, ale jak ją wyłapać? Chyba tylko rzucając monetę…

  2. – tak masz rację gdzieś jest tam ta jedyna prawda.Świat tak szybko pędzi,że my musimy wierzyć ,bo trudno samemu wszystko empirycznie zbadać…….

  3. A kogo obchodzi prawda? Rzeczowe wyjaśnienie katastrofy dzisiaj nikogo nie interesuje. No może mnie, ale ja patrząc globalnie jestem nieistotny.

    Dzisiaj obserwujemy proces kreacji męczennika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s