Wywiad z Adamem Zalewskim

Mniej więcej tydzień temu na Gildii Literatury ukazał się nasz wywiad z Adamem Zalewskim. Wywiad można przeczytać na stronie Gildii – TUTAJ – ale, jako alternatywę, zapraszamy do zapoznania się z nim w pełnej wersji także na naszym blogu.

Andrzej Zalewski zadebiutował w 2008 roku powieścią „Biała wiedźma”. Wydał także „Rowerzystę”, „Cień znad jeziora”, a niecały miesiąc temu premierę miało jego najmłodsze dziecko, mocny thriller pt. „Grizzly”, którego  recenzja – również naszego autorstwa 😉 – dostępna jest na Gildii.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu: 

Iza „Zunia” Grzelak-Barczewska: Fabuła powieści „Grizzly” zdaje się wyrastać z tęsknoty za Dzikim Zachodem. Postać głównego bohatera, charakter wydarzeń, nawet tytuł… wszystko to nawiązuje do westernów. Czy jest to Pański ulubiony gatunek?

Adam Zalewski: Istotnie. Jeżeli przyjrzeć się uważnie, można dojść do takiego wniosku. Narzuca się on szczególnie wyraziście w pierwszej części powieści. Z rozmysłem użyłem sporej dawki egzotyki, kojarzącej się z westernami. Lubię ten gatunek, choć dosyć trudno o dobre pozycje z tej dziedziny.

Z.: To prawda… Można by nawet pomyśleć, że będący na wymarciu (niektórzy zarzucają to samo musicalom i operze…). Myśli Pan, że – na przestrzeni najbliższych kilkudziesięciu, a nawet kilkuset lat – ma szansę przetrwać w mniej lub bardziej niezmienionym kształcie?

A.Z.: Mam taką nadzieję. Wbrew pozorom, pośród wytartych schematów pozostało jeszcze sporo miejsca na solidną prozę. Dowodzą tego choćby niektóre, ambitne produkcje filmowe.

Z.: Skąd pomysł na napisanie „Grizzly”?

A.Z.: Nie wiem, skąd przychodzą mi do głowy pomysły. W przypadku „Grizzly”, ożywiłem epizodyczną postać z jednej z moich wcześniejszych powieści. Powstała niezależna historia, niezmuszająca Czytelnika do sięgania wstecz.

Z.: Jak zaklasyfikowałby Pan Swoją najnowszą powieść? Powieść drogi, thriller, kryminał?

A.Z.: Starałem się napisać thriller, a zarazem powieść drogi. Lubię łączyć gatunki. W naszym życiu, na co dzień łączy się wiele wątków. Jeden dzień bywa czystą komedią, a już kolejny – horrorem. Staram się, żeby moje książki przypominały nam o tym.

Z.: Elementy horroru pojawiają się w drugiej części powieści… Przyznam, że odwołanie się do walorów smakowych „mamusi” było mocnym akcentem książki. Czy konstruując ten wątek, korzystał Pan z własnej fantazji czy… zainspirowały Pana jakieś rzeczywiste wydarzenia?

A.Z.: Pomysł jest wytworem mojej wyobraźni, lecz nim odważyłem się przelać wizję na papier, kilka dni poświęciłem na studiowanie podręczników psychiatrycznych, dotyczących najczęściej występujących dewiacji w Stanach. Dzięki uprzejmości znajomego lekarza, mam dostęp do takich materiałów. To jest dopiero horror! Korzystam z tych publikacji, stanowiących kopalnię wiedzy o schizofrenii i innych patologicznych zachowaniach. Zawsze bardzo dokładnie przygotowuję tekst pod kątem merytorycznym. W maksymalnych realiach osadzam literacką fikcję – produkt mojej wyobraźni. Myślę, że to uczciwe. Czytelnik może się przy okazji dowiedzieć o wielu sprawach i zjawiskach.

Z.: To się czuje! Zmieniając trochę temat, czy Clinton Gerstaecker jest ucieleśnieniem Pańskich wyobrażeń o tym, jaki powinien być prawdziwy mężczyzna?

A.Z.: Niekoniecznie. Przyjmując określenie „prawdziwy mężczyzna” jako symbol siły, łatwo popełnić błąd. Klasyfikuję ludzi (nie tylko mężczyzn) jedynie w dwojaki sposób – na mądrych i głupich oraz na dobrych i złych. Czasami jedno wynika z drugiego, lecz nie zawsze. Warto o tym pamiętać.

Z.: Clinton jednak jest „prawdziwym mężczyzną” także w znaczeniu siły, którą zresztą wykorzystuje w starciu z tymi, których uważa za złych. Czy sam, wielokrotnie naginając prawo m.in. w imię zemsty, jest dobry? Oczywiście nie w zestawieniu ze swoimi przeciwnikami…

A.Z.: Moje osobista ocena tej postaci nie ma nic do rzeczy. Nie oceniałem jej na stronach powieści. Ja ją po prostu ukazałem Czytelnikom. To świadomy zabieg. Zmusza Odbiorcę do zajęcia własnego stanowiska. Czytelnik ocenia postać, a przy tym być może siebie samego. Jest wtedy czas na intymne przemyślenia. To zjawisko stawiam sobie jako jedno z zadań. Można na przykład postawić sobie pozornie paradoksalne pytanie, czy niekiedy słabości człowieka nie stanowią jego siły?

Z.: Jacy pisarze są dla Pana wzorem? Czyje pisarstwo ceni Pan najbardziej?

A.Z.: Zaczynałem tworzyć zauroczony Kingiem, lecz szybko musiałem otrząsnąć się z jego wpływu. Inaczej poniósłbym klęskę. Przeczytałem w życiu wiele książek, niemal z każdego gatunku. Do dziś najbardziej fascynuje mnie amerykańska klasyka – Faulkner, Steinbeck, Hemingway, zaś z klasyki europejskiej – Zola, Camus, Czechow. Ze współczesnych lubię Irwina Shawa oraz wielu innych. Nie sposób wyliczyć. Chętnie sięgam po książki historyczne z ponadczasowym „Bolesławem Chrobrym” Gołubiewa na czele. Naprawdę sporo tego jest.

Z.: W wolnym czasie, poza czytaniem i pisaniem, najchętniej robi Pan…?

A.Z.: Trochę spaceruję, słucham muzyki i oglądam filmy – głównie obyczajowe. Wiem, że ten wizerunek nie bardzo przystaje do profilu autora thrillerów, ale pozwolę sobie zwrócić uwagę, że w moich książkach można bez trudu odnaleźć wiele wątków obyczajowych. Intryguje mnie natura człowieka w najróżniejszych aspektach. Myślę, że to dość widoczne.

Z.: Nad czym pracuje Pan obecnie?

A.Z.: W wydawnictwie Oficynka czeka na druk powieść „Dwa Oblicza”, odbiegająca tematyką od mojej dotychczasowej prozy, choć obiecuję Czytelnikom, że także ta pozycja nie znudzi nikogo. Dedykuję ją zwłaszcza Paniom, nie zabraknie bowiem romantycznego wątku. Pracuję nad kolejnym, rozbudowanym projektem, ale na razie mogę jedynie powiedzieć, że moim zdaniem zapowiada się nieźle.

Z.: A może jednak jakaś mała wskazówka, o czym będzie ta książka?

A.Z.: Dobrze, kilka słów. Czytelnicy spostrzegli zapewne, że najczęściej osadzam akcję swoich opowieści w scenerii małych miejscowości – przysłowiowych amerykańskich miasteczek. Lubię ich klimat. Stały się dla mnie czymś na kształt żywego bohatera, odrębnej postaci. Nie wdając się w szczegóły, powiem Pani, że tytuł powieści, nad którą pracuję, brzmi: „Małe Amerykańskie Miasteczko”. Nie mogę dodać niczego więcej.

Z.: Dziękuję serdecznie: i za uchylenie rąbka tajemnicy, i za rozmowę. Czekam(y) zatem z niecierpliwością na „Dwa Oblicza”, no i na „Małe Amerykańskie Miasteczko”!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s